WBrafitting

Ważny rozdział, czyli o miseczkach i galarecie ;)

Wbrew tytułowi, nie będzie o kolejnym ważnym roku w historii stanikomaniactwa, ani też o wigilijnych potrawach. Postanowiłam trochę na przekór świątecznym nastrojom choinkowo-prezentowym wrócić na chwilę do źródeł, czyli do stanikologii stosowanej 🙂

Jednym z bra-fittingowych dogmatów jest, jak wiemy, rozdzielenie piersi. Dobrze dobrany stanik to taki, w którym każda z miseczek całkowicie mieści jedną pierś z osobna, a mostek, czyli część znajdująca się między miseczkami, przylega gładko do klatki piersiowej między piersiami.

Biust wzorowo rozdzielony (Panache Superbra Andorra full-cup).

Tak uczą nas wszystkie poradniki bra-fittingowe, które możemy znaleźć w e-sklepach z bielizną o szerokiej rozmiarówce.

Ta „brytyjska szkoła bra-fittingu” (bo większość znanych sklepów mieści się w UK) jeszcze kilka lat temu była nowością w Polsce. Byłyśmy bowiem przez całe lata przyzwyczajone do tego, że dobrze modelujący biust stanik to coś w rodzaju półki, która podnosi biust do góry, a w górnych partiach piersi ma obowiązek wygenerować dwie przytulone do siebie półkule. O przyleganiu mostka mało kto słyszał, wielu posiadaczkom większych biustów było to zjawisko w ogóle nieznane (mnie nie przylegał żaden mostek, zanim odkryłam sklepy z szerszą rozmiarówką – w staniku o za małych miseczkach nie miał na to żadnych szans).

Stanik – naczynia rozłączone

Zastanówmy się, czemu zależy nam na rozdzieleniu jabłuszek? Czy to jakaś nowa moda, która przywędrowała do nas z Wysp? Nowy kanon estetyczny, w którym stulonym kulkom mówimy „nie”, faworyzując dyskretne dolinki? Gusta są różne, nie o gusta jednak tu chodzi. Zalety podziału biustu i ograniczenia kontaktu jednej piersi z drugą najlepiej znają posiadaczki biustów dużych. Wynikają one z praw fizyki.

Pierś jest tworem miękkim i ciężkim, a im jest większa, tym większą ma bezwładność. Wyobraźmy sobie, zamiast piersi, dwie miski pełne budyniu albo galaretki – im większe będą te miski i im więcej w nich będzie galaretki, tym mocniej zawartość zafaluje, gdy poruszymy miską. W naczynku wielkości filiżanki do espresso trudno nam będzie uzyskać widoczne drganie. Podobnie pierś – im większa, tym mocniej drga przy ruchach i tym trudniej przytrzymać ją na miejscu.

Wyobraźmy sobie teraz, że dwie średniej wielkości miski z galaretką zastępujemy jedną dużą – różnica w „ruchliwości” zawartości będzie widoczna, mimo że galaretki jest tyle samo. Podobnie jest z biustonoszem, w którym miseczki nie są od siebie wyraźnie oddzielone. Nierozdzielone piersi stapiają się wówczas mniej lub bardziej w monolit, który zachowuje się bardziej bezwładnie niż każda z nich osobno. Biustonoszowi trudniej jest utrzymać taki połączony biust we względnej nieruchomości – im więcej galaretki w jednym naczyniu, tym bardziej się ona trzęsie.

Mostek w powietrzu, czyli prosta droga do monolitu.

Kto dzieli, ten rządzi?

Jeśli zależy nam na solidnym przytrzymaniu i unieruchomieniu piersi, przewagę będą miały te staniki, które dobrze rozdzielają piersi. Nie zawsze jednak całkowite rozdzielenie piersi jest możliwe i nie zawsze warto dążyć doń za wszelką cenę.

U niektórych z nas przyleganie mostka do klatki piersiowej między piersiami jest trudne do osiągnięcia. Jest tak np. u niektórych osób o piersiach osadzonych blisko siebie, dużych, a jednocześnie o wąskiej podstawie. Takie piersi potrzebują miseczek głębokich, lecz niezbyt szerokich (mówimy często, że ktosia ma biust „wąskofiszbinowy”).

Niestety biustonosze, czy też ich konstruktorzy, nie zawsze dają sobie radę z dużą głębokością przy jednoczesnej wąskości podstawy. Nie mówiąc już o tym, że przy blisko osadzonych piersiach próby rozdzielenia ich do końca, czyli włożenia między nie mostka złożonego z dwóch blisko połączonych fiszbin, mogą być po prostu niekomfortowe lub bolesne. Nie zawsze więc idealny „rozdział” jest możliwy i nie zawsze wystarczy dobieranie biustonoszy o wąskich mostkach. Nie chodzi nam jednak wszak o dopasowanie się do abstrakcyjnego ideału, ale o zapewnienie sobie i naszemu biustowi tego, co dla niego najlepsze w tych warunkach, jakie mamy do dyspozycji.

Nie znaczy to oczywiście, że mamy godzić się na złe rozmiary albo konstrukcyjne buble. Jeśli nasz mostek nie przylega – w pierwszym rzędzie upewnijmy się, czy mamy na sobie odpowiedni rozmiar (nieprzylegający mostek jest jednym z objawów za małej miseczki).

Niestety jednak zdarzają się konstrukcje, które mają problem z rozdzieleniem nawet bardzo podatnych na „rozdział” piersi. Na przykład moje piersi, szerokie i przeciętnie osadzone (ani bardzo blisko, ani szczególnie daleko) rozdzielić jest bardzo łatwo i w 99% moich biustonoszy mostek przylega mi do klatki piersiowej. Zdarzało mi się jednak przymierzać takie staniki, w których mostek stanika od mojego własnego mostka dzieliły kilometry, i to niezależnie od rozmiaru. W przypadku 1-2 cm, czasem nawet 3 cm przerwy mogę pójść na kompromis i zgodzić się na nieco gorsze podtrzymanie, jeśli biustonosz niezwykle mi się podoba czy ma inne zalety, większe odstawanie jednak zniechęca mnie skutecznie. Biust w takim „monolityzującym” staniku za bardzo mi się kołysze, poza tym nie odpowiada mi estetycznie efekt fiszbin celujących skosem w niebo.

Przewagi drutu

Typową sytuacją, w której piersi są słabo, albo w ogóle nierozdzielone, jest biustonosz bez fiszbin. Wiele z nas ma z tego typu stanikami doświadczenia złe lub wręcz fatalne. Szczególnie źle wspominają je te kobiety, które rezygnowały z fiszbin z tego powodu, że w sklepach nie było fiszbinowców w odpowiednim dla nich rozmiarze. Źle dopasowany stanik na fiszbinach, zwłaszcza taki o za małych miseczkach, to męczarnia dla nosicielki i konkretne zagrożenie dla zdrowia (uciskanie piersi, obcieranie skóry).

Niosąc stanikologiczny kaganek oświaty przekonujemy więc kobiety, zwłaszcza te bardziej biuściaste, że warto dobrać odpowiedni stanik na fiszbinach, który w dobrym rozmiarze nie będzie uwierał, za to skuteczniej podtrzyma piersi oraz uwolni je od przymusowego połączenia, które ma także inne wady. Przytulone do siebie piersi pocą się (grożą więc odparzeniami), a pionowa „kreska” na dekolcie w bardziej zaawansowanym wieku może zamienić się w utrwaloną zmarszczkę.

Komfort ponad podziałami

Wymieniłam już wady braku „rozdziału”, w którego uzyskaniu kluczową rolę grają fiszbiny. Wiele nas jednak skrycie lub coraz bardziej otwarcie marzy o tym, by pozbyć się z klatki piersiowej tych twardych elementów. Mimo właściwie dobranego rozmiaru potrafią one bowiem dawać się we znaki – znamy wbijanie się końcówek w mostki albo pachy, gniecenie pod piersiami… Sama noszę stale staniki na fiszbinach, naprawdę odpoczywam jednak tylko bez nich. Nie umiem np. drzemać czy spać w fiszbinowcu. Nie obraziłabym się, gdyby wynaleziono staniki, które potrafiłyby rozdzielić i podtrzymać mój biust, przy jednoczesnym dobrym podniesieniu i zebraniu, bez pomocy sztywnego stelażu.

Bestform – Modern Comfort, miseczki B-F. Model bezfiszbinowy. Ciekawe, czy naprawdę tak rozdziela piersi, jak to widać na zdjęciu…

 

HOTMilk – Intuition, miseczki B-H. Tu chyba wygląda to bardziej realistycznie.

Głównym powodem więc, dla którego staniki bez drutu mogą nas nęcić, jest zwiększenie naszej wygody. Niechętnie jednak zrezygnowałybyśmy z tego wszystkiego, do czego przyzwyczaiły nas prawidłowo dobrane fiszbinowce: supportu, kształtu, zebrania, uniesienia – i tych elementów komfortu, które wiążą się z rozdzieleniem piersi. Do niedawna nie wierzyłam w to, że jakikolwiek soft-cup bra jest w stanie choć w części mi to zapewnić. Pierwszy dłuższy eksperyment mam już jednak za sobą i zdam Wam z niego sprawę niebawem. Wstępnie zapowiem, że testowany bezfiszbinowiec miał dla mnie i wady, i zalety – nie zapewnił mi wszystkiego, czego od niego oczekiwałam, podobnie zresztą jak nie czynią tego niestety fiszbinowce.

Mieć ciastko i zjeść ciastko?

Wrócę jeszcze do myśli z powyżej – czy nie można by mieć i jednego, i drugiego, czyli rozdzielenia piersi bez twardych elementów? Nurtuje mnie ta kwestia. Czy możliwy jest taki krój miękkich miseczek i taka konstrukcja stanika, by piersi były rozdzielone mimo braku fiszbin?

A może rozwiązaniem jest utwardzenie miseczek? Marka Freya wprowadziła ostatnio nowość – termicznie modelowany, usztywniany biustonosz Deco plunge, bez fiszbin. Występuje on w zakresie rozmiarów 28-38 C-G, więc niestety nosicielki większych miseczek i obwodów go nie wypróbują. Chętnie jednak dowiedziałabym się, jak się nosi.

Freya Deco Moulded Soft Cup Bra

Typowym kompromisowym rozwiązaniem, stosowanym przez niektóre firmy (np. Cake Lingerie, producent bielizny dla kobiet ciężarnych i karmiących) są fiszbiny miększe i bardziej elastyczne od normalnych. Takie fiszbiny pomagają biustonoszowi w zachowaniu kształtu i rozdzieleniu piersi, jednak nie są tak skuteczne, jak fiszbiny twarde.

Plum Pudding, komplet marki Cake (dostępny także w Lovemum.pl); miseczki B-G

Ciekawa jestem Waszych opinii. Czy macie doświadczenia z bezfiszbinowcami? Czy były wśród nich doświadczenia pozytywne? Czy zdarza się Wam, podobnie jak mnie, tęsknić za idealną miękkością i bezuciskowością? Czy wygoda braku drutu może zrównoważyć związane z tym niewygody?

 

Na zupełne zakończenie zaś – życzę wszystkim Stanikomaniaczkom wesołych Świąt Bożego Narodzenia, kolorowych, pełnych rodzinnego ciepła, oraz oczywiście pięknej i komfortowej bielizny, a także stołu zastawionego ulubionymi potrawami, niekoniecznie w galarecie 😉

Może ci się spodobać