Kto obserwował polski rynek bielizny D+ przynajmniej przez ostatnie dwa lata, zapewne zgodzi się ze mną, że jeśli chodzi o jego rozwój w minionym (prawie 😉 roku, możemy sobie szczerze pogratulować.
Handlowa eksplozja
Wiwat różnorodność
Innowatorki polskiego bra-biznesu sprowadziły do naszego kraju dotychczas nieznane marki, jak Pour Moi?, Adore, Ultimo, Gossard, Keia Pink, Discover Mademoiselle czy Hot Milk, przełamując tym samym monopol marek należących do brytyjskich spółek Panache i Eveden. Choć bardzo daleko nam jeszcze do czasów, gdy balkonetki Pour Moi czy plandże Gossarda zawisną w co drugim bieliźniaku, widać olbrzymi postęp – bielizny jest coraz więcej, różnorodność wzrasta, konkurencja też… Polskie firmy z tradycjami, takie jak Dalia, także powoli budzą się z letargu. W końcu, jeśli w jednym roku powstaje kilkanaście dobrze prosperujących sklepów wypchanych brytyjską bielizną, to znaczy, że czegoś dotąd na rynku brakowało – i niekoniecznie chodzi tylko o jakąś nową modę na bieliznę made in UK.
Przedwczesny optymizm?
Z tym ostatnim nie jest już tak różowo – cała ta beczka miodu nie obejdzie się bez łyżki dziegciu. Nie będę wdawać się w rozważania na temat światowego kryzysu, wahań kursów walut i innej polityki, a spojrzę z punktu widzenia klientki marek D+, która właśnie, jak co roku, zastanawia się, gdzie by tu skorzystać ze świeżutkich styczniowych wyprzedaży.
Z myślą o tych kilku modelach, znajdujących się jeszcze na mojej chceliście, udałam się na wirtualne poszukiwania.
Na czerwoną Carlottę marki Fauve, do której wzdychałyśmy przy okazji zapowiedzi kolekcji jesienno-zimowych, nie natrafiłam w polskich sklepach wcale – może niezbyt uważnie szukałam? Gdzieś mignęła mi biała… Pierwszy rzut oka na brytyjski Figleaves wystarczył – Carlotta w czerwieni, w wersji usztywniany half-cup, jest tam do kupienia za dwie trzecie regularnej ceny – 35 funtów, około 162 złote. Zwykła cena to 50 funtów, 230 złotych… Polskie Carlotty, z tego co wiem, nie schodzą poniżej 300 zł, w dodatku prawie ich nie ma. A może się mylę? W każdym razie – czym prędzej zamówiłam swój stanik marzeń za równowartość przeciętnego Panasza i połowę polskiej ceny. I to, bynajmniej, nie na ebay, lecz w dużym i wcale nie najtańszym e-sklepie!
Inna pozycja na liście marzeń – half-cup Lara marki Elomi, również szeroko tu opiewana. Tu przyznam się, że stanik odkupiłam od znajomej z forum, która z kolei zdobyła go, o ile się nie mylę, w jednym z ebay-shopów – w brytyjskim Figleaves bowiem nie znalazłam swojego rozmiaru. A w Polsce? W Polsce jest to model niemal nieobecny – znalazłam go tylko w jednym sklepie w cenie 279 złotych. To sporo drożej niż w USA, gdzie w Amazon.com Lara kosztuje 66 dolarów (ok. 191 złotych). Ja kupiłam jeszcze taniej – za równowartość ceny z Figleaves (150 zł).
Te dwa przykłady utwierdziły mnie w przekonaniu, że do ideału jeszcze trochę nam daleko – zarówno jeśli chodzi o dostępność towaru, jak i jego cenę. Jeśli dany model do naszego kraju praktycznie jeszcze nie dotarł, a na Wyspach jest już sprzedawany ze zniżką, to coś tu nie gra. Oznacza to zapewne, że czerwonej Carlotty nie zobaczymy w Polsce wcale, mimo naszych tu gromadnych zachwytów – a tutejsze zachwyty, o ile mi wiadomo, mają swoją moc 🙂 Dziwnym wydaje mi się, że murowane przeboje z jesiennych zapowiedzi Evedenu nie są w ogóle wprowadzane na polski rynek. Z naszej siły nabywczej ucieszą się więc po raz kolejny Listki Figowe i inne sklepy za granicą.
Fajerwerki popularności
Zgrzeszyłabym, nie kończąc dziś mocniejszym pozytywnym akcentem 🙂 Rok 2009 był według mnie rokiem bra-fittingu. Określenie nowego zawodu – bra-fitterka – media odmieniały przez wszystkie przypadki, a pamiętać warto, że to my, na naszych forach i blogach, stworzyłyśmy go, a właściwie przeszczepiłyśmy z angielskiego do polszczyzny. Nie ma już chyba babskiego pisma, w którym nie padłoby choć kilka zdań o prawidłowym dobieraniu biustonoszy, temat rozwijała także telewizja (w tej kronice medialnej jeszcze kilku wydarzeń brakuje). Bra-fitting jest hot oraz in, i niech taki pozostanie (lansujmy go wytrwale!), dopóki nie stanie się codziennością i standardem. Niektóre lobbystki, jak Maheda, związały się z bra-fittingiem zawodowo – teraz to one wytyczają trendy i kierunki w tej branży.
Mimo wszystko – uczciwie mówiąc – choć mogłoby być lepiej, to jest całkiem dobrze 🙂
Życzmy więc sobie dobrego stanikowego roku 2010 – oby przyniósł nam kolejną rewolucję, korzystną dla naszych portfeli, oraz, rzecz jasna, pomyślność na wszelkich innych polach. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
W tym tekście chcę podzielić się z tobą swoim konkretnym, namacalnym doświadczeniem w oswajaniu miękkich…
Środek zimy to chyba dobry moment na odrobinę ciepłych kolorów. Zapraszam do kolejnego odcinka raportu…
Biustonosz bez fiszbin wielu z nas kojarzy się głównie z beżem, rozstawiającą konstrukcją i „babcinym”…
Biustonosz sportowy - części z nas kojarzy się po prostu z miękkim topem albo biustonoszem…
Przedstawiam Wam prawdziwego czarnego jednorożca polskiej sceny bieliźniarskiej. Gładki biustonosz z bezszwowymi miseczkami, do tego…
Atmosfera wyciszenia panowała w tym roku na targach Salon Bielizny w Łodzi. Mniejsza liczba wystawców…
Komentarze
I to jest, Kasico, świetne podsumowanie tego roku :). Do dość podobnych wniosków doszłam po grudniowym rajdzie po warszawskich sklepach stacjonarnych i przejrzeniu oferty internetowych :).
Jedyne, co mi jeszcze przychodzi na myśl, to lawinowy rozwój katalogu Balkonetki oraz wyraźne zwrócenie uwagi na błędy, które mogą się przydarzyć przy dobieraniu staników: zbytnia ciasność obwodu i owijanie się miskami. Mimo wszystko to był udany stanikowo rok. I nie tylko stanikowo, w końcu ruszyło też w tym roku na dużą skalę BiuBiu :).
Plus bielska stacjonarna Brafitka :)
Bardzo fajne podsumowanie roku. Mam nadzieję, że w następnym coś ruszy z dostępnością niektórych modeli oraz przede wszystkim z cenami, bo nie każdy ma możliwość zamawiania z zagranicy. A nie upadłam na głowę, by za stanik płacić ponad 200 zł.
No cóż,też bym chciała wspierać polskie sklepy,ale za cenę jednego mam 2 Freye z np Brastopu,więc na razie nic innego mi nie pozostało.
Ale ta Lara jest piękna :)
w Polskim sklepie zaszalałam 2x, w stacjonarnym, a tak to - brastop. ze względu na...? ceny. niestety. ostatnio taki np. orion biały, za 13f, czyli, licząc funta nawet po 5zł, to ile, 65zł.....?? no halloooo.... niestety.
a carlotta... heh, boska. ale jej cena.... na szczęście - dla mojego portfela :D - nie znalazłam jej w moim rozmiarze :)))
Zgadzam się, że to dobry stanikowy rok, i zgadzam się, że mógłby być jeszcze lepszy (oby taki był 2010!).
W polskich sklepach kupuję, jeśli mam ochotę kupić coś szybko (stacjonarnie). Jeśli kupuję przez internet, to korzystam raczej ze sklepów angielskich - na przesyłkę tak czy inaczej muszę poczekać, a płacę sporo mniej. Mam nadzieję, że polskie ceny spadną oraz że pojawią się tak szalone wyprzedaże jak na wyspach :).
Dwa lata temu (kiedy w końcu ustaliłam swój rozmiar i na dobre zaczęłam zakupy) funt był droższy, podstawowe modele w brytyjskich sklepach po 28 funtów.
Dziś - funt tańszy, a staniki zdrożały do.... 29. W tym samym czasie, w polskich sklepach, podwyżka cen sięgnęła przynajmniej 20-30%.
Dostępność cenowa staników w Anglii - coraz większa, dostępność w Polsce - coraz gorsza.
Życzmy sobie trochę mądrzejszej polityki dystrybutorów i detalistów, chociaż nie - sami sobie powinni życzyć...
A w moim mieście nadal Triumhp 80B króluje. Węższe obwody dalej nie schodża więc po co je zamawiać.
no i dalej w kategorii D- niewiele drgnęło bo staników jak na lekarstwo.
A wyprzedaże w Polsce chyba nie istnieją.
Kasico, świetne podsumowałaś dotychczasowe osiągnięcia Wielkiej Rewolucji Stanikowej. Niedawno próbowałam policzyć tegoroczne sklepy na Mapie, ale niestety zabrakło mi palców :), a w kolejce już czekały następne szpilki do wpięcia. Dołączam też do pochwał dla postępów polskich marek oraz rozwijającej się branży bra-fittingowej - dziewczyny, w których ręce miałam okazję w tym roku trafić były w zdecydowanej większości pomocne, kompetentne, a przy tym kulturalne i dyskretne.
Moje prywatne życzenia na rok 2010 to przede wszystkim rozwój oferty z prawego górnego kącika tabeli (mały obwód, H+ miska), zwłaszcza w opcji wąskofiszbinowej. Liczę tu w szczególności na polskich producentów - ich dotychczasowe działania w tym kierunku rokują bardzo dobrze. Gdyby brytyjscy potentaci poprawili jakość swoich wyrobów (niższe i węższe fiszbiny u Panache, ściślejsze obwody u Freyi i Curvy Kate), a takie firmy jak Miss Mandalay czy Pour Moi? poszerzyły zakres rozmiarowy, też bym się nie pogniewała :)
Postulat cenowy oczywiście popieram, ale robię to bardziej dla idei niż dla własnych potrzeb - kiedy się nie ma w czym wybierać, wysokość cen jest drugorzędna. Chciałabym móc za rok przyłączyć się do niego już pełnoprawnie (o ile nadal będzie aktualny ;) - jako konsumentka walcząca o korzystniejsze warunki zakupu, a nie (jak obecnie) o wypełnienie wciąż kulejącej niszy rozmiarowej.
Wszystkiego Biuściastego w 2010 roku!
Przyłączam się do życzeń - wszystkiego najstanikowszego życzę Tobie, Kasico, oraz wszystkim Stanikomaniaczkom i Lobbystkom!
Oby nam się i do siego :))
Uch, zasypało mnie w tych lasach, zasypało po czubek nosa...
To ja się dołączę do narzekań na ceny, tyle, że polskich producentów. Nie rozumiem, dlaczego wraz z rozszerzaniem rozmiarówki podnoszą ceny do poziomy cen brytyjczyków (no, nie wszyscy).
Ale mimo tych wszystkich potknięć też uważam, że rok 2009 był wyjątkowo udany :).
Gorące życzenia dla wszystkich Lobbystek!