Początkowo planowałam, że ten wpis będzie recenzją – pierwszą recenzją polskiego biustonosza, jaka kiedykolwiek ukazała się w Stanikomanii. Doszłam jednak do wniosku, że wydarzenie to wymaga wprowadzenia 🙂
Pod adresem kobiecego ruchu konsumenckiego, propagującego dobry bra-fitting, do którego czuję się przynależna, zdarzyło mi się usłyszeć zarzut o stronniczość, promowanie zagranicznych firm dla zysku, nieomalże o bycie sterowanym przez obcy kapitał 🙂 Abstrahując od zabawności takich twierdzeń – trzeba przyznać, że osoba zaglądająca po raz pierwszy np. na Stanikomanię ma pełne prawo do zaskoczenia faktem, że:
- nie ma tu fotek nagich biustów (żarcik ;-), a także ani słowa o marce Triumph! (to zresztą, wbrew pozorom, nieprawda 😉
- są tu wprawdzie informacje o polskich sklepach, kilka tekstów poświęcono wyłącznie polskim markom – ale zdecydowana większość omawianej i recenzowanej bielizny pochodzi spoza naszego kraju.
Dlaczego?
Tak się złożyło, że jako pierwsi potrzeby kobiet w zakresie prawidłowego ostanikowania dostrzegli obywatele Zjednoczonego Królestwa i to oni zaczęli masowo produkować biustonosze w obwodach poniżej 70 i z miseczkami powyżej E czy F. Ktoś przyzwyczajony do korzystania z rodzimej oferty może czuć się zaskoczony: jak to? Przecież E czy F, a „nawet” G od dawna się w Polsce produkuje. Skąd taka niechęć do polskich produktów? Pewnie chodzi o jakiś snobizm!
Czy rzeczywiście? Spróbujmy wskazać prawdziwe powody. Uwaga: stężenie malkontenctwa wysokie!
- Rozmiary. Angielskie F to nie to samo, co F polskie – równa się mniej więcej angielskiemu E, a im dalej w miseczki, tym rozbieżność większa. Mój G czy też GG-biust (wg systemu angielskiego) mości się wygodnie dopiero w polskim I bądź J (mówię tu o przeciętnej, bo są wyjątki). Na czym polegają różnice w rozmiarówkach – możecie przeczytać tutaj. Obwody poniżej 70 zaczęły pojawać się powszechnie (no, może nie tak powszechnie… Ale pojawiać się :-)) w polskiej bieliźnie dopiero w tym roku. Kombinacja w rozaju 65J jest wciąż bardzo trudno osiągalna.
- Kroje. Krótko mówiąc – znakomita większość naszych konstruktorów jest mocno początkująca, jeśli chodzi o kroje dla D+. O wyjątkach, rzecz jasna, będzie mowa (mam nadzieję, że coraz częściej). Niestety, aby otrzymać nadające się do noszenia 70H, nie wystarczy przeskalować 70B.
- Jakość materiałów. Będą brutalna. Polscy bieliźniarze wciąż nie rozumieją, co to znaczy podtrzymujący pas biustonosza. Do niewielu dociera fakt, że stanik w rozmiarze obwodu 70 naciągający się z łatwością do 120 cm nie podtrzyma biustu o ciężarze większym niż parę deko.
- Wzornictwo. Na namioty w brudnym beżu narzekałyśmy tu już chyba wystarczająco.
- Ceny. Niewspółmierne do jakości. Muszę tu skrytykować polską markę Avocado: firma ta, niegdyś pionierska (pamiętacie wywiady?), przodująca jeśli chodzi o design (choć kolory inne, niż czarny i biały plus barwny hafcik, pojawiły sie dopiero niedawno), w tej chwili wpycha rzesze spragnionych DD-plusów Polek w ramiona brytyjskich producentów wysokimi cenami i nie rozwijającym się zakresem rozmiarów, co niezmiernie mnie smuci. Przykładów znajdzie się więcej. Nie będę już wdawać się w szczegóły, bo w końcu (choć może jeszcze tego nie widać) wymowa tego tekstu miała być pozytywna 🙂
Wszystko powyższe do tej pory zniechęcało, bądź nadal zniechęca, do inwestowania w polską bieliznę, i nie chodzi tu bynajmniej o przesąd, że wszystko, co zagraniczne – musi być lepsze. Bo i wcale nie jest takie dobre! Na biusty D+ szyje się masę złej belizny, o czym same szczegółowo się wypowiadałyście w sondażu o biusto-dręczycielach.
Do czego jednak zmierzam? Otóż, jak zapewne wiele z Was już zauważyło, w ciągu ostatniego roku na polskim rynku dokonują się ważne zmiany. Wymieńmy więc…
Przykłady pozytywne:
Popularna i znana z ładnych wzorów Samanta produkuje już biustonosze od obwodów 60, z miseczkami do I. Trwają prace nad konstrukcjami, zapowiadają się zmiany w materiałach.
- Ceniona dotychczas przez wiele pań o średnim biuscie Dalia robi postępy – są już miseczki do L, odpowiadające brytyjskiemu J, i obwody poniżej 70.
- Gorsenia, firma, która, jak się okazało, stoi za ostatnią kolekcją brytyjskiej Pameli Joseph (pamiętacie Biusty przez wielkie M?), szyje biustonosze od obwodu 65 i do miseczki M. Gorseniowe I potrafi pasować na brytyjskie GG.
- Działające już w DD-plusowym kierunku od pewnego czasu firmy takie, jak Comexim czy Milena, poszerzyły ofertę. Milena szyje już polską miseczkę R, której od dawna się domagamy (co prawda tylko w obwodzie 60, ale postęp jest pewnie kwestią czasu :), a także 60C, który do niedawna był praktycznie nie do zdobycia. Comexim również wprowadził obwody 60 i zwiększył zakres miseczek do K, choć kroje… cóż, wymagają jeszcze dopracowania.
- Ewa Michalak, znana już szerzej za sprawą świetnych występów w polskiej edycji programu „Jak dobrze wyglądać nago”, wciąż zawzięcie pracuje nad swoją kolekcją. Kobiety już z powodzeniem testują biustonosze Ewy w obwodach od 60 i z miseczkami do K, choć nie są one jeszcze szyte masowo.

Wymienione firmy zrozumiały też, że brzydkiego biustonosza z większą miseczką nikt już nie kupi – w sytuacji konkurencji z brytyjskimi markami, wchodzącymi szturmem na nasz rynek, zaczynają starania o ładne koronki i ciekawe kolory. Nadal jednak pozostaje w mocy wiele narzekań, od których zaczęłam, nawet w odniesieniu do wyżej wymienionej awangardy bieliźniarstwa. Hasło „szyjemy do miseczki X” to nie wszystko – ważne, JAK i z czego owa miseczka jest uszyta!
Po co więc szperać w polskiej ofercie, testować niedopracowane kroje, ryzykować nieprzewidywalne rozmiary, męczyć się ze słabymi materiałami, zamiast kupić sobie wyspiarską Krągłą Kasię albo Cleo? Nikogo do tego nie namawiam – w końcu nie każdy ma w sobie żyłkę eksperymentatora, nie uważam też, by do moralnych obowiązków polskiej biuściastej należało charytatywne wspieranie własną kieszenią rozwoju polskich czy jakichkolwiek innych firm. Dla każdej z nas najważniejszy winien być…
Interes biustu.
Z drugiej strony jednak warto zauważyć, że rozwój polskiej produkcji leży w naszym interesie. Po pierwsze, zwiększenie konkurencji zawsze jest korzystne dla konsumenta. Po drugie – współpraca naszych sklepów z polskimi firmami pozwala na niższe koszta, lepsze warunki dostaw (np. ich terminowość), bliższy kontakt z producentem i wpływ na doskonalenie oferty, że nie wspomnę o większej niezależności od zawirowań światowych rynków, kursów walut etc. Innymi słowy – warto uczyć polskie firmy, żeby szyły dla nas biustonosze.
Chciałabym jednak podkreślić, że moje stanikowe „Teraz Polska” nie będzie oznaczało stępienia ostrza krytyki tudzież dawania jakichkolwiek przywilejów. Mam zamiar stosować wobec polskiej bielizny takie same kryteria oceny, jak w przypadku dotychczas testowanej brytyjskiej, do czego namawiam wszystkie członkinie stanikowej społeczności, blogerki i recenzentki – przemilczanie wad nie ma mocy sprawczej likwidowania ich, a wręcz przeciwnie, prowadzi do ich utrwalania 🙂
Bo to nieprawda, że nie chcemy nosić polskich marek. Chcemy jednak nosić biustonosze w prawidłowym rozmiarze, dobrej jakości, ładne i takie, żeby było nas na nie stać. Początkowo prawie wszystie firmy padały już na pierwszym kryterium – rozmiaru. Do niedawna kolejnym progiem nie do przeskoczenia był krój i podtrzymanie. To się już zaczyna zmieniać, czego świadectwem będzie kolejna notka. A moją cichą nadzieją jest, że tekst ten, i Wasze komentarze do niego, przeczytają także przedstawiciele przemysłu, w tym także ci, którzy wciąż nie mogą nadziwić się popularności brytyjskiej konkurencji. Zachęcam więc do wypowiedzi: co myślicie o polskich biustonoszach? Nosicie je? Dlaczego nie – albo dlaczego tak?
(Obrazek z początku notki, moja mała deklaracja przychylności – ale i odpowiedniej dawki krytycyzmu – wobec polskich marek, jest do wykorzystania w celach wyrażania poparcia dla opisanego wyżej podejścia do polskiej produkcji 🙂 Można pobrać i wstawić na bloga, czy gdziekolwiek prowadzicie swoją lobbową działalność. Można zlinkować do tej notki 🙂



81 komentarzy
selvermane
Przyjrzałam się posiadanym stanikom, zastanawiając się, czy w ogóle mam coś polskiego (bo jako posiadaczka brytyjskiego 32J/JJ nie mam wielkich szans…) i wychodzi, ze z pasujących nic… Z leżących w szufladzie – Avocado Grand Prix, używany, jak nie ma innego wyjścia.
W sumie nawet nie wiem, czy jest cos, w co mam szanse sie wcisnac (o Yvonne Comeximu, rozmiarowo pasujacej, zamilczę, bo nie będę wydawac forsy na to, żeby mi biust łopotał dokładnie tak, jak bez stanika), jakies Kris Line może.
Mam szczerą nadzieję, że sytuacja się poprawi i nawet takie istoty z krańca szerszej rozmiarówki, jak ja, beda mogly cos kupic polskiej produkcji i to cos bedzie przyzwoitej jakosci. Bo na razie wiesci o rozwłóczonych obwodach trochę mnie zniechęcają.
18 lipca 2009 at 07:00ametyst89
W samo sedno!
18 lipca 2009 at 07:47Niestety chociaż wypadam na początku tabelki (brytyjskie 60F) i stworzenie dla mnie biustonosza jest z pozoru prostsze z punktu konstrukcji podtrzymującej, w praktyce okazuje się to niełatwe. Nie mierzyłam jeszcze polskiego biustonosza, z którego byłabym zadowolona (poza niemasową produkcją Ewy Michalak ;)), ciągnące się obwody Kostara zupełnie mnie nie zachęcają, kształt jaki robi Milena również. Natomiast wielce sobie chwalę otwarcie na nowe horyzonty. Milena z rozmiarówką i przychylnością dla nas – kobiet świadomych realnych rozmiarów, może być wzorem, choć do złapania idei dobrej konstrukcji jeszcze trochę zostało.
Podoba mi się także podejście Samanty, dla której ostatnio mierzyłam i recenzowałam nabiustnie 😉 Mam nadzieję, że pojawią się wymagane poprawki i będę mogła wkrótce biegać w nisko zabudowanym białym plungu. Z chęcią testowałabym częściej 🙂
Jak na razie jednak polski rynek nie oferuje mi ładnego, zbierającego, nadającego ładny kształt biustonosza na mały biust.
emmisi
Mam Triumph-a.Dużo, w kompletach.
Wydałam mnóstwo pieniędzy do czasu odkrycia Stanikomanii. Leżą w szufladzie i nadają się tylko do oglądania, niektórych używam jako bielizny nocnej.
Wszystkie za szerokie w obwodzie, biust patrzy w dół. Byłam nimi zachwycona w trakcie zakupu a potem było już tak sobie. Plusem były wzory, kolory i materiał – tym się wcześniej kierowałam. Stanik, bielizna ma być ładny/a i jak był to wystarczyło żeby decydować o zakupie ( tak myślałam do stanikowego uświadomienia).
Innych polskich firm nie znam, nie kupowałam.
A propos Triumph to naprawdę polska firma?
18 lipca 2009 at 08:08imp18
a jeszcze Ewa Bień poszerzyła rozmiarówkę 🙂 melisa też szyje większe … i chyba wsio 🙂
18 lipca 2009 at 08:44mszn
Jasne, że Triumph nie jest polską firmą.
18 lipca 2009 at 10:45gonzalessa
emmisi – Triumph, o ile się nie mylę, jest firmą niemiecką (a przynajmniej takie ma korzenie). tu został podany jako przykład tych dziwnych nieporuszanych tematów 😉
bardzo zmyślne wprowadzenie w problematykę Kasico 🙂
a ja ze zdziwieniem, dzięki tej notce, odkryłam, że w szufladzie mam same polskie wyroby stanikowe! kolekcja moja w tej chwili liczy sztuk 5: 2 Effuniakowe plungi, 1 Effuniakowy half-cup (kupiony kiedyś cudem na zlocie, już trochę przymały ale nadal go noszę bo to najgenialniejszy stanik jaki mam) i 2 staniki Mileny. tak jakoś wyszło, że odkąd mi co nieco przemigrowało, stałam się niekompatybilna z większością brytyjskich staników. a na moje skromne 30e brytyjskie wybór wśród polskich firm jest całkiem przyzwoity.
Effuniakom mogę zarzucić tylko to, że nie ma jeszcze produkcji seryjnej. i że, póki co, w sprzedaży nie ma half-cupów i straplessów.
co do Mileny – wielkie plusy za:
18 lipca 2009 at 11:06– bardzo przystępne ceny
– bardzo ścisłe obwody
– wzornictwo, które mi bardzo do gustu przypada 🙂
minusem jest to, że musiałam dokonać niewielkich przeróbek krawieckich, żeby biustonosze leżały na mnie bardzo dobrze (= likwidacja odstających na górze miseczek).
yaga7
Nie noszę polskich staników.
18 lipca 2009 at 11:15Kiedyś kiedyś nosiłam Samantę, potem wypadłam z rozmiarówki. I nadal wypadam.
Na próbę niedawno kupiłam Milenę, ale odesłałam – pasowałby rozmiar, którego nie było.
Przeglądałam nową kolekcję Ewy Bień, ale 75I w tych fasonach, które mnie by interesowały, nie ma. Podobnie z Dalią.
Dopóki polskie firmy nie będą produkować ulubionych przeze mnie staników typu maskaradka czy fauve z pionowymi cięciami, nie sądzę, żebym kupiła coś polskiego.
A z kolei wzornictwo polskich balkonetek jakoś na razie mnie nie powala, wolę coś zagranicznego 🙂
acia
W mojej dość sporej kolekcji staników są trzy Avocado: Grand Prixa – póki co mój najlepszy sportowy, Malenę – z najwęższymi ramiączkami, jakie udało mi się dostać i CanCan – bardzo niska i wścielke czerwona balkonetka. Kilka lat temu Avocado było dla mnie jedyną alternatywą dla nobliwych niemieckich Feliny i Anity (nigdy nie miałam triumpha) i byłam zachwycona niektórymi ich modelami. Teraz ceny mnie zniechęcają. Nic innego polskiego nie mam i nigdy nie miałam. Effuniak ma wzornictwo zupełnie nie w moim guście i nie chodzi mi o krówki, czy kotki, tylko o połączenia różnych materiałów i te kontrastowe lamówki.
18 lipca 2009 at 11:29wera9954
Z polskich staników, które noszę, mam plunge’a Effuniak i dwie Dalie – Flawię i Paris. Żaden nie jest całkowicie dobry, ale o brytyjczykach też nie mogę powiedzieć, że na mnie w 100% pasują.
18 lipca 2009 at 11:30Są zaszerokofiszbinowe w najmniejszym stopniu, Flawia ma nawet całkiem dobre, ale pewnie dlatego, że się jakoś dziwnie krzyżują na mostku :/ Jedyny stanik, który miał zupełnie dobre, to Milena Flamenco, ale za małe i za luźne jest na mnie.
agata
Póki co mam 4 staniki w szufladzie, z czego 2 to rodacy i to je lubię nosić najbardziej. I wiem też, że następnym strzałem będzie kolejny Polak, zastanawiam się tylko który. 😉
18 lipca 2009 at 11:33Avrie
Mam Flamenco Mileny – co prawda ciut za małe, bo kalkulator na stronie firmy nijak się ma do tego modelu, ale nie odeślę go za nic w świecie, bo paradoksalnie to najpiękniejszy mój stanik. Kiedy miały do mnie przyjść Masquerade Isis, Krówkowy Effuniak i właśnie Flamenco to najbardziej czekałam na Flamenco.
Teraz przymierzam się do Kostara 066, który urzeka mnie swoją urodą. I mam problem z rozmiarem, bo nie wiem czy brytyjskie 70F zmieszczę w 70H. Ale trochę jeszcze mam czasu na zastanowienie się.
Lubię polskie firmy. Robią ładne, niedrogie staniki. problem tylko w tym, że nierzadko komplikują one rozmiarówkę albo podają nierzetelne tabelki. Nad tym trzebaby popracować.
18 lipca 2009 at 11:35asiaque
No sorry, próbowałam i nic z tego. Naszam angielskie 36/38J/JJ/K w zależności od rozciągliwości i dużomałomiseczkowości.
Avocado ma kompletnie nieużywalny sklep internetowy. Brak wyszukiwania po rozmiarze, a w sekcji „Rozmiar” sugestia, żeby wybrać „normalny rozmiar, jaki Pani nosi”. Normalny jaki? Polski (którego w życiu na żywo nie widziałam nawet), angielski, a może normalne 90G, które mi próbują wciskać w sklepach? A jak już się doklikam do stanika, który jest względnie przyjemny, widzę, że zdaniem państwa z Avocado grube baby mogą mieć co najwyżej średniomałe cycki (w 90% przypadków jest dokładnie odwrotnie), bo miseczki tylko do H.
Do Gorsenii próbowałam podejść na żywo w łódzkim sklepie w Manufakturze. Na pytanie „co panie mają największego w obwodzie 80” usłyszałam, „hihi, M”. „Oj, szkoda, bo pewnie się nie zmieszczę”. Tu pogardliwe parsknięcie ze strony pań ekspedientek – „zmieeeeści się pani”. Przekonać się nie zdołałam, bo pani po dłuuuuugim noraniu w wielkich stosach zmiętych staników w dwóch smutnych wzorach udało się znaleźć 80K i 80L, oba były sporo za małe, co każe sądzić, że w miseczkę M też bym się nie wcisnęła. Nie ma to zresztą znaczenia, bo po obmacaniu tych dzieł w życiu bym się na nie nie skusiła – tandetny wzór jak ze szczęk na bazarze, byle jaki materiał, wiszące nitki. No i ilekroć wchodzę na ich stronę czy też widzę ich modele w sklepach internetowych, zastanawiam się, czy modelki wraz z ich stylizacją zaczerpnęli z ulotek pobliskich agencji towarzyskich.
Comexim na widok mojego rozmiaru mówi „Błąd zakresu”. Milena wylicza, ale w tym rozmiarze mogę sobie co najwyżej zamówić do uszycia. Dzięki piękne, Panache będę miała na jutro i przynajmniej mam pewność, że jest dobrej jakości i ładny.
Nawet u Effuniaka smutno – w 85J miseczka jest przymała, a w K tylko jeden wzór (na który właśnie czekam, mam nadzieję, że też nie okaże się za mały). W obwodzie 90, w który powinnam się wg tabelki pasować, nie ma nic powyżej F.
Ktoś się jeszcze dziwi, że zamawiam brytyjczyki?
18 lipca 2009 at 11:52chattetoutenoire
W mojej małobiuściastej kolekcji, jak właśnie policzyłam, mam polskie i brytyjskie staniki w stosunku 1:1. Mam oczywiście plunge Effuniak, kupiony na zlocie 60DD noszony z przedłużką (zamierzam nabyć 65 jak się pojawi) a poza tym chwalę sobie Comexim. Mam staniki 3: Daisy 60D, która wspomagała mnie w czasach migracji i już jest za mała (chyba ją oddam), Mariposę 65C, którą uwielbiam jako codzienny stanik (niestety wystaje mi z większości bluzek), ale jest bardzo wygodna, oraz Lilly 65C, które drapie mnie straszliwie, jest okrutnym zabudowańcem, ale za to ma przepinane ramiączka, co przydaje się mi w paru bluzkach. Comexim jest moim faworytem jak widać. Cenię sobie, że nigdzie nie marszczą mi się miseczki w 65C, nadaje ładny kształt, a staniki super sprawdzają się na zajęciach z aerobiku. Jako codzienne staniki na zimę, bardzo mi pasują ;-).
18 lipca 2009 at 11:56miss-alchemist
ja sobie chwalę Milenę. jakkolwiek nie trzymają się własnej tabelki (Flamenco musiałam wziąć dwa rozmiary większe!), to jednak ich ścisłe obwody sprawiają, że można wziąć mniejszą literkę. mam 66 cm pod biustem, do tego jestem dużościśliwa i ciągle chudnę, nie mam za bardzo pola do zaniżania. Dlatego Milena czy Effuniak to dla mnie błogosławieństwo, tym bardziej, że mają przyzwoite ceny. wiem, że brytyjczyki mają szeroką rozmiarówkę, cenioną przez dużobiuściaste, ale mnie ta rozmiarówka w ogóle nie urządza, skoro są te cuda często rozciągliwe. a na pewno nie urządzają mnie ceny. 150 zł za stanik to dla mnie gruba przesada 😀 z tego powodu mam jednego brytyjczyka, Curvy Kate Portię, załapałam się w sam dół rozmiarówki 😀 (28E).
zamierzam próbować Comeximów, chciałabym spróbować Gorsenii i Dalii, ale nie mają 60-tek, a chyba nie są tak turbo-ścisłe jak Mileny.
a brytyjczyków kupować nie będę, bo mnie coś trafia, jak widzę ceny Freyi czy Panache. owszem, marzy mi się śliczna Eleanor, ale jej cena w sklepie mnie pognębiła, ponadto ponoć to rozciągliwiec, więc z moją chudością mogę sobie pomarzyć.
trzymam kciuki za polskie firmy i chyba kupię coś w Gorsenii dla mojej mamy, która łapie się w ich rozmiarówkę, a ceny stoją w granicach przyzwoitości. no!
18 lipca 2009 at 13:43mirka.zdzirka
Od czasu lubelskiego zlotu w kwietniu tego roku jestem wierną fanką Comeximów:) Nie mam co prawda dużego biustu (w Comeximach noszę 70G lub 65H), ale są to jedyne jak do tej pory staniki, które nie masakrują mi mostka i w których po pierwszym praniu jest mi naprawdę wygodnie. No i mają odpowiedniej szerokości fiszbiny:) Co prawda mogłyby lepiej zbierać do środka, ale wolę żeby stanik nigdzie mi się nie wbijał, nawet jeśli miałoby to być kosztem zebrania do środka. Na dodatek wzornictwo tych staników mi odpowiada (zwłaszcza koronki i wąskie ramiączka, które się nie wbijają). Na początku co prawda materiał mnie drapał w prawie każdym (posiadam na chwilę obecną 4 modele), ale po pierwszym praniu i porządnym wymoczeniu w wodzie z płynem drapanie minęło. Staniki ładnie kształtują biust (zwłaszcza Lily), a obwody mają ścisłe (szczególnie Mariposa i Fresia – jedyne poza Effuniakami pasujące 70-tki, jakie posiadam). Poznałam Panią Anię z Comeximu na łódzkim zlocie i muszę przyznać, że jest niezwykle miłą, otwartą na wszelkie uwagi czy krytykę osobą, co dobrze wróży rozwojowi firmy:)
18 lipca 2009 at 14:56Mam też jednego Effuniaka – liliowego plunge w rozmiarze 70FF, ktory nie robi mi tak spektakularnego dekoltu jak Kokietka, ale jest zdecydowanie wygodniejszy. Chyba na dobre przerzuce sie na polskie staniki.
vesper_lynd
Poza wczesnymi Melissami, które przede wszystkim były tanie i szybko poszły w odstawkę po migracji, moje jedyne polskie wrażenia stanikowe to Comexim i Milena. O Melissach swoją drogą już dawno słuch zaginął, bo dzięki Bogu już nie są jedyną polską firmą szyjącą za kilkadziesiąt złotych… te ramiączka z grubaśnej gumy, przaśne kroje, brr. Comexim miło wspominam z racji stroju kąpielowego, ale był to bezfiszbinowiec, więc poniekąd się nie liczy. Milena mnie pozytywnie zaskoczyła – przede wszystkim bardzo profesjonalnym podejściem do klienta, dopieszczeniem, troską, fajnym programem lojalnościowym. Niestety rozjeżdżają się sami ze swoją rozmiarówką – delikatnie, ale jednak. Mają ścisłe obwody – alleluja, ale całość robi wrażenie… hmm, kruche, tandetne. Tutaj kwestia wyboru materiałów się kłania. Co prawda moje Art Deco mimo wielu prań trzyma się jakoś, ale Freye sprzed dwóch lat są w stanie „jak nietkniętym”, ciekawe czy Milena zachowa się tak samo.
18 lipca 2009 at 15:47Moje główne zarzuty wobec polskich firm to ROZMIARÓWKA – nawet jak mnie zauroczy jakaś Dalia czy Samanta, to po prostu nie mam ochoty narażać się na nietrafiony zakup i odsyłanie, bo każda firma ma swoje tabelki i rozmiary. Tu mam 70H, tam 75E, gdzie indziej 65K, nie mam ochoty zapamiętywać, która firma jak mnie zaszufladkowała. Tymczasem na jakikolwiek sklep z brytyjską bielizną nie wejdę to biorę swoje 65GG i w 95% jest to strzał trafiony. Jaka marka by to nie była. Druga rzecz to jakość: materiały są tandetne, gryzą, drapią, są sztuczne. Kroje niby ok, ale przy bliższym kontakcie czyli zmierzeniu piersi zaczynają robić dziwne rzeczy, kształtują się w dzioby, wulkany, spłaszczone tacki… Błędy konstrukcyjne. Trzecia rzecz to wzornictwo, które nie musi być Bóg wie jak wyszukane czy kolorowe – nie o to chodzi. Oczywiście miło mieć fuksje, panterki czy wysmakowane hafty, ale zazwyczaj wymiękam na widok prostego czarnego stanika. Tiffany z jesiennej kolekcji Masquerade ’09 podbiła moje serce do tego stopnia, że i plunge i bandeau mieć będę i basta 🙂
Praktyczna Polka byłaby wdzięczna firmie, która uszyje jej staniki w kolorystycznej triadzie (biel-czerń-beż), ale ze świetnych materiałów, doskonale skonstruowane i które wytrzymają przyszłowiowe lata. Prosta kolekcja – balkonetka, full cup, plunge-multiway, bandeau, strapless, dla karmiących; w trzech kolorach. Jeśli byłyby minimalistycznie DOSKONAŁE – kupiłabym bez wahania. Polski Calvinie Kleinie (tylko z dobrą rozmiarówką!) gdzie jesteś? 🙂
gonzalessa
przeczytałam właśnie komentarz vesper_lynd o Melissach, przypomniałam sobie, że taka firma kiedys istniała 😉 i postanowiłam zajrzeć na ich stronę – tak zobaczyć co tam mają obecnie.
18 lipca 2009 at 16:12i znalazłam to:
http://www.melissa.com.pl/kolekcja/modelp.php?menu=Melissa0055.JPG&m=Melissa0055
i to:
http://www.melissa.com.pl/kolekcja/modelp.php?menu=Melissa0053.JPG&m=Melissa0053
mówcie co checie ale mi się podobają! widać konkurencja wyszła Melissie na dobre.
zankabe
chwilowo nie mam nic polskiego; poza wymienionymi w notce wadami irytuje mnie przaśne wzornictwo (nic a nic z maskaradowej kokieterii) i przede wszystkim:
kiczowate, wulgarne zdjęcia katalogowe (najwyraźniej skierowane do mężczyzn, bo nie znam kobiety, którą zachęciłaby do kupna identyfikacja z plastiko-photoshopo-skórną panienką z łososiową maską na twarzy i lubieżnym spojrzniem:/ -tu ukłon w stronę dawnego artykułu z Balkonetki)
ale, mimo wszystko: wiecie może, gdzie w Krakowie mogłabym przymierzyć którąś z tych marek?
18 lipca 2009 at 16:27ajekcento
A co ze stanikami Ewy Bien? Ostatnio przeglądałam jej stronę i jestem zaskoczona jak piękne są te staniczki, a i rozmiary właściwe. Niestety jeszcze nie zakupiłam, ale w najbliższym czasie zamierzam. Jeśli któraś z was posiada staniki tej marki prosiłabym o opinię.
18 lipca 2009 at 18:42kuraiko
„Popularna i znana z ładnych wzorów Samanta produkuje już biustonosze od obwodów 60, z miseczkami do I.”
to chyba staniki widma 😉 niedostępne na stronie producenta (a nie, sorry, znalazłam jedno 65G ;P) ani stacjonarnie w sklepach patronackich i partnerskich. Firma olała mojego maila z pytaniem, czy w owych sklepach można się spodziewać staników z obwodami 65…
18 lipca 2009 at 19:11Jeśli tych rozmiarów nie można łatwo dostać w internecie, ani w sklepie w którym powinny być dostępne, to co tu mówić o obwodach 60… dopóki nie zobaczę na własne oczy, nie uwierzę 😉
Gość
Mam dwa polskie staniki – Kaliope classic Soft Ewy Bien w rozmiarze 65E oraz Effunika Zebre 70D. I baaaardzo powaznie sie zastanaowi, zanim kupie polski stanik po raz kolejny. Ewa Bien splaszcza, fiszbiny wierca dziure w mostku – odginanie nie pomaga a ramiaczka sa tak rozstawione na boki, ze podcinaja pachy.
18 lipca 2009 at 19:16Effuniak owszem jest wygodny, ale to wykonanie – gabka i nitki wylazace kolo kanalikow z fiszbinami, krzywo obcieta i niewykonczona czesc tylna.
malagracja
Gaia: od 65 (testuje 60) do J
18 lipca 2009 at 19:19Kostar: od 60 do H
selvermane
zankabe: W Krakowie trochę staników firm polskich znajdziesz na Starowiślnej 29 (niedaleko skrzyżowania z Dietla, duży żółty szyld nad wejściem). W kwietniu bylo duzo Kris Line, Linea Maxima, Gaia, Hanna i Dama Kier (tych trzech ostatnie byly już końcówki)
18 lipca 2009 at 19:45kuraiko
a co do polskich firm, to moim pierwszym „uświadomionym” stanikiem była Ariadna Samanty. obwód 70 dobry na nieprzyzwyczajone do ściskania ciasno mierzone 75 pod. tyle, że wytrzymał jakieś 3-4 miesiące i stał się za luźny (a i ja ciut schudłam). Design w porządku, ceny za wysokie, co do konstrukcji to mój robił stożki, no niby był za mały, ale rozmiar większy powiewał na górze. Teraz robią więcej modeli z pionowym cięciem, chętnie bym przymierzyła 65H gdyby ktoś raczył sprowadzić do sklepu :/
18 lipca 2009 at 19:46Obecnie mam Flamenco Mileny i ładny, ale niestety konstrukcja nieco ułomna. Chętnie wymienię 70G na 70F ;)))))
ekstaza_w_masle
Nie kupuję polskich staników, bo:
18 lipca 2009 at 20:491) Nie wiem jaki rozmiar. Wyliczają mi 70E – taki jak effuniak tylko u nich nie ma DD – nie wierzę – co ma odzwierciedlenie w opiniach na balkonetce. Każdy ma co innego i chyba do każdego modelu inna rozmiarówka
2) zdjęcia modelek – możliwości photoshopa wykorzystane do maximum, ale ja bym chciała zobaczyć jak wygląda stanik. To już lepiej, żeby kładli taki stanik na zielonej trawce i tak fotografowali. Poza tym te pozy. Mi facet nie kupuje bielizny, a nawet jeśli, to nie chcę, żeby oglądał wyginające się panie. Potrzebne mi z przodu i z boku i najlepiej z rękami w dół, a nie „odgarniające włosy”. A już jako zupełną fanaberię dodam – naturalne panie. Utlenione włosiwa, tipsy i 3 litry błyszczyku mnie odrzucają. Po prostu powoduje to wrażenie tandety. A od tandety jest bazarek.
ekstaza_w_masle
acha.. a do „zwykłego” sklepu boję się pójść… Ale to już nie wina producentów (chociaż mogliby wybierać lub wpływać na ludzi, z którymi współpracują).
18 lipca 2009 at 20:51ariadna007
cóż, w mojej szufladzie królowały do tej pory triumphy, ale też jakas Gaja tez się tam znalazła 🙂 śliczna była ale nie do noszenia 🙁
18 lipca 2009 at 23:40potem roczny romans z brytyjczykami ( po odkryciu stanikomanii). Hiperszybka i magawielka migracja – 38HH- 36J -36K a dalej? ni ma 😉
teraz w mojej szufladzie są dwa Effuniaki 80KK i 80L 🙂 nie powiem, mają swoje minusiki ale tylko w nich mój biust się mieści, nic mi się nie wbija w pachy a fiszbin nie wiążę na plecach.
Nie powiem, wzory polskich firm podobają mi się bardzo. Tylko co z tego jak pół piersi w nie nie włożę.
a_girl
Comeximy mam 2 – rozciągniętą już jak guma do żucia ale diabelnie wygodną Fresię, którą uwielbiam i w której czasem śpię, i Black Rose, która jest i wygodna, i ładna :). Kiedyś jeszcze miałam Agnes. Siostrę też wcisnęłam w Comexima ;). Mam sentyment do tej firmy i uważam, że ze średniomałymi biustami radzą sobie całkiem dobrze. Bardzo bym chciała, żeby poprawili konstrukcję z większych rozmiarach, bo z chęcią napędziłabym im klientek ;).
Poza tym mam jeszcze Effuniaka liliowego i właśnie jadą do mnie Effuniakowe koty.
19 lipca 2009 at 00:24Łącznie – 4 polskie staniki vs. 1 brytyjczyk (Arabella). Przy czym brytyjczyk ma najszersze fiszbiny i jest najbardziej zabudowany ze wszystkich, więc zdecydowanie kibicuję polskim producentom :).
kasica_k
No to teraz czas na moje doświadczenia z PL-markami 🙂 Mogłabym się podpisać pod komentarzem vesper_lynd, z tą różnicą, że rozmiarówka polskich firm (z wyjątkiem wspomnianej już Melissy i częściowo Avocado) zwyczajnie mnie do tej pory (bo pojawiły się już wyjątki) nie obejmowała. Rozmiarowe postępy ostatniego roku to z mojego punktu widzenia przede wszystkim wąskie obwody – 60, 65 – czyli rozmiary nie dla mnie. Co mi po 65J, skoro potrzebuję 75J? 🙂 A zakresy rozmiarów miseczek przy różnych obwodach nieraz znacznie się różnią, co możecie zaobserwować m.in. na jednej z ilustracji w notce, przestawiającej zakres rozmiarów Comeximowego modelu Lily. 70-tki mogą jeszcze liczyć na miseczki do K, podczas gdy w 75 największym rozmiarem jest HH (które chyba powinno się nazywać I :). To bardzo częste w ofercie polskich marek zjawisko i oznacza zapewne, że brakujących rozmiarów nie udało się jak dotąd z sukcesem skonstruować. Pozostając przy Comeximie – chwalą tę firmę mało- i średniobiuściaste, natomiast im dalej w obwody i literki (czyli im większa objętość, ciężar biustu i potrzeba podtrzymania go), tym, z moich obserwacji przynajmniej – gorzej. Przymierzałam kilka modeli w obwodzie 75 i wszystkie bez wyjątku miały miseczki skonstruowane tak specyficznie, ze biust w nich wisiał bez względu na długość ramiączek, ciasność obwodu, etc. – kształt wiszącej kropli. Nigdy w brytyjskich markach nie spotkałam się z takim zjawiskiem. Znam i lubię tę firmę i mam wielką nadzieję, że prędzej czy później kroje dla większych biustów się poprawią i również mój rejon tabelki znajdzie coś dla siebie.
A co mam w szafie – można łatwo wywnioskować na podstawie bloga 🙂 Jak dotąd żadna polska marka się nie przebiła, przede wszystkim ze względu na brak mojego rozmiaru w ofercie. Przed laty miałam jedną sztukę Avocado i może i spróbowałabym po latach jakiegoś modelu, bo dochodzą mnie słuchy, że jakość materiałów (obwody) się poprawiła, a i materiały wyszły już poza zakres „dzianina stabilna biała, dzianina stabilna czarna”, ale jak pomyślę, że musiałabym na nowo ustalać swój Avocadowy rozmiar (oczywiście nijak mający się ani do brytyjskiego, ani żadnego innego – kto wie, czy zmieszczę się w 75H, na którym kończą się niektóre zakresy?) i zmagać się z totalną nieprzewidywalnością wszystkiego, to wracam do przeglądania oferty brytyjskiej… Zniechęciłam się też do Ewy Bień, której biustonosz przysłany mi do testów okazał się za mały (większych brak), bardzo rozciągliwy i słabo podtrzymujący, choć uszyty bardzo starannie i z dbałością o szczegóły. Niestety – nie na mój biust 🙁 Przygodę z Comeximem też byłam zmuszona na razie odłożyć.
Mimo to zaczynam patrzeć z optymizmem w przyszłość, widząc, że oferty polskich marek już zaczynają zadowalać sporo kobiet (mówię tu o wymagających, świadomych swojego rozmiaru klientkach). W końcu pewnie i ja się załapię 🙂
Nawiążę jeszcze raz do komentarza vesper – od dawna już krzyczę, że Polska potrzebuje prostej, ale za to dobrze skrojonej kolekcji w pełnym zakresie rozmiarów. Zwykłe, gładkie staniki, bez śrubujących ceny koronek i dodatków, na początek może być w kolorach podstawowych (do których zaliczam czerń, biel, cielisty i… czerwony :), za to przyzwoicie skonstruowane i w umiarkowanej cenie (nie musi być zaraz Calvin Klein), zrobiłyby moim zdaniem zawrotną karierę. Potem zapewne przyszedłby czas nasycenia i eskalacja wymagań co do kolorystyki i designu 🙂 Ale na razie – każda z nas po prostu potrzebuje zwyczajnego, dobrze leżącego, wygodnego stanika. Wiele z nas wciąż nie posiada ani jednego takiego egzemplarza!
19 lipca 2009 at 03:15kuraiko
za niedawnych czasów noszenia obwodu 70 miałam jeszcze do czynienia z Gaią (stanik ładny, ale kształt fatalny) i mierzyłam kilka modeli Dalii (żaden nie pasował, a jak jakiś miał szanse pasować, to nie było rozmiaru). Materiały i design w porządku, nie wiem po co boczne wzmocnienia w staniku Gai w rozmiarze 70E, a mój biust z Dalią chyba się nie polubił (przeważnie rozmiar tabelkowy powiewający górą, oczko mniej za mały).
19 lipca 2009 at 03:39asiabudyn11
Ja tylko wtrącę, że irytuje mnie to, gdy polska firma zaraz po rozszerzeniu swojej rozmiarówki (choćby materiały ciągle były te same, rozciągające się itp.) od razu podwyższa cenę tak, że modele staników tej firmy z miskami A-D są tańsze od tych w innych rozmiarach. Moim zdaniem to nieprzemyślany krok. Rozumiem, że chce się pokryć koszty (nie wiem czego, ale czegoś na pewno, przyjmijmy, że testowania), ale podwyższając cenę tych staników robi się dwie rzeczy:
19 lipca 2009 at 08:521) Utrwala się granice między ofertą producenta do większości klientek (A-D) a innymi rozmiarami (można sobie wyobrazić taką np. sytuację: klientka nosząca do tej pory np. 80C widzi, że sklep ma od jakiegoś czasu też inne rozmiary a że stanik bez względu na rozmiar ma tę samą cenę w końcu ta pani decyduje się kupić lub przymierzyć chociaż inny rozmiar od tych z zakresu A-D-nie ma wtedy tej przepaści między miskami A-D a innymi).
2) Z miejsca wytrąca bodajże najlepszy argument przemawiający ZA kupnem polskiego stanika: cenę.
vesper_lynd
Mnie się polski bieliźniany Calvin Klein marzy, ale nie w zakresie cen – raczej chodzi o wzornictwo. Seksowny minimalizm. Te wszystkie Kris Line’owe ozdobniki, koronki i pseudo-seksowne udziwnienia w ogóle do mnie nie trafiają 🙁 Kicz, tandeta. Żeby zdobić i komplikować najpierw trzeba umieć zaprojektować estetyczny i funkcjonalny PROSTY stanik. A z tym dalej jest bieda. Jak świadoma konsumentka naogląda się Maskaradek to sorry Winetou – ciężko się nagle przerzucić na ofertę a la późny bazarek lat 90. Choć oferta polska jest tańsza, to i tak mamy do czynienia z tym co pisze asiabudyn – „nasze” staniki, poza A-D, są droższe. I niech sobie jakaś koronkowa papuga polskiej marki w moim rozmiarze kosztuje 80zł, ale jeśli obok widzę identyczne staniki za połowę tej ceny, bo są „tylko” 75B to mnie szlag trafia. Dokładam drugie tyle, kupuję pewniaka-brytola i tyle wychodzi z prób wspierania polskiego rynku. Druga rzecz, że estetycznie z polskich wyrobów nie zauroczyło mnie nic, poza Milenowym Art Deco i Flamenco (od Avocado zawsze się trzymałam z daleka, ceny mają przegięte zdrowo jak na polski sklep). Ale nieco wątpliwa jakość materiałów każe mi się chwilowo wstrzymać z zakupami w Milenie…
19 lipca 2009 at 12:21kasica_k
Ja rozumiem, ze z tym Kleinem chodziło Ci o design. Tak się jednak składa, ze ten najbardziej seksowny i minimalistyczny minimalizm zawsze jest najdroższy 🙂 Powiedzmy wiec, ze chodzi nam o prostą kolekcję z cenami i jakością na poziomie takiego Wonderbra. Na początek oczywiście.
19 lipca 2009 at 12:52