WBrafitting

Czy pancerniki gryzą mimozy, czyli o fiszbinach i specjalnych potrzebach

To nie będzie, wbrew pozorom, recenzja biustonosza Alana marki Bravissimo (na obrazku), choć to właśnie Alanka była siłą sprawczą tego tekstu 🙂 Alana zawsze mnie intrygowała. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że brytyjska sieć sklepów Bravissimo, tworząc własną markę bielizny, już w jednym z pierwszych modeli zdystansowała wszystkich doświadczonych producentów D-plusów w tym chyba najtrudniejszym ze wszystkich segmencie: okolice brytyjskiej miseczki J.

J-biusty chwalą Alanę za brak wad, których doświadczają nosząc biustonosze innych marek. Alana notorycznie trzyma fason: nie wykazuje irytującej tendencji do rozkraczania się fiszbinowego, a w każdym razie wykazuje ją w znacznie mniejszym stopniu. O co chodzi? Wiele biustonoszy D+, które w okolicach miseczki G czy nawet GG zachowują się grzecznie i łuki ich fiszbin potrafią leżeć prawidłowo, w wyższych miseczkach rozciągają się przedziwnie na boki, kreując efekt zwany „fiszbinami na plecach”. Za te przykre objawy, pociągające ze sobą zarówno niewygodę, jak i straty na podtrzymaniu oraz wyglądzie, obwiniamy zwykle złą konstrukcję (vide notka o trójkątnych kobietach). Co prawda nie jestem przedstawicielką strefy J+, ale mimo to postanowiłam spróbować tego wybitnego kroju, podtrzymania i modelowania na własnym biuście.

Szmaragdowy ewenement

Z drżącym sercem zamówiłam więc swój ulubiony kolor, bojąc się, że za chwilę całkiem zniknie ze sklepu. Co warte odnotowania, najszybciej sprzedały się właśnie rozmiary powyżej miseczki G. Kolejne wersje kolorystyczne, w tym najnowsza czekoladowa, oferowane są w jeszcze większym niż przedtem zakresie rozmiarów: do miseczki L.

Pierwsze wrażenie było mieszaniną zadowolenia ze zdziwieniem. Ucieszyłam się z koloru – jako że przekonałam się ostatnio, że zdjęcia w e-sklepie Bravissimo niezbyt wiernie oddają barwy bielizny, obawiałam się, że zamiast szmaragdowej zieleni dostanę jakiś blady turkus albo wręcz błekit. Tymczasem Alana okazała się podobna do zielonkawej wersji Paris Miss Mandalay, co mi najzupełniej odpowiada, mimo że jest jaśniejsza niż na sklepowej fotce. Zdziwiła mnie natomiast szerokość ramiączek – prawie 2,5 cm przy miseczce zaledwie GG nie jest często spotykane.

Nie przeszkadza mi natomiast solidny obwód i zapięcie na trzy haftki. Na szczęście tym oznakom pancerności nie towarzyszy przesadne zabudowanie: Alana to przeciętna balkonetka, która całkiem zgrabnie odsłania biust, a przede wszystkim fantastycznie go podtrzymuje, rozdziela i modeluje w piękne, zgrabne kulki. Za kształt, konstrukcję i podtrzymanie – piątka z plusem. Nie dziwi mnie ani trochę, że Alana ma tyle oddanych fanek-Alanek.

Drapieżne druty

Zgrabny ten pancernik okazał się jednak nie do końca przyjaznym stworzeniem: prawie natychmiast po założeniu końcówki fiszbin wpiły mi się boleśnie w mostek. Podobne zachowania u moich biustonoszy zdarzają się rzadko. Stwierdziłam już, że nie łączą się w żaden sposób z wysokością fiszbin między piersiami. Wiedziona stanikomaniacką dociekliwością, porównałam więc Alankę z kilkoma ostatnio noszonymi balkonetkami, np. marki Fantasie. Nowy nabytek okazał się różnić jedną wyraźną cechą: ma bardzo twarde fiszbiny, które trudno zgiąć. Przypuszczam, że to jest przyczyna, dla której wpija mi się w ciało, zamiast po prostu przylegać.

Jako stanikomaniaczka ceniąca sobie dobre dopasowanie, podtrzymanie i modelowanie, zawsze uważałam druciane rusztowanie biustonosza za swojego wielkiego sprzymierzeńca. W końcu fiszbiny, gdy nie wpijają się w piersi, lecz przylegają do klatki piersiowej, okalając je – nie powinny naszemu ciału czynić żadnej krzywdy. Narzekania na niewygodę fiszbin to przeważnie wynik nieprawidłowego dopasowania rozmiaru miseczek. To wszystko prawda – zdarza się jednak, czego doświadczyłam na własnej skórze, że samo dopasowanie rozmiaru nie wystarczy, by było wygodnie.

Kto potrzebuje twardego łuku?

Pamiętacie zapewne nasze rozważania na temat różnej rozciągliwości obwodów staników w zależności od długości i szerokości paska materiału. Podobne zjawisko występuje w przypadku łuków z drutu, wszywanych w miseczki. Im łuk jest większy, tym mocniej – ciągnięty przez boki stanika – odgina się w bok. Dlatego w przypadku dużych miseczek tak ważne jest, by fiszbiny były z twardego materiału i nie odkształcały się zbyt łatwo. Moje doświadczenie z Alaną sugeruje, że może właśnie tym – poza konstrukcją – wygrywa Alana z biustonoszami innych producentów: twardy drut sprawia, że miseczki zachowują kształt mimo działających na nie dużych sił. Fiszbiny rozginają się w niewielkim stopniu, nie odstają też od mostka, na co skarżą się dużobiuściaste nosicielki innych marek. Cześć i chwała za to producentowi!

Mój entuzjazm byłby tym większy, gdyby producent uwzględnił także potrzeby J-minusów, jak ja, i do mniejszych miseczek zastosował nieco bardziej giętki drut. Miseczki nie odkształcałyby się zbytnio, a mój mimozowaty mostek odetchnąłby z ulgą. Rzecz jasna, jako osoba z dość szczęśliwej strefy rozmiarowej mam, poza Alaną, do wyboru całe mnóstwo innych modeli. Może nie ma sensu wymaganie, by producent różnicował materiały w zależności od rozmiaru?

Jak dla mnie, Alana mogłaby po prostu być modelem dla J+, może H+-biustów. Mamy na rynku serie D-G – może czas na GG-L albo J-N? Może właścicielki biustów z tych stref ucieszyłyby się, gdyby producenci specjalnie zadbali o ich potrzeby, tworząc wyspecjalizowane linie? Oczywiście pod warunkiem, że byłyby one dostosowane do ich potrzeb rzeczywistych, a nie powielały niechlubne tradycje „namiotów w brudnym beżu”.

Być może jestem wyjątkową fiszbinową mimozą, a moje doświadczenie z Alaną stanowi wyjątek – to świetny biustonosz i zapewne cieszą się nim niezliczone J-minusy o odporniejszych mostkach. Kto wie jednak, może są wśród nas i takie stanikomaniaczki, które z chęcią powitałyby więcej elastyczności w dziedzinie odrutowania?

Gdy delikatność jest naprawdę ważna

Niedawno na forum Lobby Biuściastych pojawił się bardzo ciekawy wątek. Stanowi on zaczątek bazy informacji o rozwiązaniach, modelach, markach biustonoszy nadających się dla tych z nas, które wymagają szczególnej miękkości, bo ze względów zdrowotnych nie mogą sobie pozwolić na uciskanie klatki piersiowej przez fiszbiny. Chodzi tu nie tylko o panie po operacjach piersi, ale także osoby unieruchomione, spędzające dużo czasu w pozycji leżącej, cierpiące na obrzęki – a przy tym potrzebujące komfortowego podtrzymania biustu. Zdarza się też, że karmiące matki czy kobiety w ciąży nie tolerują nawet dobrze dopasowanych fiszbin.

Rzecz jasna, na rynku jest sporo biustonoszy bez fiszbin. Wśród D-plusów są jednak stosunkowo rzadko spotykane. Pewnym rozwiązaniem może być zainteresowanie się biustonoszami dla karmiących, które mają w swojej ofercie wiodące marki. Są też firmy specjalizujące się w karmnikach, jak Hot Milk, która doszła już do miseczki H – swoje spotkanie z HM bardzo dobrze wspominam.

Warto również zwrócić uwagę na marki stosujące w swoich produktach miękkie fiszbiny, takie jak Triumph, który, nawiasem mówiąc, ciągle zaniedbuje polskie klientki, oferując im okrojony zakres rozmiarów. Elastyczne fiszbiny widziałam również w ofercie od niedawna dostępnej w Polsce marki Cake Lingerie – to znowu karmniki, ale podobnie jak Hot Milk, całkiem efektowne (Turkish Delight, model widoczny na fotce, przymierzałam z podobną przyjemnością, co niegdyś The Age of Allure).

Jestem ciekawa, czy są wśród Was osoby, dla których stopień elastyczności fiszbin stanowi jedno ze świadomie stosowanych kryteriów doboru bielizny. I czy wolicie te miększe, czy te twardsze? A może zdarza Wam się marzyć o tym, żeby ich wcale nie było?

Może ci się spodobać