WBrafitting, Ciałopozytywność

Czy stanik jest od wyszczuplania, czyli pacha kontratakuje

W internetach czy sklepach pewnie już nie raz trafiłyście na chwytliwe hasła reklamujące dobrodziejstwa prawidłowego dobierania stanika. Bardzo popularnym argumentem za tym, by biusthalter wybierać w sposób nieprzypadkowy, a dostosowany do własnych wymiarów w biuście i pod, jest ten, że dobrze dobrany stanik wysmukla optycznie. „Pięć kilo mniej!” „Odchudzanie bez diety!”„Sylwetka staje się optycznie lżejsza”, „Odklej biust od brzucha!” – tych ostatnich nawet sama używam. Bo i jest to najprawdziwsza prawda, zwłaszcza w odniesieniu do większego biustu. Jeśli podniesiemy duże piersi, to odsłonimy węższy fragment ciała poniżej i będziemy się prezentować lżej i smuklej, bliżej ideału klepsydrowej figury. Jest to wymarzone hasło reklamowe, radośnie stosowane przez salony z brafittingiem.

 

Jak wyglądam w staniku, kiedy podniosę rękę. Model Soiree Lace High Apex Plunge marki Freya, rozmiar: UK 36G.

Nic dziwnego, że wielu z nas dobry stanik jawi się jako uniwersalny poprawiacz wyglądu, bo nie da się ukryć, że wygląd poprawia (to znaczy zbliża sylwetkę do tego, co zwykłyśmy uważać za dobry wygląd). Ale gdy już odkryjemy, co z sylwetką robi podniesienie i zebranie większego biustu, oczekiwania zaczynają rosnąć i czasem niepostrzeżenie lądujemy w rejonach dalekich od rzeczywistości.

 

Pacha plus size

Pisałam już o tym, jak wygląda naturalna pacha i co jest objawem za małego stanika, a co po prostu naturalnym wyglądem ciała, którego zmienić się nie da (która to wiedza nie jest tak powszechna, jak nam się wydaje – spora część ludzi w epoce photoshopa nie wie, jak wygląda naturalne ciało). Dziś zajmę się szczególnym rodzajem naturalnej pachy i jej okolic, a mianowicie pachą plus size 🙂

Skąd takia potrzeba? Ano stąd, że w mediach różnych czytam komentarze do zdjęć ludzi w bieliźnie i szczególnie uderzył mnie ostatnio pewien ich rodzaj. Jeden z nich dotyczył tego zdjęcia:

 

Samanta_panichachurska_01

Samanta, model A925

 

Fotka ta pojawliła się na instagramie na profilu firmy Samanta. Samanta zamieściła ją także na swojej firmowej stronie, obok kilku innych, przedstawiających tę samą modelkę (autorkę bloga Gruba i szczęśliwa, znaną też na insta jako @panichachurska), w przeglądzie modeli proponowanych na duży biust. W komentarzu zarzucono biustonoszowi, że jest źle skrojony, ponieważ – uwaga – „eksponuje tłuszczyk pod pachą”. Chodziło o tę fałdkę ciała, którą widzicie nad bokiem biustonosza, po prawej stronie, gdzie modelka ma podniesioną rękę.

Być może nie każda z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak zachowuje się tłustsze ciało opięte biustonoszem. Ba, stawiam, że nawet te szczuplejsze spośród nas nie zawsze analizują w lustrze, jak układa się ich ciało w róznych pozach, gdy mają na sobie dobrze dopasowany, a więc raczej opięty w obwodzie stanik. Otóż – surprajs, dla niektórych – tworzą się fałdki w miejscach, w których biustonosz opina ciało, tym większe, im grubsza jest warstwa miękkiego ciała pod biustonoszem. Czyli na całym obwodzie, a w szczególności na bokach i plecach, w tym pod pachą.

 

Samanta_panichachurska_02

Samanta – model A911

 

I teraz najważniejsze: żaden biustonosz, nie wiedzieć jak sprytnie skrojony, nie będzie zachowywał się jak część zbroi i modelował całej górnej połowy ciała tak, by nie występowały tam żadne fałdki ani nierówności. Nie można w szczególności skroić biustonosza tak, by zakrywał całe ciało w rejonie pachy, byłby wtedy bowiem skrajnie niewygodny. Spróbujcie opasać się czymkolwiek ściśle i dokładnie pod pachą – ciężko wytrzymać nawet nieruchomo, a co dopiero próbować w takim pancerzu poruszać rękoma. Nasze ciało, a już zwłaszcza grubsze ciało, potrzebuje przestrzeni dla zmian pozycji i ruchów – nie da się go obudować bielizną ani ubraniami niczym mumię bandażem. Alternatywą mógłby ewentualnie być wielki worek z otworami na oczy – taki na pewno wszystko zamaskuje 😀

Oczywiście, stanik w zdecydowanie za małym rozmiarze, albo źle skrojony w stosunku do rozmiaru, będzie tych fałdek i nierówności generował nienaturalnie dużo. Jeśli opaszemy kobietę noszącą normalnie rozmiar 85F stanikiem w rozmiarze 85D, efekt będzie raczej niedobry, bo ściśnięte za małą miseczką piersi będą nie tylko wypływać z biustonosza, ale i rozpychać okoliczną tkankę tłuszczową na wszystkie strony. Jeśli stanik w rozmiarze 85F będzie miał wąziutki tył i boki niczym przeszczepione z push-upa w rozmiarze 70A, to werżnie się w ciało jak sznurek i fałdki będą bardzo widoczne (nie mówiąc już o gorszym podtrzymaniu biustu i ogólnej niewygodzie – spróbujcie ciasno obwiązać się najpierw sznurkiem, a potem szerokim pasem, a poczujecie różnicę). I tak dalej. Nie każda fałdka tłuszczu na górnym korpusie jest jednak, na Junonę, objawem złego kroju czy rozmiaru biustonosza. Czasem po prostu mamy takie ciało, to znaczy grube, miękkie i fałdujące się pod każdym naciskiem, a nawet bez niego!

 

Bieliźniana tłuszczofobia

We wspomnianym wyżej komentarzu zwracają moją uwagę dwie kwestie: brak wiedzy o tym, jaki wygląd pozwala, a jakiego nie pozwala osiągnąć biustonosz, oraz przekonanie o tym, że fałdki tłuszczu powinny być maksymalnie zamaskowane i jeśli nie są, to znaczy, że nasza bielizna bądź ubranie jest niewłaściwie dopasowane, a my wyglądamy źle.

Zdjęcie modelki w tym samym modelu biustonosza, ale znacznie szczuplejszej, nie wywołałoby zapewne takiej reakcji. Również nie wywołałoby jej zdjęcie tej samej modelki, ale z opuszczoną wzdłuż ciała ręką. Zaczynam rozumieć, co miały na myśli modelki plus size w wywiadzie udzielonym do ostatniego numeru pisma „Modna Bielizna”, mówiąc: „Szczupłe modelki mogą pozwolić sobie na prawdziwe akrobacje przed obiektywem. My musimy uważać, w jaki sposób pozujemy. […] Musimy dobrze znać swoje atuty oraz mankamenty, żeby podczas sesji wypaść jak najlepiej i jak najlepiej przedstawić reklamowany produkt.” (Adelina). „Nie każda pozycja sprawdzająca się w przypadku „klasycznej” modelki jest korzystna dla modelki plus size”. (Loti). Nie wiem jak Was, ale mnie te spostrzeżenia ciut zmroziły – wcale mi się nie podoba takie cenzurowanie większych ciał i ograniczanie repertuaru „korzystnych” pozycji w porównaniu do tych mniejszych.

 

CurvyBeauties_ModnaBielizna

Polskie modelki plus size, które udzieliły wywiadu magazynowi „Modna Bielizna”

I tutaj wypada mi tylko bić brawo firmie Samanta, że podczas sesji nie kazała modelce występować wyłącznie z opuszczonymi rękami i nie poddała się tłuszczofobii każącej udawać, że grubsze ciało to ciało zachowujące się tak samo, jak szczupłe, tyle, że większe. Bo tłuszcz to temat wstydliwie przemilczany i im mniej go widać, tym najwyraźniej według wielu osób lepiej… Wrócę tu do tematu poruszonego w notce o nadmiernym retuszu – im bardziej będziemy fałszować rzeczywistość, zarówno poprzez retusz kształtu i wymiarów ciała, jak i staranny dobór dozwolonych ujęć, tym słabiej odbiorcy będą utożsamiali się z przedstawionymi im obrazami i tym mniejszą pomoc dzięki nim uzyskają, podejmując decyzje zakupowe. Jeśli widzę biustonosz zawsze na modelce z opuszczonymi rękami, to skąd mam wiedzieć, jak będę w nim wyglądała, gdy podniosę rękę? A czy jeśli fałdka tłuszczu pod pachą zostanie wycięta w obróbce graficznej, to czy nie będę dobierała za luźnego obwodu, albo czy nie będę miała pretensji do producenta, że jego produkt funkcjonuje w sposób niezgodny ze zdjęciem? Czy dopasowując sobie biustonosze nie będę się wiecznie frustrowała, bo gdzieś widać mi wałeczki?

Pozwolę sobie jeszcze na mały wtręt emocjonalny. Wyobraźmy sobie, jak czuje się modelka, czy też osoba o podobnym do niej ciele, czytając taki komentarz, jak ten do zdjęcia Samanty. Ja czuję bezsilną irytację, bo sama musiałam się wiele razy tłumaczyć z tego, jak wygląda moja pacha i co dzieje się z moim ciałem, kiedy się je ściśnie, tak jakby to było coś dziwnego. Jest to irytujące i męczące, ponieważ, jak by na to nie patrzeć, wiąże się z zastrzeżeniami do wyglądu mojego ciała – choćby osoba wytykająca mi niedopasowanie stanika miała na myśli wyłącznie stanik, a nie ciało, oraz nie chciała mi zrobić najmniejszej przykrości. Żaden stanik jednak nie zmieni mojego wyglądu w tym miejscu, bo ja po prostu tak wyglądam. Osoba komentująca zdjęcie modelki Samanty nie miała złych intencji, jedynie brakowało jej wiedzy – jako punkt odniesienia służyło jej zapewne własne ciało oraz zdjęcia innych, przeważnie szczupłych i/lub wyretuszowanych ciał. Mam w związku z tym apel do wszystkich stanikomaniaczek i innych osób, które czytają ten tekst – bądźcie otwarte na wiedzę o tym, że nasze ciała są różne i że to, w jaki sposób układa się Wasze ciało nie oznacza, że tak samo będzie u innych. 

 

Biustonosz to nie bielizna wyszczuplająca

Część entuzjastek dobrej bielizny w moim odczuciu zapomina, iż bielizna modelująca (zwana też korygującą, którego to terminu nie lubię – bo korygowanie to poprawianie błędów, a żadne ciało nie jest błędem) to tylko jeden z typów tejże i że obowiązkiem bielizny zwykłej nie jest urabianie całego ciała w pożądaną formę. Nie będę się tu zajmowała tematem shapewear‘u, zaznaczę tylko, że zwykła bielizna, jak biustonosz i majtki, to jednak innego rodzaju produkt, niż obciskające, modelujące body.

 

Galanta_Rosa

Blogerka plus size – Galanta Lala – w komplecie Scarlett marki Anita Rosa Faia. Zdjęcie z recenzji.

 

Nawiązując do początku tego tekstu – mam wrażenie, że część bieliźnianych koneserek marzy o tym, by właściwie dobrany biustonosz przeniósł je do magicznego, lepszego świata ludzi szczupłych. Rozumiem to – podniesienie i zebranie biustu pozwala do tej wizji się zbliżyć, każda z nas lubi być uważana za atrakcyjną, a powszechnie uznawany model atrakcyjności jest taki, jaki jest – ale nie wymagajmy od staników niemożliwego. Biustonosz nie służy do wyszczuplania, a w brafittingu nie o to chodzi, by nasz tłuszcz magicznie zniknął. Dobry stanik to nie liposukcja. W dopasowywaniu odpowiedniego rozmiaru i wygarnianiu piersi do miseczek nie chodzi o to, by znalazła się w nich cała okoliczna tkanka tłuszczowa, a reszta ciała pozostała szczupła i gładka. Jest to niemożliwe – i tu mój mały apel do brafitterek, nie twórzcie i nie wzmacniajcie u Waszych klientek tego rodzaju złudzeń. Zostałam kiedyś poddana takiej przesadnej próbie wgarnięcia całej górnej połowy ciała do za dużych misek i wierzcie mi, nie było mi z tym dobrze ani fizycznie, ani psychicznie. Dziś nazwałabym to tłuszczofobią i ciałonegatywizmem.

Bielizna to coś, co ma mi pozwalać cieszyć się swoim wyglądem, a nie wracać do starych, mrocznych czasów wciskania się w rzeczy niedopasowane do mojego ciała. Teraz mamy wybór – korzystajmy z niego. 

 

Pacha_plus_02_b1

Moja tłusta pacha pozdrawia Wasze pachy i życzy miłej wiosny. Pachy w górę! 😉

 

Może ci się spodobać