WWywiady

Z wizytą u Ewy Michalak

Kontynuując poruszany niedawno temat lokalnej produkcji – chwilowo przestaję cudze chwalić, a dam Wam poznać trochę więcej „swego” 🙂 Zdjęcia i film do tego tekstu powstały jesienią zeszłego roku – ale wiecie, jak to jest, ludzie biznesu rzadko kiedy nie są ekstremalnie zajęci. Ale w końcu się udało i mogę Wam dziś przedstawić wywiad z Ewą Michalak we własnej osobie! Dla tych z Was, które/którzy jeszcze jej nie znają – Ewa Michalak to założycielka firmy produkującej biustonosze o największym zakresie rozmiarów w Polsce (i jednym z większych, a może nawet największym na świecie), która rozpoczęła swoją działalność w czasach początków brafittingowej rewolucji w naszym kraju.

Effuniaki, czyli produkty Ewy, słyną także ze świetnie dopracowanych konstrukcji, testowanych w całym zakresie rozmiarów na realnych biustach. Można je kupić przede wszystkim w firmowym sklepie internetowym Ewy Michalak, ale nie tylko. Effuniaki to już produkt kultowy – mało która stanikomaniaczka nie przymierzała produktów tej firmy. Notorycznie też zajmują wysokie pozycje w różnych stanikomaniackich plebiscytach – takich jak ostatni Najpiękniejszy Biustonosz, radząc sobie w nich najlepiej ze wszystkich polskich wyrobów. Polskich – bo warto podkreślić, że produkowane są w naszym kraju – w Łodzi.

Tu się szyje Effuniaki!

 

Jak się zapewne domyślacie, wizyta w prawdziwej fabryce staników, czy jak to mówi Ewa – manufakturze – była dla mnie szalenie ekscytująca. Widać po chwiejnym kadrze i ogólnej atmosferze spontanu 😉 Wreszcie mogłam obejrzeć sobie to wszystko od kuchni! Najchętniej siedziałabym tam cały dzień i wypytywała wszystkich o najdrobniejsze szczegóły, nie chciałam jednak przeszkadzać w pracy. No bo co by było, gdyby przeze mnie partia Nostalgii nie była gotowa na czas? 😉 Zapraszam Was na początek do obejrzenia filmiku:

A po spacerze – czas na rozmowę 🙂

Jak zwykle na początku, pytanie o początki. Jak to się stało, Ewo, że założyłaś własną firmę produkcyjną? Czy marzyłaś wcześniej o pracy na własny rachunek, czy też był to spontaniczny „zwrot akcji”? Czy prowadzenie firmy daje ci coś, czego brakowało wcześniej w twoim życiu zawodowym?

Ewa Michalak: Moja firma w obecnej postaci, czyli produkująca bieliznę, powstałą poniekąd dzięki tobie i Ewie Gutmańskiej, a właściwie dzięki artykułowi, jaki napisałyście [chodzi o nasze publikacje dla „Modnej Bielizny” z 2008 roku – ale się cieszymy!]. Jasne, że wtedy nie wiedziałam jeszcze, że tak to się potoczy, ale pierwszym impulsem było właśnie przeczytanie tego, co napisałyście. Potem było rozczytywanie się w forum Lobby Biuściastych, potem pierwszy zlot i następne…. Jaka ja wtedy byłam zaskoczona tym wszystkim… Wiesz, te rozmiary… Te obwody… Rozumiesz – ja, znana, jakby nie było, projektantka i konstruktorka, a o takich elementarnych sprawach nie miałam pojęcia!

To był szok! I nie ma w tym ani odrobiny przesady! To było odkrywanie wszystkiego od nowa. Pamiętam, jaką odczuwałam presję, by stworzyć stanik idealny… Jak strasznie mnie irytowało, że sobie z tym nie radzę! Wiesz, kobietki wysyłały mi swoje wymiary, szyłam specjalnie dla konkretnych osób staniki, jechałam na zlot – i co? I nic! Pasowało, i owszem, ale rzadko na osobę, dla której stanik był przygotowany. Masakra… I pamiętam, jak pojechałam na zlot do Katowic. Wiesz, Ślązaczki to dość dorodne kobiety, więc wyzwanie było nie lada i właśnie podczas tego zlotu uzmysłowiłam sobie, jaki kardynalny błąd popełniałam podczas brania miary. I właśnie wtedy pierwszy raz wpadłam na pomysł, by mierzyć biust w pozycji pochylonej i bez stanika.
Potem już prawdopodobieństwo dobrego oszacowania rozmiaru stanika było znacznie większe – nie powiem, że stuprocentowe, ale w porównaniu z tym, co przedtem – to jak dzień i noc.

I tak oto rozpoczęła się mozolna praca nad konstrukcjami staników.

Krojownia – serce firmy. Tu przechowywane są formy, czyli konstrukcje, a na ich podstawie kroi się elementy biustonoszy.

 

Te precyzyjnie wycięte skrawki materiału niedługo zamienią się w biustonosze.

Mnóstwo spotkań z testerkami, szycie po nocach, wieczne wyjazdy… Na szczęście wszędzie jeździła ze mną Ula, którą poznałam podczas pierwszego, warszawskiego zlotu i z którą się zaprzyjaźniłyśmy mimo ogromnej różnicy wieku. To Ula w chwilach największego zwątpienia dawała mi impuls do dalszej pracy. Taka Dobra Wróżka 🙂

Pytasz, czego mi brakowało na poprzednim etapie życia zawodowego? Myślę, że przede wszystkim byłam już zmęczona ciągłym udowadnianiem swoich racji. Przecież nim rozpoczęłam na dobre produkcję, próbowałam zaszczepić nowo nabytą wiedzę w każdej firmie, dla której projektowałam. Chciałam wykrzyczeć swoimi projektami entuzjazm dla idei brafittingu i nowych trendów. I nikt nie chciał tego słuchać! Duże staniki? To tylko tradycyjne… Miękkie i fikuśne? A dla kogo to niby? Wąskie obwody i duże miski? Nie ma takich kobiet! I tak dalej… Ale z perspektywy czasu, chciałabym dziś podziękować tym wszystkim, którzy mnie wtedy skutecznie zniechęcili, ponieważ to ich postawa zmusiła mnie do stworzenia własnej marki.

Czar Effuniaków to nie tylko konstrukcje, ale i „fikuśność” projektów i różne kolory.

Czym jest dla ciebie bielizna? Co twoim zdaniem daje kobietom dobrze dopasowany biustonosz?

Oj… temat rzeka 🙂 W każdej grupie rozmiarów są inne plusy. Mniejsze biusty w dobrze dobranych stanikach stają się bardziej wyeksponowane. Za luźne obwody wchodzące na biust czy zbyt wąskie fiszbiny też nie są niczym wygodnym… A tak się dzieje, gdy kobieta z mniejszym biustem nosi luźne obwody.
Natomiast nosicielki większych rozmiarów mają znacznie większe problemy, gdy stanik nie podtrzymuje odpowiednio biustu – bo i kręgosłup boli, i ramiona… Do tego dochodzi aspekt estetyczny: odpowiednio wywindowany, „odklejony” od brzucha biust wpływa wysmuklająco na sylwetkę – bo im większa odległość między szczytem biustu a brzuchem, tym ładniejsza tworzy się talia i wygląda się po prostu szczuplej. A i ciuchy znacznie lepiej wyglądają, gdy sylwetka przestaje przypominać walec. Pomijając, rzecz jasna, problem z ofertą sklepów odzieżowych – bo sama wiesz, jak trudno kupić coś fajnego na nasze figury, a co mają powiedzieć kobiety o jeszcze większych biustach?

Na pierwszym planie – prototyp gorsetu. Przymierzałam – wyszczupla, że aż strach! W tym celu chyba wystarczą mi dobrze dopasowane staniki 😉

Do sesji zdjęciowych swoich produktów angażujesz kobiety o różnych wymiarach, kształtach, w różnym wieku. To fantastyczny pomysł. Co chcesz w ten sposób przekazać klientkom?

Najważniejszą wiadomość: ta bielizna jest dla każdej z Was, bez względu na wiek czy rozmiar! Pewnie, że nie każda kobieta będzie chciała nosić bieliznę mojego projektu, ale potencjalnie – tak sfotografowana bielizna z pewnością pomoże w podjęciu decyzji.

Powiedz, co mi z tego, że widzę zdjęcie pięknej sukienki na młodziutkiej, proporcjonalnej, szczupłej modelce podrasowanej w programie graficznym? Czy ja mam jakąkolwiek szansę tak wyglądać? Dlatego wraz z rozwojem firmy staram się ukazywać swoje modele na różnych kobietach, tak by moim klientkom było łatwiej wyobrazić sobie, jak one mogłyby w tym się prezentować. Wydaje mi się, że to budzi zaufanie.

Jak spotkałaś swoje modelki?

Pierwsza była Aga – rozpisałyśmy z Ulą, wśród naszych klientek, konkurs na modelkę, w którym głównymi jurorami miały być internautki i decydowała ilość głosów przyznanych podczas głosowanie internetowego. Wygrała właśnie Agnieszka, i to miażdżącą ilością głosów. Pierwotnie w zdjęciach miała wziąć udział tylko jedna modelka, ale to kłóciło się z moją ideą: sprzedaży takich samych modeli staników, bez względu ma rozmiar. Więc z nadesłanych zdjęć wybrałyśmy jeszcze trzy inne dziewczyny, różniące się zarówno rozmiarami, jak i typami sylwetek. Potem dołączyła jeszcze jedna, inna odeszła. I tak na przestrzeni kilku sesji zmieniały się modelki, poza Agą. Jej natomiast zmieniała się sylwetka 😉

Z Asią była inna historia. Była moją klientką, ale nie wzięła udziału w tamtym konkursie. Poznałyśmy się podczas prowadzenia przeze mnie wykładów w Akademii Brafittingu Agnieszki Sochy. Jak zobaczyłam, jaki ma biust – po prostu oniemiałam! Zaproponowałam jej udział w sesji i tak się zaczęło. Obecnie Asia mieszka w Anglii i przylatuje na moje sesje aż stamtąd!

Potem na jedną sesję nie mogła przyjechać Monika, a my już miałyśmy wszystko uszyte w jej rozmiarze! Normalnie dramat! Studio, wizażystka, fotografka i inne dziewczyny umówione, a tu nie ma na kim pokazać małego rozmiaru. i nagle mnie olśniło – Wiktoria! Moja bratanica! Przecież ona ma taki sam rozmiar, jak Monika! I takim to sposobem Wiki rozpoczęła z nami współpracę.

Basia, najstarsza uczestniczka sesji jest moją matką chrzestną i babcią Wiktorii, a Gosia jest synową Basi i mamą Wiktorii 🙂

Kiedyś Basia podczas rodzinnego spotkania zażartowała, że niby taka dla wszystkich ta moja bielizna, ale modelek w starszym wieku to nie uświadczysz… Więc idąc za ciosem zaproponowałam jej udział w sesji. Zgodziła się, z zastrzeżeniem, że nie bierze odpowiedzialności za spadek sprzedaży, jaki według niej nastąpiłby po opublikowaniu zdjęć 😉 A teraz dołączyła moja siostra Gosia – wiesz, ta blondynka z ostatnich zdjęć, i mam już wspaniałą ekipę. Świetne, świadome siebie, wspaniałe kobiety. Jestem szczęściarą, mając takie osoby w swoim zespole.

Jedna z fotek z sesji międzypokoleniowej, w której wzięły udział modelki Ewy – kobiety w różnym wieku, o róznych wymiarach, zdjęcia z minimalną ilością retuszu. To prawdziwa rewolucja na naszym rynku. Inne zdjęcia z sesji możecie obejrzeć w blogu Ewy.

 

Model Kicia Szałowa 😉

Jak powstaje nowy produkt? Czy najpierw jest materiał, czy twój pomysł? Kiedy zaczynasz obmyślać nową kolekcję? W skrócie: czy to planowy proces, czy bardziej spontan, a może mieszanka jednego z drugim? 🙂

Najpierw jest zawsze materiał. Dlatego kupuję materiały czasem zupełnie bez pomysłu – ot, są ładne, coś w sobie mają , coś w nich mnie urzeka… Potem jest pomysł i zawsze jest to spontan. Kolekcję projektuję na dwa tygodnie przed planowaną sesją, a im bliżej terminu, tym jestem kreatywniejsza. Wiesz, taki typ pracujący na dedlajnie 😉 Wszyscy w firmie już to znają i wiedzą, że czas poprzedzający sesje jest zwariowany. Ale powiem ci, że każdy czynnie uczestniczy w procesie twórczym. I mówię nie tylko o tym, że szyją czy wykrawają, ale też i o estetyce wzorów. Mam obecnie świetny zespół współpracowników, ludzi, na których mogę polegać.

Materiały – koronki. A może poznajecie, w jakich modelach zostały użyte?

 

Materiały długie i wąskie 😉

 

Bez kokardek i ozdób Effuniaki nie byłyby sobą

 

Myszkując po firmie znalazłam jeszcze takie źródło inspiracji! 🙂

 

Czy myślałaś o zwiększeniu skali produkcji i uruchomieniu dystrybucji na cały kraj? Wiele z nas na pewno chętnie kupowałoby Effuniaki w stacjonarnych sklepach z bielizną – jednak niełatwo je tam spotkać. Gdzie w Polsce można nabyć stacjonarnie Effuniaka?

W niewielu sklepach – no chyba, że zagranicznych 🙂 Moja firma pracuje inaczej niż „normalne zakłady produkcyjne”. U mnie jest prawdziwa ręczna robota mimo nowoczesnego parku maszynowego. Prawdziwe rękodzieło. Ilości produkcyjne są niewielkie, a zakres produkowanych rozmiarów przyprawia znawców tematu o zawrót głowy. Ceny są tego konsekwencją.

Jako anegdotę przytoczę taką oto historię: Założyłam konto hurtowe nowemu sklepowi, podałam hasło dostępu, po czym dostałam wiadomość, że coś nie działa – bo nie widać cen hurtowych… Jak to nie widać? Spytałam o cenę powiedzmy… Szykusia. Była to prawidłowa cena hurtowa. Na co dostałam odpowiedź, że w takich cenach to oni sprzedają – a nie kupują. Koniec historii – i współpracy…

[Gwoli informacji: są sklepy w Polsce, które sprzedają Effuniaki stacjonarnie. Ich listę znajdziecie tutaj].

Towar gotowy 🙂

Twoja bielizna często pojawia się w recenzjach zagranicznych blogerek. Czy istotna część twoich zamówień pochodzi z zagranicy? Które kraje przodują? Jak to możliwe, że klientki z np. Wielkiej Brytanii, kraju z dużą ofertą biustonoszy w szerokim zakresie rozmiarów, decydują się na zakupy właśnie u ciebie? 

Obecnie ponad 70% produkcji sprzedaję poza krajem. Mam Klientki z najodleglejszych zakątków świata, jak Trynidad i Tobago czy Nigeria. Przodują kraje Europy Zachodniej i Stany Zjednoczone, Kanada, Australia. Pytasz, co wyjątkowego mają moje wyroby? Ależ to oczywiste – rewelacyjne konstrukcje i niebanalny design 😉 Moje wzory dają kobietom to, czego brakuje w innych markach. Nie boję się stosować nowych rozwiązań.

Moje konstrukcje są wypracowane w trakcie długich i żmudnych konsultacji z testerkami. Kiedy wypuszczam nową konstrukcję – muszę być pewna, że jest  rzeczywiście dobra. Wiesz, na każdym staniku jest moje nazwisko – a to zobowiązuje, prawda?

Myślę, że sposób prezentacji moich produktów również nie jest bez znaczenia. Ja pokazuję kobiety takimi, jakie one są. Prezentuję bieliznę tak, by zachwyciła kobiety, nie mężczyzn. To budzi zaufanie.

Wiem, że można umówić się u ciebie w firmie na osobisty brafitting. Czy w firmie często pojawiają się takie klientki? Czy przyjeżdżają też spoza Łodzi?

Przyjeżdżają z całej Polski! Wyobrażasz to sobie? Specjalnie po stanik przyjeżdża pani, na przykład, z Gdańska… Chce jej się przebyć taki szmat drogi, by kupić stanik osobiście. Mega! Ale nie tylko z kraju przyjeżdżają do mnie klientki. Jedna pani powiedziała nawet, że nie wyobraża sobie, by będąc w Polsce nie przyjechać do Łodzi do mnie. To jest coś zupełnie niesamowitego!

Oprócz sal, gdzie odbywa się produkcja, w firmie jest też przymierzalnia – tej Wam jednak nie pokażę, bo była prawie cały czas w użyciu 😉

Kiedy odwiedziłam twoją firmę, zjawiła się klientka na dopasowanie biustonosza. Miała wyjątkowo duży biust i przyszła ubrana w niezbyt ładny stanik od gorseciarki… Czy często zdarzają ci się takie klientki, dla których szyjesz indywidualnie, rozmiary nawet spoza twojej szerokiej oferty?

Tak, trafiają się takie klientki i zdarza mi się szyć dla nich indywidualnie. Dowiadują się o mnie pocztą pantoflową i traktują jak ostatnią deskę ratunku, a ponieważ zdarza się to coraz częściej, obecnie pracuję nad poszerzeniem zakresu rozmiarów o kolejne miski w górę. Mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie wiosennym uda się ukończyć tę pracę i wdrożyć nowe rozmiary do produkcji.

Jak sądzisz, czego brakuje twojej polskiej konkurencji? Dlaczego inne polskie firmy, z dużym doświadczeniem na rynku, jakoś nie stały się kultowe wśród entuzjastek brafittingu?

Powiedziałaś, że mogę nie odpowiadać na to pytanie, ale zrobię to. Jak wiesz, jestem bardzo dumna z tego, co robię, nie wstydzę się swoich osiągnięć i lubię otwarcie o tym mówić. I mam „ten zwierzęcy magnetyzm” czyli, innymi słowy – charyzmę ;-D

A tak serio, myślę, że mając bezpośredni kontakt z klientkami jestem autentyczna. Wielokrotnie dyskutowałam, a nawet kłóciłam się o swoje przekonania, ale jednocześnie słucham, co mówią i sukcesywnie wdrażam to w życie. Gdy do tego dodasz moje bezsprzecznie świetne konstrukcje – masz już odpowiedź na to pytanie.

Kiedy się spotkałyśmy na żywo, pytałam, ile czasu trwa uszycie jednej sztuki biustonosza i dowiedziałam się, jak skomplikowany jest to proces. A teraz zapytam o jego wykonawców: czy trudno jest sprostać twoim wymaganiom jakościowym? Innymi słowy: czy łatwo ci pozyskać odpowiednio wykwalifikowanych pracowników? Jak ciężko pracuje się u Ewy Michalak?

Jak już wspomniałam wcześniej, moja produkcja to rękodzieło i jako takie wymaga innych kwalifikacji niż zwykła praca w taśmie produkcyjnej. Zatrudniam krawcowe – a nie szwaczki. Wymagam dokładności i precyzji wykonania. Nie znoszę bylejakości! Skoro ja ślęczę nad formami i je poprawiam, by były jak najdoskonalsze – nie godzę się na to, by to potem zostało zaprzepaszczone w procesie produkcji!

Trudno jest znaleźć takie osoby. Ciężko jest nowej pracownicy wdrożyć się do pracy, ale jak już wytrwa pierwsze trzy miesiące – to wiem, że mam nową krawcową. Mam teraz dobrze dobrany zespół fachowców. Wiem, że mogę mieć do nich zaufanie, a to jest bardzo cenne. Jasne, że bywają i wpadki, że zdarzają się pomyłki, ale realnie rzecz ujmując jest tego bardzo niewiele.

Przy pracy. Powiem szczerze – rzadko widuję tak skupionych ludzi, jak w szwalni u Ewy.

 

 

Co najbardziej kochasz w swojej pracy, a czego nie lubisz?

Najbardziej nie lubię liczenia kalkulacji 😉 A tak serio – to nie lubię nie móc… Złości mnie, gdy podczas konstrukcji staję przed problemem, którego nie umiem rozwiązać. Gdy materia stawia opór, a mnie brakuje inwencji, by znaleźć rozwiązanie. Ale jestem uparta jak osioł i staram się doprowadzać rozpoczęte sprawy do końca. Bywa, że zarzucam temat… ale po jakimś czasie, niekiedy bardzo długim, znów do niego wracam. Nie znoszę nie móc!

Co kocham? Kocham sprawiać radość kobietom!

Co masz do polecenia swoim klientkom w najbliższym czasie?

Na tę wiosnę mamy przygotowane miękkie, kolorowe, koronkowe staniki na bazie rewelacyjnego kroju BM. Wprowadzamy półusztywniane staniki oparte na nowej technologii wzmacniania dolnej części misek – jeszcze w polskich produktach takiego rozwiązania nie widziałam 🙂 A do tego różnorodne „przeplatańce” dla nosicielek większych rozmiarów misek – a w tym to jesteśmy chyba nawet pierwsi na świecie 🙂

Hmm, to było trochę do przewidzenia, że akurat ty odważysz się wprowadzić tego typu projekty [jeden z nich zobaczycie tutaj] dla większych miseczek 🙂 Kibicuję i bardzo dziękuję za rozmowę!

 

Siostry: Gosia i Ewa 🙂 Szkoda tylko, że miły mąż Ewy nie chciał wystąpić na fotce…

Fotogaleria

A oto cały fotoreportaż 🙂

I jak Wam się podobało u Effuniaka? 🙂

Może ci się spodobać