WBrafitting

Miękkie czy usztywniane?

„Polećcie mi jakiś dobry model stanika, najlepiej usztywniany, bo tylko taki utrzyma mój duży biust” – odpowiedzi na podobne prośby, pojawiające się często na biustonoszowych forach, z reguły nakłaniają do rewizji „sztywnych poglądów” i rzucenie swych piersi w objęcia miękkich miseczek na fiszbinach. Wiele osób, zwłaszcza na początku, dziwi to zamiłowanie biuściastych doradczyń do miękkości, zwłaszcza że niektóre lubiane przez nas marki, na czele z Masquerade, obfitują przecież w usztywniane modele. W ramach kolejnego powrotu do podstaw postaram się wyjaśnić, jak to jest z tymi sztywniakami – jakie są ich wady, jakie zalety i kiedy spotkanie z nimi przyniesie nam najwięcej korzyści. Tym razem skupię się głównie na potrzebach większych biustów.

 


Na drodze do dopasowania

Na ogół odradza się staniki usztywniane osobom, które właśnie radykalnie zmieniają rozmiar (żargonowo mówiąc, przechodzą „stanikowe uświadomienie”). Dlaczego? Czy w ten sposób żądamy od przyszłych „wiernych” poświęcenia, polegającego na wyrzeczeniu się ulubionego rodzaju bielizny? 🙂 Zanim wyjaśnię, proponuję zastanowić się, dlaczego tak wiele kobiet wprost nie wyobraża sobie życia bez sztywnych miseczek.

 

Złudzenie podtrzymania

Osoby z większym biustem, którym trudno w przeciętnych sklepach dopasować odpowiednio głębokie miseczki, z reguły kupują rozmiary, w których miseczka jest zbyt mała (choć często największa z dostępnych), a obwód pod biustem – za luźny. W takiej sytuacji trudno o odpowiednie podtrzymanie biustu. Sztywne miseczki natomiast potrafią częściowo skompensować brak podtrzymania przez obwód i choć odrobinę podnieść piersi oraz utrzymać je w ryzach.

Dlatego kobieta z większym biustem, skonfrontowana z ofertą przeciętnego sklepu, dochodzi niekiedy do całkowicie usprawiedliwionego wniosku: jej biust najlepiej prezentuje się w „skorupkach”. Z jej doświadczenia wynika wyraźnie, że spośród dostępnych jej biustonoszy, te o miękkich miseczkach nie podtrzymują jej piersi wystarczająco, ani też nie nadają im ładnego kształtu. Podtrzymująco-modelujące właściwości sztywnej miseczki, w normalnych warunkach – zaleta, w warunkach złego dopasowania mogą co prawda częściowo ratować sytuację, ale jednocześnie maskują problem, oddalając od jego rozwiązania, którym jest właściwy rozmiar.

 

Narzucony kształt

Usztywniane miseczki, czy to uszyte z kawałków gąbki, czy to wymodelowane termicznie z twardego tworzywa, narzucają piersiom własny kształt. Są też całkowicie nieprzezroczyste. Nawet dotykając piersi w biustonoszu trudno stwierdzić, jak dokładnie układają się wewnątrz – czy w miseczce pozostają luzy, czy też, przeciwnie, piersi są nadmiernie ściśnięte. Klasyczny przypadek źle dopasowanego „sztywniaka” o za małych miseczkach przypomina dwie czapeczki zakrywające tylko szczyty piersi, podczas gdy reszta zostaje bezwzględnie zepchnięta – nie tylko w górę (to często efekt pożądany), ale i na boki czy poniżej obwodu. Nosicielki takich staników często w ogóle nie zauważają, że coś jest nie tak – w końcu na klatce piersiowej widnieją dwie wyraźne, sterczące kulki, więc w czym problem?

Dlatego osobom proszącym o porady dotyczące doboru nowego rozmiaru odradzam kupowanie na początek stanika usztywnianego, zwłaszcza jeśli przy pierwszych zakupach nie będzie towarzyszyła im fachowa bra-fitterka. Po prostu samodzielna ocena, czy dany rozmiar miseczki jest właściwy, jest trudniejsza przy staniku usztywnianym, niż przy staniku miękkim, gdzie wszystkie błędy widać jak na dłoni. Dopasowanie „sztywniaka” osobie zmieniającej rozmiar jest owszem, możliwe – ale trudne i obarczone sporym ryzykiem błędu.

 

Narzucony wymiar

Nieelastyczne, usztywniane miseczki, definiując kształt piersi, wymuszają także ich rozmiar. Jeśli ktoś przez długie lata nosi zbyt małe miseczki, zwłaszcza usztywniane, zdarza się, że piersi ulegają wręcz odkształceniu – powstają wyraźne granice między tą ich częścią, która mieściła się w miseczkach, a „odkrojoną” od nich resztą. Taki biust z reguły bez problemu wróci do normy, jeśli zaczniemy nosić właściwy rozmiar miseczki. I najlepiej zacząć wtedy od miseczek miękkich. Miękki stanik da ciału większą swobodę i pozwoli „wyemigrowanym” fragmentom piersi bez przeszkód wrócić na miejsce.

 

Pożądany efekt

Kiedy już wiemy, w jakim rozmiarze biustonosza czujemy się i wyglądamy najlepiej, nie ma żadnych przeszkód, by na nowo odkryć uroki usztywnianych miseczek. Ich zalety nie ulegają kwestii – dobrze unoszą biust, zbierają go skutecznie z boków, nadają ładny kształt – pod warunkiem, rzecz jasna, że są dobrze skrojone i pasują rozmiarowo. Zwłaszcza większe, cięższe i miększe biusty doceniają podtrzymujące właściwości sztywniaków – tam, gdzie miękki half-cup może sobie nie poradzić z podtrzymaniem i nadaniem ładnego kształtu, usztywniany może nam zapewnić upragniony efekt „jabłuszek w koszyczkach”. Także biustonosze typu plunge (do głębokich dekoltów) w wersji usztywnianej dają bardziej spektakularne efekty. Wreszcie – biustonosze bez ramiączek, czyli straplessy, to niemal w stu procentach biustonosze usztywniane.

Niestety, ku wielkiemu żalowi wielu biuściastych, rozmiary usztywnianych biustonoszy z reguły kończą się na miseczce brytyjskiej G (są wyjątki, jak strapless Panache – Evie, czy kusidełkowe modele Showgirl marki Curvy Kate, ale to kropla w morzu potrzeb). Niektóre z nas uciekają się do pewnej manipulacji i kupują szersze niż zwykle obwody, by zmieścić się w miseczkach upragnionego kusidełka. Ten wybieg, chleb powszedni wielu w epoce „przed-uświadomieniem”, wymaga jednak stosowania go z pełną świadomością ryzyka, jakie ze sobą niesie, jak gorsze podtrzymanie czy złe układanie się przymałych miseczek. Jeśli jednak bardzo zależy nam na efekcie – w pewnym zakresie rozmiarów manipulacja może się udać. Pytanie brzmi: kiedy producenci biustonoszy przestaną nas zmuszać do takich kompromisów?

 

Gładkość

Inną zaletą wielu usztywnianych biustonoszy, oprócz silnych właściwości podtrzymująco-modelujących, są gładkie miseczki. Nie mówimy tu oczywiście o koronkowych cudeńkach typu Masquerade, z których tylko nieliczne zapewniają gładkość pod przylegającym ubraniem. Najlepszym rozwiązaniem, jeśli zależy nam na niewidoczności biustonosza, są staniki modelowane termicznie. Usztywnienie dodatkowo maskuje brodawki piersi. Są kobiety, które przywykły do idealnie gładkich, bezszwowych staników i nie uznają innych – ja jednak uważam, że szkoda tak całkowicie odmawiać sobie koronek 🙂 Są jednak takie stroje i okazje, gdy bezszwowce są niezastąpione.

 

Podsumowanie

Warto mieć w swojej szafie kilka „sztywniaków” – nic nie da nam tak spektakularnego efektu, jak dobrze dobrany sztywny plunge, i nic nie zapewni takiej dyskrecji, jak bezszwowy t-shirt bra. Jeśli jednak jesteśmy niedoświadczone i właśnie zmieniamy rozmiar, samodzielne dobranie rozmiaru usztywnianego stanika nie będzie łatwe – dlatego często radzi się takim osobom, by zaczęły od biustonoszy miękkich.

[fotki: B-style, Brastop, So Chic!]

Może ci się spodobać

88 komentarzy

  • bonamartinka

    Bardzo fajna notka, ale skierowana pewnie bardziej do bardziej biuściastych koleżanek. Z moich bieliźnianych polowań zawsze wychodzę z usztywnianym biustonoszem, bo mimo przymierzenia parunastu, czy parudziesięciu miękkich staników, ani jeden nie robi mi ładnego kształtu, albo ma straszne luzy, marszczy się, itp. Nie wiem, czy po prostu nie dla mnie miękuski, czy to kwestia złego rozmiaru – chociaż, na przykład Emily próbowałam w różnych wersjach rozmiarowych i za każdym razem miałam wrażenie za dużego zabudowania. :/

    21 października 2009 at 06:02 Reply
  • bonamartinka

    Sorki, za „bardziej do bardziej”. Jest szósta rano. 😀

    21 października 2009 at 06:03 Reply
  • magdalaena1977

    Bardzo dobra notka. Taka edukacyjna 🙂

    21 października 2009 at 06:37 Reply
  • cherry

    Świetna notka ! JUYtro zamierzałam uzupełnić swoje stanikowe zasoby po schudnieciu i podejrzewam zeskusilabys sie na sztywniaka a teraz chyba jednak nie bede ryzykowac i poszukam mięczaka:)

    21 października 2009 at 08:24 Reply
  • cissnei

    Świetna notka, brakowało mi ostatnio takich bardziej edukacyjnych tekstów 🙂 Ale fakt, to spojrzenie z biuściastego punktu widzenia. Warto by było skonfrontować je z punktem małobiuściastych, wśród których również bardzo powszechne jest noszenie skorupek, tyle że z innych powodów. Kiedy byłam chudziutką nastolatką, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nosić cokolwiek innego niż naładowany gąbką puszapek, bo wydawało mi się, że tylko w nim będzie widać, że mam jakiś biust. Może goszcząca tu niedawno druga Autorka mogłaby kiedyś przedstawić to z tej drugiej strony 😉

    21 października 2009 at 08:50 Reply
  • yaga7

    Ja się przyznam, że sztywniaki bardzo lubię.
    Ale nie te termicznie formowane typu Fantasie Allure (chociaż był okres, gdy go bardzo lubiłam), tylko coś w stylu maskaradek czy halfów Fauve.
    Lubię je dlatego, że najczęściej są bardziej wycięte pod pachą, mają krótsze fiszbiny i są mniej zabudowane niż balkonetki. Po prostu ja je odczuwam jako bardziej wygodne 🙂

    21 października 2009 at 10:35 Reply
  • Ewa

    Ja tam usztywnianych nie bardzo, zwłaszcza że dobrze dobrany miękki daje sugestię jędrności biustu, a w przypadku skorupki jest wybór – albo całkowicie zabudowana i człowiek odstawia zbroję, albo halfcup czy inna balkonetka i grozi efektem „budyń w miseczce” 🙂 Oczywiście, wtedy niezabudowany miękki będzie prawdopodobnie jeszcze gorszy, ale da mniejszą różnicę na styku…

    21 października 2009 at 14:45 Reply
  • anna-pia

    Świetna notka 🙂 Mam nadzieję, że następna zostanie popełniona przez drugą autorkę, bo niedopasowane sztywniaki też robią krzywdę małobiuściastym, kto wie, czy nie większą.
    Tak jak Yaga, lubię sztywniaki za krótkie fiszbiny, bo wpadając w rejon GG+ wpadam w dżunglę wysokich fiszbin i balkonetek z zabudowaniem jak full-cupy.

    21 października 2009 at 14:48 Reply
  • Gabi

    A ja się trochę (tym razem) nie zgodzę. Sama biust mam no… nie wiem czy spory, chyba normalny, chociaż i tak w standardowych sklepach nie do ubrania (pani w Brassiere po dokładnym pomierzeniu mojej osoby uświadomiła mnie, że noszę rozmiar 60FF, a nie, jak twierdziły pani z Triumpha 75B).

    Celem artykułu, jak rozumiem, było p[przekonanie nas, by zaczynać od staników miękkich. Ok. Ale nie każdy może.Ja na ten przykład nie mogę, przymierzyłam chyba 15 miękkich staników, a w każdym z wyglądałam co najmniej niekorzystnie, z powodu kształtu moich piersi. Być może, gdy już dostatecznie długo ponoszę odpowiednio dobrany stanik, który podobno (mówię podobno, bo jeszcze nie miałam okazji zakupić sobie odpowiedniego stanika, jestem studentką i cena 160zł od zaraz jest dla mnie po prostu porażająca) ma mi piersi wymodelować, to może wówczas skuszę się, bo bardzo chciłabym się skusić, na taki fikuśny koronkowy staniczek.

    Tak więc, chciałabym w sumie wiedzieć, jak autorka odniesie się do mojej wizji. Od razu zaznaczam, że nie chcę być niemiła, ani nic, jedynie nie zgadzam się i wygłaszam swoją opinię, o! Nawet się uśmiechnę na zachętę 🙂

    21 października 2009 at 16:30 Reply
  • malena2

    Ciekawa notka. Ja tez mam nadzieje na druga część dotyczącą małobiuściastych.

    21 października 2009 at 16:30 Reply
  • sharteel

    Dla mnie największą zaletą usztywnianych staników jest to, że (przynajmniej w tych, które noszę) miseczka od środka jest wyłożona miękką, przyjazną tkaniną, najczęściej bawełną. Nic nie drapie ani nie uraża. Nie mogę tego powiedzieć o moich nieusztywnianych stanikach. A ja wygodnicka jestem 😉 No i wybieram usztywniane…

    21 października 2009 at 16:53 Reply
  • the_mariska

    Kasico, bardzo mądra i potrzebna notka 🙂 Oferta większości polskich bieliźniaków często ogranicza się do kolorowych puszapków wypchanych gąbką, lub burych bezfiszbinowych worów, w których nikt nie ma szans wyglądać dobrze. Dlatego zarówno biuściaste jak i małobiuściaste mogą być mocno zaskoczone, gdy jednak okazuje się, że dobrze dobrany miękki stanik na fiszbinach leży na nich rewelacyjnie 🙂

    Ze swojej strony dodam, że dopasowanie rozmiaru na usztywnianych biustonoszach jest o tyle trudne, że są to kroje dość kapryśne. Owszem, bywają takie biusty na które większość miękkich krojów nie pasuje, ale najczęściej zdarza się tak, że w miękkim biustonoszu można od razu ocenić rozmiar i dopasowanie, a sztywniaki… no właśnie, jeden będzie leżał w miarę, drugi nieźle ale w innym rozmiarze niż standardowo, inny nie będzie pasował kompletnie. Jako osoba, której kompletnie nie pasuje Inferno, Zara, Retro, Polka, Shanghai, Courtesan, sztywne half-cupy Fauve, Hestia, Madison i jeszcze parę innych sztywniaków (za to są takie co leżą super ;)) zalecałabym początkującym dobór rozmiaru na popularnych, miękkich modelach. Zwłaszcza, gdy nie ma w pobliżu sklepu stacjonarnego i konieczne jest zamawianie przez internet. Gdy już poznamy swój biust i jego wymagania, będziemy mogły ocenić jak wygląda źle leżący stanik i czy jest to spowodowane złym rozmiarem czy niekompatybilnym krojem 🙂

    Gabi, jako że widziałam na oczy całkiem sporo biustów pozwolę sobie odpowiedzieć 😉 Przy piersiach niepełnych od góry często zdarza się, że większość typowo 'biuściastych’ fasonów (miękkie balkonetki, prawie wszystkie plunge) nie leżą zbyt dobrze, a gdy biust ma 'budyniowatą’ konsystencję ten efekt się jeszcze pogłębia. Wydaje mi się, że możesz mieć właśnie tego typu problem. Co się sprawdza na takich biustach? Staniki półusztywniane, niskozabudowane (ma je w swojej ofercie na przykład polska Dalia czy brytyjski Keia Pink – obie marki są tańsze niż te 160zł ;)). Z usztywnianych fasonów całkiem nieźle leży bandeau (w obecnej kolekcji Masquerade są cztery modele w tym fasonie). Jeżeli miękkie, to najlepiej sprawdza się krój tego typu – gdy ramiączko wychodzi z górnej części miseczki, w przeciwieństwie do tego kroju, gdzie ramiączko jest bezpośrednio połączone z dolną, nieprześwitującą częścią, miękkie half-cupy mogą leżeć bardzo różnie, więc lepiej przymierzyć przed zakupem. Co prawda każdy biust jest inny i ma własne wymagania, ale mam nadzieję, że trochę pomogłam 🙂

    21 października 2009 at 18:10 Reply
  • czekolada

    notatka super, ale błagam, zdjęcie pierwsze, błękitny GOSSARD – tragedia. oczy mnie bolą. czy tylko ja widzę te fiszbiny na piersiach??

    21 października 2009 at 18:58 Reply
  • moniach_1

    czekolada: a może to ilustracja tego, że sztywniak daje _złudzenie_, że wszystko jest w porządku ? 😉

    21 października 2009 at 19:12 Reply
  • ptasia

    A ja dopiero po uświadomieniu zaczęłam nosić sztywniaki i niektóre bardzo lubię. Plunge do dekoltów czy właśnie Allure gładki pod koszulki – świetna sprawa. Oczywiście, przy asymetrii w jednej misce będzie pustka, i czasem przydają się wkładki.

    21 października 2009 at 19:38 Reply
  • Gabi

    The marisko

    Tak, moje to raczej takie nie do końca pełne od góry (mówię, że nie do końca, bo i nie są tak całkowicie tam…’puste’?), na to złożyło się zapewne to, że półtora roku temu sporo, ponad 20kg, schudłam, więc i piersi mimo młodego wieku nie są tak jędrne i cudowne, jakbym chciała 🙂

    Co do tej Loli, miałam okazję ją przymierzyć, ale nie leżała na mnie dobrze ;( Najlepiej mi było w Mai z poprzedniego artykułu, właśnie zbieram na nią pieniądze (jeju, jak to biednie brzmi…).

    21 października 2009 at 20:38 Reply
  • odziak

    dla mnie kolejny przyklad stanikowego mitu, moze nie do tego stopnia co slynne zapinanie sie na ostatnia haftkę, ale jednak.

    W miekkim mozna zrobic to czego nie uda sie z zadnym (prawie zadnym) sztywniaku tzn zaciagnac na obojczyk a nawet i uszy (:P) miske za wielka o 2 rozmiary. Z tego co widzialam w ostatnich czasach na balkonetce to w tej chwili wiekszy problem niz za male miseczki.

    21 października 2009 at 21:42 Reply
  • sylwiastka

    Miałam wprawdzie trochę inny pomysł na kolejna małobiuściastą notkę, jednak napisanie drugiej części (albo innego spojrzenia) na temat staników usztywnianych i miękkich wezmę z całą pewnością pod uwagę.

    Z mojego bra-fitterskiego doświadczenia mogę napisać, że miękkie staniki są znacznie łaskawsze w tuszowaniu asymetrii piersi. Często zdarza się, że przy dopasowaniu stanika usztywnianego do większej piersi (mam na myśli asymetrię, która oznacza co najmniej miseczkę różnicy między objętością piersi) jedna pierś leży odpowiadnio, zaś miseczka przy mniejszej odstaje. W takich przypadkach rozwiązaniem nie jest propozycja mniejszej miseczki oraz poluzowanie ramiączka przy większej piersi, a zmiana modelu na nieusztywniany. materiał zazwyczaj ładnie przylega (najlepsza jest verona z elastyczną koronką na górze, która nie odstaje prawie nigdy).
    Z drugiej strony w kazej szafie przyda się zarówno miękki jak i usztywniany stanik:)

    21 października 2009 at 22:26 Reply
  • sylwiastka

    @Odziak, to odwiedź balkonetkowy katalog teraz, zobaczysz dużo „seksi buł’ bo zaczyna tam panować trend „przymała miseczka look” oraz ocenianie stanika przez pryzmat tylko kształtowania dekoltu….
    Myślę, że zadużość widać tak samo w przypadku miękkiego, co usztywnianego stanika.

    21 października 2009 at 22:32 Reply
  • odziak

    ja tam zobaczylam trend na pokazywania zabytkow ze starych czasow i wlascicielki z reguly wiedza ze miska jest za mala. Malo widziałam za malych misek ktorych wlascicielki nie byly tego swiadome. No chyba ze jako zamalosc kwalifikujemy brak „freyowej zmarchy”.

    21 października 2009 at 22:51 Reply
  • kasica_k

    odziak, przypuszczam, że zjawisko naciągania sobie za dużych o dwa rozmiary miseczek „na uszy” występuje dość rzadko u osób z naprawdę dużym biustem – a do tych właśnie jest przede wszystkim skierowana ta notka, co zostało na początku zaznaczone. Poza tym – w miękkusie tego typu problemy widać jak na dłoni i od razu wiadomo, jak im zaradzić. Sztywniaka co prawda nie da się sobie naciągnąć na uszy, ale da się zakryć nim całą klatkę piersiową jak kamizelką kuloodporną tudzież – z dużobiuściastego końca – zrobić z niego czapeczki na brodawki 🙂 Nie wiem, jakie problemy dominują u dziewczyn pokazujących się na Balkonetce – wiem, jakie dominują w mojej strefie rozmiarowej u przeciętnych kobiet (przy czym, zaznaczam, że nie jestem bynajmniej targetem Lobby Małobiuściastych :-). Problem za małych miseczek naprawdę wciąż ma się dobrze, niestety…

    the_mariska, masz rację z tymi kapryśnymi krojami. Doświadczam tego ciągle z Maskaradkami – niektóre na mnie pasują, a inne za nic nie chcą dobrze leżeć. Ostatnio na przykład stwierdziłam z pewnym żalem, że Minuety są totalnie nie dla mnie, a największym zawodem minionego sezonu był Shanghai, którego za nic odżałować nie mogę 🙁

    czekolado, nie tylko Ty widzisz te fiszbiny na piersiach, zapewniam 🙂

    Gabi, zgadzam się z the_mariską, że problem tkwi w fasonie. Na drobniejszych biustach (a Twój jest trochę z innej strefy niż te, do których odnosiłam się przede wszystkim pisząc tę notkę, bo w niej mowa raczej głównie o ex-85E, nie o byłych 75B) rzadko naprawdę dobrze sprawdzają się te kroje, które cieszą się powodzeniem u pań solidniejszej budowy. Niestety producenci staników nie ułatwiają zadania, bo nie wiedzieć czemu ci, którzy produkują tak zwane rozszerzone zakresy rozmiarów, nie dostosowują krojów do budowy osób drobnoobwodowych (i dużomiseczkowych, i drobnego wzrostu… przykłady można mnożyć). Trudniej znaleźć miękki half-cup w rozmiarze 60F niż takiż w rozmiarze 70B. A wracając do sztywniaków – dobrze dobrany usztywniany stanik nie jest niczym złym z założenia! (ani zdjęcia 😉 Nie było w żadnym wypadku moją intencją, by ta notka została odebrana jako głos przeciwko sztywniakom w ogólności – wręcz przeciwnie, z przyjemnością podkreśliłam ich zalety i starałam się wyjaśnić, że w całym tym odradzaniu sztywniaków nie chodzi, a przynajmniej nie powinno chodzić o jakieś anty-sztywniacze uprzedzenia. Sama mam pół szuflady usztywnianych biustonoszy i bardzo je sobie cenię. Życzę szybkiego zaopatrzenia się w Maię czy też w cokolwiek sobie zamarzysz 🙂

    21 października 2009 at 23:05 Reply
  • pierwszalitera

    @Sylwiastka: Być może na Balkonetce panuje teraz faktycznie „przymała miseczka look”, ale przyduża miska naciągnięta maksymalnie ramiączkami, z fiszbinami sięgającymi pleców i rozpłaszczająca biust na klatce przerażonej wizją katastrofalnego wpływu małej miski dziewczyny, nie może być lepszym wyborem, tylko dlatego, że nie jest przymała. Sztuka dobierania sobie biustonosza to często sprawa kompromisu, bo ten idealny stanik to ciągle dla wielu fatamorgana. Biorąc też pod uwagą, że wystawiające swoje zdjęcia na Balkontece, to osoby raczej mało i średniobiuściaste nie dziwi w ogóle, gdy sprawa wyglądu dekoltu ma niekiedy priorytet. Nie jestem zdania, że takim osobom leciutko przymała miska narobi szkód, zwłaszcza gdy większa jest już za duża, w końcu chodzi też o samopoczucie związane z prezentowaniem biustu, a nie o niewolnicze hołdowanie jakiejś tam teorii i wywoływanie wyrzutów sumienia z noszenia stanika nie do końca idealnego. A na zasadnicze błędy na pewno ktoś zwróci na Balkonetce uwagę.

    21 października 2009 at 23:07 Reply
  • kasica_k

    odziak, jeśli rzeczywiście dziewczyny pokazują „zabytki” ze starych czasów, z zaznaczeniem, że tak właśnie je traktują – to raczej robią to z intencją pokazania, że rozmiar był zły. To i nic dziwnego, że są tego świadome, prawda? 🙂 Swoją drogą, powiedzmy sobie szczerze – katalog Balkonetki naprawdę nie jest reprezentatywny dla problemów całego społeczeństwa 😉 A ja jednak staram się odwoływać do problemów typowych dla przeciętnych kobiet.

    Co do owijania się miseczkami i innych błędów częstych u osób z mniejszym biustem – przypuszczam, że zajmiemy się nimi w swoim czasie, liczę tu bardzo na moją drogą współpracowniczkę 🙂

    21 października 2009 at 23:18 Reply
  • pinupgirl_dg

    W sumie powinnam poczekać z komentarzem na małobiuściastą notkę. I ja z gorliwością neofity wyrzekałam się wszelkich usztywnianych staników. Niestety myślę, że chybiony rozmiar równie trudno poznać w stanikach miękkich jak i usztywnianych, może objawy są ciut inne, ale osoba początkująca prawie zawsze ma problem: „czy to na pewno ma tak leżeć?”.
    Co do asymetrii – chyba bardziej to zależy od kroju.
    Ostatnio bardzo polubiłam staniki usztywniane czy semisofty, jakoś stabilniej sie czuję niż w miękkich, chociaż mój biust nie wymaga super podtrzymania.

    21 października 2009 at 23:23 Reply
  • pinupgirl_dg

    Aha – i jak najbardziej się zgadzam, że trzeba podkreślać, że za duża miseczka i za ciasny obwód to też problem. Naciągnięte na uszy miski widuję teraz rzadziej, ale widuję. Lepsze jest wrogiem dobrego, przesada w każdą stronę jest niezdrowa, a dziewczyny w imię pięknego, jędrnego biustu ściskają się do bólu obwodami i noszą fiszbiny na plecach, pojedyncze głosy, że nie tędy droga ich nie przekonują.

    21 października 2009 at 23:30 Reply
  • odziak

    alez prosze – duze i na uszach/plecach/obojczykach – niepotrzebne skreslic.

    balkonetka.pl/katalog/bra/curvy-kate-portia-12
    balkonetka.pl/katalog/bra/panache-ariza-7
    balkonetka.pl/katalog/bra/panache-tango-pure

    21 października 2009 at 23:39 Reply
  • kasica_k

    Że się powtórzę, „Nie wiem, jakie problemy dominują u dziewczyn pokazujących się na Balkonetce – wiem, jakie dominują w mojej strefie rozmiarowej u przeciętnych kobiet” i do nich zamierzam się tutaj odnosić 🙂

    21 października 2009 at 23:45 Reply
  • pinupgirl_dg

    Problem polega na tym, że te dziewczyny, które pokazują się na balkonetce wcześniej nosiły przeciętne 75b czy 85d. A po zmianie stanika czasem są rozczarowane, „jak to? Miało być ładniej i wygodniej?” bo do tej pory nie mówiło się o za dużych miskach i za ciasnych obwodach, tylko co najwyżej o złych konstrukcjach. Część dziewczyn znosi te męki wierząc w zapewnienie większego rozmiaru i jędrności, w myśl zasady 'teraz się pomęczę, może nie wyglądam najlepiej w tym staniku, ale za to kieeeedyś będę piękna’.

    21 października 2009 at 23:54 Reply
  • pierwszalitera

    Naturalnie, że aktualna notka, jak wiele innych na Stanikomanii, dotyczy problemów kobiet dużobiuściastych, bo takie masz chyba na myśli pisząc o „przeciętnych kobietach” w Twojej strefie rozmiarowej kasico. Ja wynika jednak z komentarzy, Stanikomania czytana jest przez różne strefy rozmiarowe i problem podziału na dużo i małobiuściaste ciągle nie został jednoznacznie przedyskutowany. 😉 Z tego, co czasem dobrze widać, nikomu tu nie uchybiając, osoby mniejbiuściaste są często młodsze, mniej doświadczone i mniej asertywne, gotowe do przyjmowania za pewnik wskazówki wyczytane w notkach dla dużobiuściastych. Więc częste przypominanie, że nie wszystko przekłada się jeden do jednego, nie jest tu atakiem na nikogo, tylko próbą zapobiegnięcia kolejnych nieporozumień.

    22 października 2009 at 00:29 Reply
  • kasica_k

    pinupgirl_dg Oczywiście, że miseczka tak samo, jak nie powinna być za mała, nie powinna być też za duża. A obwód, tak samo, jak nie powinien być za luźny, nie powinien być też za ciasny. Jeśli ktoś popada w przesadę w którąkolwiek ze stron, to robi błąd – jasna rzecz i należy to podkreślać. Mnie także rażą rozpłaszczone naciągniętymi ramiączkami za duże miseczki sięgające po obojczyki – u dziewczyn próbujących dopasować sobie nowy rozmiar (zwłaszcza ze strefy małobiuściastej-wąskoobwodowej, zwykle młodych i drobnych) zdarza się takie popadanie w skrajności. Ale niestety nie jestem w stanie i nie zamierzam w jednej notce odnosić się do wszystkich możliwych problemów z dopasowaniem stanika… Ale na pewno dojdziemy i do tego tematu, bo jest ważny.

    A problem złych konstrukcji jest niestety jak najbardziej realny. Sama go doświadczyłam kilka razy, mimo że noszę raczej mało zaniżony obwód (34 przy 80 pod, czasem nawet 36). To nie jest tylko „wynalazek” osób noszących za ciasne obwody, choć łatwo sobie wyobrazić, że w takim przypadku problemy są znacznie bardziej nasilone. Niestety, największy kłopot w tym, że na niektóre biusty naprawdę trudno dobrze dopasować jakikolwiek stanik z istniejącej oferty – w luźniejszym obwodzie stanik nie trzyma a nad miskami buła, w ciaśniejszym zaś pojawiają się problemy z rozłażącą się na boki miseczką. To jest zupełnie realny problem osób z naprawdę dużym biustem, takim ze strefy H-K. Choć oczywiście nie należy problemu złego dobrania rozmiaru mylić z problemami konstrukcyjnymi. „Tradycyjny” problem za małej miseczki i za dużego obwodu też bardzo często bywa tak właśnie mylnie oceniany – kobiety mówią, że stanik nie leży, bo ma zły krój, a okazuje się, że w dobrym rozmiarze nagle zaczyna leżeć lepiej. Każdy kij ma, jak zwykle, dwa końce 🙂

    22 października 2009 at 00:39 Reply
  • kasica_k

    pierwszalitero, jest dokładnie tak, jak piszesz – odnoszę się z reguły do problemów dużobiuściastych, zresztą staram się to podkreślać – a to we wstępniaku do bloga, a to w tej notce (tu: koniec pierwszego akapitu ;), a to w innej. Jestem świadoma faktu, że pomijam problemy „małej strefy” – po prostu mniej je czuję, więc i rzadziej o nich piszę. Ale mam nadzieję, że dzięki pomocy nieocenionej Sylwiastki, autorki tej notki, uda się nieco wypełnić tę lukę 🙂 Pewnie nadal będę się specjalizowała w większych biustach, jednak od czasu do czasu zrobimy ukłon także w stronę tych drobniejszych.

    22 października 2009 at 00:49 Reply
  • usmiechnieta-kozka

    Witam.
    Chociaż to pierwsza moja notka na tutaj, to jednak nie pierwsze, oj nie, odwiedziny 🙂 Dzięki Tobie, Kasico, zostałam uświadomiona jeśli chodzi o dobór staników. Jakieś pół roku temu tu trafiłam, ale zanim kupiłam „poprawny politycznie” 😉 stanik sporo wody w rzece upłynęło – trzeba było i kasę uzbierać, i kilka kilo zrzucić. Ta notka zdecydowanie zainspirowała mnie do odezwania się, ponieważ jak już kilka razy wcześniej tu było wspomniane – jestem jedną z tych osób, którym absolutnie miękuski nie pasują. Trochę się już naprzymierzałam (no dobra, dwie długie wizyty w Peachfieldzie i jedna w Abrakadabrze – ale zawsze coś!) i przyznaję, że jedynymi, które na mnie pasowały, były usztywniane lub też półusztywniane sztuki. Z rozmiaru 75F zrobiło mi się nagle po tych wizytach 65G/GG/H, przy czym pierwszy nowy to był Masquerade Minuet w rozmiarze 65G, kupiony w sumie pod presją zbliżającego się weselicha i potrzeby dobrego wyglądu w sukience, a dzisiejszy zakup to Dalia Kleo 65I w pięknym odcieniu mocca z fioletem 🙂 Plunge jest cudowny i pomimo delikatnie za małej miseczki (mam sporą asymetrię, jedna pierś większa o przynajmniej 1,5 rozmiaru od drugiej) przywrócił mi piersi na swoje miejsce i pokazał, jak mogą wyglądać 😉 Dalia jest półusztywniana. I mogę powiedzieć jedno – wszystkie miękkie, które dotąd przymierzałam, wchodzą mi w pachę. Absolutnie nie mogę w nich opuścić rąk. Oczywiście, związane jest to z tym, że biust mam całkiem wysoko (w końcu!), a zabudowa pod pachami pozostawia sporo do życzenia. Tutaj i do Dalii miałabym nieco uwag, ale i tak z tych co bardziej miękkich stanowi chlubny wyjątek – mogę opuścić ręce!
    Więc jak bym nie chciała i nie starała się, żeby ten „pierwszy” był mięciutki (jak kaczuszka 😉 ), to nie dałam rady niczego znaleźć i dobrać. Pani Maria w Peachfieldzie trochę kręciła nosem, mówiła, że wolałaby mi dać miękki, ale sama przyznała, że akurat ta Maskaradka leżała najlepiej.
    Także – co biust, to i zdanie inne, lub też tego biustu gust 😀 Pozdrawiam, świetna notka i mam nadzieję na więcej takich, które zainspirują mnie do napisania 🙂

    22 października 2009 at 00:51 Reply
  • kasica_k

    usmiechnieta-kozka, dzięki za komentarz i zapraszam częściej, zwłaszcza z tak uroczym nickiem 😉 Poruszyłaś ważną kwestię zabudowania twardzioszków pod pachami, rzeczywiście często jest ono niższe, co wiele osób może uratować przed niewygodą. Szkoda, że nie przyszło mi to do głowy, kiedy pisałam notkę. Zwłaszcza dotyczy to Maskaradek, bo podejrzewam, że typowe t-shirt bras typu Ava Fantasie czy Porcelain Panache są pod tym względem na poziomie przeciętnej balkonetki, tak mi się przynajmniej wydaje (mnie jednak rzadko kiedy coś w pachy dźga, więc mam małe doświadczenie 🙂

    Swoją drogą, muszę wreszcie przymierzyć jakąś Dalię. Mam nadzieję, że w końcu się w którąś zmieszczę! A Minuet na mnie nie leży, bu 🙁

    22 października 2009 at 01:03 Reply
  • scarlet_agta

    @odziak: Spójrz na daty zamieszczenia zdjęć, do których linki wstawiłaś. Od tego czasu sporo się zmieniło i obecnie trend jest już inny.

    22 października 2009 at 08:29 Reply
  • selvermane

    Ech, i teraz bede znow patrzyla na moja biedna showgirl (ktorej nie zdolalam sie pozbyc) i raz na jakis czas zakladam (chociaz porzadnie wygarnieta teraz juz robi masakryczne buły). Jest cudowna, mieciutka w srodku, trzyma, kształtuje i co tylko. Oczywiscie robi troche budynia w misce, ale…
    Gdyby producent podciagnal rozmiarowke do J/JJ to pewnie kupilabym ze 2-3…

    22 października 2009 at 09:06 Reply
  • odziak

    oj wiem:) Nieskromnie powiem, ze to chyba po częsci zasluga mojego „darcia mordy”.

    22 października 2009 at 09:46 Reply
  • kay

    Odziak, zgadzam sie z toba calkowicie. Z uslug pani brafitterki skorzystalam raz – i nigdy wiecej. Nosze 70D (brytyjskie 34D, bo mimo tego, jak sie przelicza oficjalnie rozmiary, to 34 jest odpowiednikiem 70, a nie 32). Poszlam do sklepu, 34D zle lezalo, pani mi zaproponowala 32DD. Ten biustonosz lezal znakomicie, ale nie moglam oddychac w tak ciasnym obwodzie. Co tu duzo mowic, nie bede poswiecac swojej wygody w imie ideologii 'ciasnego