WRecenzje

Motylem jestem…

Lekkość wizualna biustonosza to cecha, o której, oprócz dobrego podtrzymania i modelowania, najczęściej marzą biuściaste z wyższych stref miseczkowych. Jeszcze do niedawna wydawało się, że bardzo trudno ją pogodzić z bezpieczeństwem, oferowanym przez solidne, zabudowane konstrukcje. Rzeczywistość jednak pokazuje, że przynajmniej dla niektórych z nas marzenia mogą się spełniać. Usztywniane half-cupy, czy też 3/4-cupy dla frakcji D-G, D-H, a nawet wyższych, już stały się częścią naszego bieliźnianego krajobrazu. Brakowało tylko odpowiedzi na największą z tęsknot, czyli modeli łączących niskie zabudowanie, korzystny wizualnie krój z pionowym cięciem miseczek i ażurową miękkość. Kiedy pojawiły się nareszcie miękkie projekty Ewy Michalak, ich zakres rozmiarowy był wyraźnie mniejszy niż modeli usztywnianych. Wiele z nas, w tym i ja, czekało z niecierpliwością na pociągnięcie konstrukcji dalej. Pierwszy krok w tym kierunku został właśnie zrobiony: część miękkusów urosła o kilka miseczek. Należy do nich nasz dzisiejszy bohater, który dzięki temu znalazł się nagle w zasięgu mojego nienajlżejszego przecież biustu. Przedstawiam więc z dużą radością kolejne wyniki testów polskiego biustonosza – testów, które wypadły bardzo pomyślnie.

Ewa Michalak – Granatowy Motyl, rozmiar: 85F [Dostępne rozmiary: 65A-HH, 70A-HH, 75AA-GG, 80A-G, 85A-FF, cena stanika: 119 zł, cena szortów: 49 zł]

 

 

Estetyka

Po niedawnych zachwytach nad fioletową mgiełką znów mam okazję ponapawać się ażurem. To jeden z tych atutów, którymi nigdy nie poszczyci się żaden model usztywniany. W połączeniu z nie tylko realnie, ale i optycznie unoszącą konstrukcją (pionowy szew), niskim zabudowaniem i bardotkową linią górnej krawędzi na większym biuście daje on efekt „wow!”, który zależnie od widowni może oznaczać „wow, ależ seksowny!”, bądź też „wow, jak to możliwe?” 🙂

Podoba mi się też w tym modelu zestawienie kolorów: granatu wpadającego w fiolet z jasnym liliowym. Co prawda wolę ciemne ramiączka, ale właśnie ten układ barw dodaje Motylowi charakteru. Szkoda tylko, że ramiączka są tak proste, wolę takie z ozdobną fakturą. Kolejnym „charakternym” szczegółem jest połączenie ramiączek z miseczkami za pośrednictwem dzianinowego trójkąta, choć element ten chyba nie występuje w mniejszych rozmiarach (ha, nareszcie lżejsze biusty mają mi czego zazdrościć 😉

Przyczepię się do szczegółu: ozdoba w postaci motylka na ramiączku, tak przyciągająca uwagę (brawo za pomysł), mogłaby być lepiej dopasowana kolorem do dzianiny biustonosza  – jest rzeczywiście granatowa, w porównaniu z fioletowym odcieniem reszty, trochę też przeszkadzają mi jego ostre brzegi – na szczęście nie drapią ramienia.

Haft jest mięciutki i staranny, w czasie krojenia zachowano też symetrię miseczek i tak przycięto materiał, by pionowe szwy nie zakłócały zbytnio linii brzegu. Jego delikatność budzi jednak obawę, czy będzie trwały. Szeroka, wycięta w ząbek kokardka została dobrze zabezpieczona przed strzępieniem. Materiały nie są luksusowe, ale przyzwoitej jakości i sprawiają dobre wrażenie (choć motylka przydałoby się trochę „ulukśnić”), biustonosz jest starannie wykonany. Całość sprawia leciutkie, trochę zabawne, przyjemnie bezpretensjonalne wrażenie.

Dopasowanie

Jak być może zauważyłyście – Motyl jest pierwszym biustonoszem z obwodem 85, który recenzuję. Biustonosze Ewy Michalak uchodzą za takie, w których przy dobieraniu rozmiaru nie warto zbytnio zaniżać obwodu pod biustem. W przypadku moim i Motyla można chyba uznać, że opinia ta się sprawdziła. Przymierzałam kilka sąsiadujących rozmiarów i w 80 było mi po prostu niewygodnie, mimo że materiał boków jest bardziej elastyczny niż w przypadku np. Chabra. Co prawda z czasem obwód mojego Motyla się nadciągnął i uważam, że mógłby być ciaśniejszy, ale naprawdę nie miałam ochoty na aktywne rozciąganie niewygodnej 80-tki.

Miałam pewną trudność z doborem miseczek. F, na którym ostatecznie stanęło, w trakcie pierwszych przymiarek miał nieco za wąski rozstaw fiszbin na moją większą pierś. Ponieważ jednak mniejsza wyglądała idealnie, a większe miseczki wydawały się zbyt wysoko zabudowane i odstawały na krawędziach, postanowiłam jednak zaryzykować. I słusznie – nacisk fiszbiny na pierś przestałam odczuwać już po jednym dniu noszenia, widocznie wystarczyło lekkie rozciągnięcie. Jestem zadowolona z wyboru – miseczki przylegają jak druga skóra i sięgają, jak się wydaje, dokładnie na taką wysokość, jak zaplanowała projektantka.

Po dokonaniu wyboru sprawdziłam, jaki rozmiar dla moich aktualnych wymiarów wylicza kalkulator na stronie sklepu Ewy Michalak – jest to właśnie 85F. W tej sytuacji mogę chyba przyznać pięć punktów 🙂

Kształt

Brak maksymalnej oceny jest tu głównie skutkiem wyśrubowanych standardów, ustanowionych przez wcześniej recenzowanego Chabra. Motyl bardzo dobrze unosi piersi i zaokrągla je, zauważam jednak tendencję do lekkiego spłaszczania od przodu (ale naprawdę lekkiego) i już nie tak dobre zebranie z boków. Jeśli więc chcemy perfekcyjnego modelowania, bardziej polecałabym usztywnianego Chabra czy Perełkę (którą także noszę i jestem bardzo zadowolona). Z drugiej strony – przy tak delikatnych materiałach trudno od Motyla wymagać podobnej skuteczności.

Konstrukcja

W oczach gorseciarskiego laika Motyl jest po prostu magiczny – to niezwykłe, jak za pomocą dwóch szwów, a właściwie jednego szwu i jednej poziomej zakładki, udało się stworzyć tak ładnie układające się, nisko zabudowane, a jednocześnie nie wypuszczające biustu na wolność miseczki. Jestem pod wrażeniem. To pionierski projekt w polskich D-plusach, a może i światowych 🙂 Lekkie zdziwienie budzi miniaturowy trójkącik doszyty w dolnej części pionowego szwu, który w większych rozmiarach miseczek jest większy – nie wiem, czy ma jakąś funkcję konstrukcyjną, czy też wynikał z jakiejś konieczności technicznej – tak czy owak, mój biust nie dostrzega wad w tej konstrukcji 🙂

Podtrzymanie

To kryterium postanowiłam tym razem wydzielić, bo należy się Motylowi nieznaczne obniżenie oceny, a to za sprawą zbyt mało solidnego tyłu. Jest on bardziej rozciągliwy od Chabrowego czy też od Perełki, która (mam ją w identycznym rozmiarze) trzyma się mocniej i to nie tylko dzięki usztywnianym miseczkom. Sam tył jest w Motylu węższy, zapinany na dwie haftki, a ja chętniej widziałabym go jako trzyhaftkowca, zważywszy fakt, że jest miękki i w związku z tym raczej „eteryczny”. Coraz częściej przepinam biustonosz na środkową haftkę, mimo że, jak wcześniej wspomniałam, w obwodzie o rozmiar mniejszym było mi za ciasno. Przydałby się więc szerszy i bardziej mięsisty (dziękuję jednej z komentatorek za podrzucenie tego obrazowego określenia 🙂 obwód. Mimo to jednak biust nie opada i jest podtrzymany nadspodziewanie dobrze, jak na kombinację tak lekkiej konstrukcji i tyłu.

Wygoda

Nie odczuwam w Motylu żadnych dyskomfortów. Ucisk fiszbiny na większą pierś, nieznaczny na początku, szybko znikł. Innych zastrzeżeń brak.

Cena

Motyl kosztuje dokładnie tyle samo, co Chaber. To niezła cena, ale Chaber w tej relacji prezentuje się moim zdaniem korzystniej, zważywszy materiał, spektakularność i ogólną solidność. Z drugiej strony, w porównaniu z choćby niedawno recenzowanym biustonoszem marki Ewa Bien, Motyl za niższą cenę daje co najmniej równie dobry kształt, a także lepsze podtrzymanie, warto też zwrócić uwagę na dużo bardziej realny rozmiar (tam – rozciągliwe 75, tu – trochę rozciągliwe… 85!).

Do kompletu: szorty

To znów coś dla miłośniczek bardziej zabudowanych dołów. Mimo optycznych trików, na sylwetce sprawiają nieco cięższe wrażenie, niż figi Chaber, ze względu na dłuższe nogawki – ale to w końcu szorty. Za to także i tutaj objawia się „majtkologiczny” geniusz Ewy Michalak – nie wiem, czy to za sprawą precyzyjnie dobranej wysokości majtek, czy też ich szerokości bądź materiału, ale szorty świetnie układają się na brzuchu, nie wpijają się ani nie „podcinają”. Sama jednak, jak się przekonałam, korzystniej wyglądam w zabudowanych figach.

Brawo za koronkowy trójkącik ozdabiający tył i wszystkie pozostałe trójkątne układy. Nie mam też żalu o brak kokardki, która na sklepowym zdjęciu jest, a na moich szortach nie ma – wolę wersję skromniejszą. Nie przeszkadza mi też, że majtki są zdecydowanie trójkolorowe 🙂 Odejmuję pół punkta za to, że motylek mnie drapie, kiedy paraduję w negliżu i zapragnę usiąść…

Podsumowanie

Co tu dużo mówić – cieszę się, że „miękkie halfy” Ewy Michalak o świetnie dopracowanej konstrukcji, uszyte z przejrzystych koronek i siateczek, które były przedmiotem marzeń i tęsknot wielu stanikomaniaczek od czasu powstania firmy, wypływają na coraz szersze biuściaste wody. Mam nadzieję, że doczekamy się wielu barwnych odsłon tej konstrukcji w podobnym zakresie rozmiarów, a w perspektywie – być może w jeszcze większym. A nawet jeśli nie – mam nadzieję, że powstaną również inne ażurowe modele, w tych samych rozmiarach, co obecne usztywniane modele plunge – że doczekamy się miękkich balkonetek, a może nawet full-cupów. Jestem dziwnie pewna, że ich kroje byłyby perfekcyjne.

Uwaga, promocja!

Dla tych stanikomaniaczek, które chciałyby ubrać swoje biusty w delikatne motyle skrzydełka, a może po raz pierwszy zaeksperymentować z HM, czyli miękkim halfem – firma przygotowała promocję w postaci 10% zniżki na komplet Motyl przez tydzień od ukazania się niniejszej recenzji, na kod „Stanikomania”.

Może ci się spodobać