WRecenzje

Avocado – Misia i Vintage Silk – czerń i złoto

Dziś coś dla miłośniczek klasyki, ale w trendowym wydaniu. Avocado to marka, do której wracam nieczęsto, ale za to regularnie i z dużą przyjemnością, jej projekty dowodzą bowiem, że polski design bieliźniany to nie tylko wesołe nadruczki i segment budżetowy, ale także bardziej wyrafinowane pomysły i luksusowe materiały.

Jest to też jedna z pierwszych polskich firm, które zdecydowały się wejść w niszę większych miseczek. Trudno zresztą już dziś mówić o niszy, ponieważ sfera ta przez ostatnie lata ogromnie się rozwinęła zarówno w Polsce, jak i na świecie. Na tyle, że w zakresie do europejskiej miseczki J można mówić raczej o szerokim nurcie. Oprócz pionierstwa rozmiarowego, wyróżnikiem marki jest to, że od początku tworzyła własny, wyrafinowany styl i nigdy nie zeszła ze swojej indywidualnej drogi. Mamy tu inspiracje klasycznym bieliźniarstwem francuskim, europejskie hafty i koronki, ale też kolekcje Avocado nie kopiują żadnej konkretnej marki. Łatwo byłoby pewnie odgapiać od Chantelle czy Empreinte, Avocado jednak nie robi tego, – choć dało się na pewnym etapie zauważyć inspiracje francuskim konstrukcjami, to jednak nigdy nie miałam wrażenia, że ten sam projekt gdzieś już widziałam…

Dziś pokażę Wam model stworzony przez firmę na fali mody na high apex, czyli, w skrócie mówiąc, miseczki wędrujące wyżej niż zwykle w stronę ramion. Minimalistyczny Skin w kolorach czarnym i cielistym oraz nasza główna bohaterka Misia pojawiły się w kolekcji już zimą i mam nadzieję, że pozostaną w niej długo, bo doskonale nadają się na trendową bazę.

Zdecydowałam się przyprawić tę recenzję nieco efemerycznym modelem – podrasowanym satyną Vintage Silk, którego co prawda w sprzedaży już nie ma, ale który mnie zachwycił i przekonał, że beż piękny jest też 😉 Zobaczcie zresztą same.

Avocado – Misia, rozmiar: 80H, konstrukcja: HCQ, kolor: czarny [Rozmiary: 60 E-L, 65 E-K, 70 D-K, 75 C-J, 80 C-H, 85 C-G, 90 C-F, 95 C-E, cena: 279 zł; biustonosz otrzymałam od producenta]

 

Estetyka

W krótkich słowach: design – piona. Przemyślna konstrukcja z warstw przejrzystej koronki i tiulu wpisuje się w dwa, a nawet trzy trendy na raz – high apex oraz ozdobnych pasków w dekolcie, do których wyraźnie nawiązują krzyżujące się lamówki, a także warstwowości.

 

 

Podszycie dołu miseczek siateczką nie ujmuje im subtelności. Jest lekko, modnie i bardzo elegancko. Minimalistyczna metalowa pastylka na mostku na szczęście nie jest całkiem minimalistyczna – zawiera wytrawiony inicjał marki (Avocado nie idzie na łatwiznę, którą są według mnie „puste” kawałki metalu w biżuterii bieliźnianej i niebieliźnianej). Pięknie błyszczy, jest bardzo dobrej jakości i wygląda na trwałą.

 

Ramiączka są bardzo szerokie, ale tym razem nie robią na mnie wrażenia przyciężkich – stanowią naturalne przedłużenie trójkątnych miseczek. Avocado to jedna z bardzo nielicznych firm, które ostatnio umieją w szerokie ramiączka – takie, które nie krzyczą z daleka: jestem szerokie jak szelka, bo muszę utrzymać wielki biust! Projekty, w których szerokość nie razi, widziałam ostatnio jeszcze tylko w niektórych propozycjach Room 669, oraz w kilku modelach australijskiej marki Silent Arrow.

Materiały są mięsiste, miękkie, mocne (tylna dzianina i zapięcie wyglądają na trwałe), szycie bez zarzutu. Misia przeżyła już ładnych kilka prań, ale przyznam się, że były to prania ręczne (bałam się pozaciągać koronkę w pralce, zwłaszcza przed sesją zdjęciową 😉 ).

 

Dopasowanie

Nie mam zastrzeżeń – mój wyjściowy w niebrytyjskich rozmiarówkach rozmiar 80H okazał się idealny. Nawiasem mówiąc, w modelu Vintage Silk natomiast pasował 85G – przypuszczam, że wynika to z innych materiałów (np. satynowe wykończenie dołu).

 

 

Kształt

Misia nie jest biustonoszem mocno zbierającym ani modelującym. Daje dość naturalny kształt biustu. Dla mnie jest to kształt całkowicie akceptowalny. Nieco mocniej podnoszą biust Vintage Silk i Skin, to jednak może wynikać z faktu, że Misię bardzo często nosiłam i materiały mogły trochę się naciągnąć z czasem.

 

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Misia nie jest ani pancernym trzymaczem, ani, jak wspomniałam wyżej, nie modeluje mocno piersi. Pod tym względem wpasowuje się w trend większej naturalności i swobody dla naturalnego kształtu biustu. Ma mostek niższy od przeciętnej balkonetki, fiszbiny nie za wąskie (co przyjmuję z ulgą, bo nie lubię węzizny 😉 ). Szew w poprzek miseczki nie jest poziomy, ale ma niewielki skos, co zapewne sprawia, że jest to krój mało zbierający z boków.

 

 

Tył jest z mocnej, mało elastycznej dzianiny, wręcz mam wrażenie, że za mało elastycznej. Może stąd też częściowo bierze się gorsze zbieranie – bo mało elastyczny tył mocniej ciągnie miseczki na boki i proporcjonalnie bardziej poszerza je, niż robiłby to przy większej elastyczności. Wszystko razem jednak działa jak dla mnie zadowalająco.

 

Wygoda

Noszę Misię już naprawdę długo (od zimy) i całkiem często – między innymi właśnie dlatego, że jest bardzo wygodna 🙂 Mogę więc z absolutnie czystym sumieniem powiedzieć, że to solidny i komfortowy stanik.

Co interesujące, w ogóle nie przeszkadzają mi boczne pionowe fiszbiny. W trakcie noszenia ich dolne końcówki układają się tak, że jedna z nich odstaje od ciała, a druga nie, mimo to żadna z nich mi nie dokucza. Magia? 🙂

 

 

Dygresja – Vintage Silk

Mała dygresja do głównej recenzji – stanik, który zmienił moje myślenie o kolorach 😉 Otrzymałam go zimą i wtedy zrobił na mnie wrażenie ciekawego, ale zniechęcił mnie kolorem. Ten miodowo-karmelowy odcień beżu kojarzył mi się z za ciemnymi rajstopami w kolorze „opalonym”, którego nie lubię, dlatego jakoś nie mogłam się do niego przekonać.

 

 

Czy to wiosenny, lepszy nastrój, czy kwietniowe słońce odmieniło moje postrzeganie tego stanika – dość powiedzieć, że ten karmel zamienił sie w moich oczach w płynne złoto. Zrozumiałam, że Vintage Silk nie jest beżowy, tylko złoty, co zresztą podpowiada zawieszka złotego koloru tudzież błyszcząca satyna. Iście królewski to stanik 🙂 Szkoda, że już go nie ma w Avocadowym sklepie…

 

 

Galeria

Wszystkie fotki 🙂

 

Podsumowanie

 

Potrzebuję więcej Avocado w moim życiu! 🙂

Potrzebuję też więcej avocadowskich majtek – tym razem niestety „nie dowieźli”, a szkoda, bo bardzo jestem ciekawa zwłaszcza fig wysokich, niestety firma poskąpiła nam nawet ich zdjęcia. Biustonosz jest doskonałej jakości i świetnie zaprojektowany.

Avocado to jedna z tych polskich firm bieliźniarskich, które, jak mi się wydaje, bardziej ostatnio widać za granicą niż w Polsce (drugą taką firmą jest Ewa Michalak). Powiem Wam, że nie przyjmuję już argumentu, że Polek nie stać na droższą bieliznę. Polki korzystają ze wszystkich półek cenowych – wydaje się, że całkiem dobrze się mają u nas takie marki jak Chantelle, Marlies Dekkers, czy wspomniana Empreinte. Dlaczego więc nie miałybyśmy częściej kupować Avocado? Zastanawiam się, czy zmiana mentalna, która powinna się dokonać, by Polki bardziej doceniły polskie produkty z wyższej półki, powinna dotyczyć bardziej klientek, sklepów, czy może samych firm, by zaczęły bardziej wychodzić naprzeciw polskim sprzedawcom? Ciekawa jestem Waszej opinii na ten temat. Jak również – na temat avocadowskich high-apexów 🙂 

 

Może ci się spodobać