WRecenzje

A ja się nie boję Minimizera!

Minimizer – horror stanikomaniaczki… Cóż to jest i dlaczego budzi przerażenie? Przed pojawieniem się porządnego wyboru rozmiarów w sklepach byłyśmy długo przekonywane przez firmy, że większy biust nadaje się tylko do zmniejszenia – jeśli nie realnego, to przynajmniej optycznego. Co to oznacza w praktyce? Żaden stanik nie zmniejszy nam piersi, może tylko sprawić, że uzyskają inny kształt, mniej wystający ku przodowi. Ponieważ jednak tkanka biustu musi gdzieś się podziać, minimizer, spłaszczając biust od przodu, jednocześnie spycha go na boki. O ile dzięki temu czasem łatwiej nam dopiąć się w koszulowej bluzce, o tyle wygląd sylwetki niekoniecznie na tym zyskuje. Przymierzałam minimizery w M&S (nawiasem mówiąc, ta brytyjska sieciówka wycofuje się z Polski – szkoda, jednak nie będę szaleńczo tęsknić, zważywszy stanowczo zbyt powolny rozwój jej bra-oferty w naszym kraju) i efekt dał się świetnie opisać słowami: frontalne zderzenie ze ścianą… Wyglądałam groteskowo, górna część mojego ciała była rozpłaszczona i jednocześnie poszerzona.

Do mimimizerów uprzedziłam się trwale i długo miałam ten typ bielizny w pogardzie, aż do niedawna. Najpierw doceniłam niezwykle wygodne staniki firmy Change, które w dwóch pasujących na mnie krojach – full cup i full shaper – nie eksponują zbytnio biustu, a nawet nieco go spłaszczają. Ten drugi nawet opisywany jest jako dający efekt pomniejszenia (dobrze, że nie znałam tego opisu przed testowaniem ;-). I co się okazało – bardzo daleko owemu pomniejszaczowi do marksowskich spłaszczaczy, kształt biustu jest jak najbardziej do zaakceptowania, a komfort – nie do pobicia.

Mimo to z nieufnością spoglądałam na wypuszczony zeszłej wiosny przez Avę model 1209 Minimizer. Zniechęcała po pierwsze nazwa kojarząca się z tamtymi nieudanymi modelami robiącymi mi z biustu naleśniki, po drugie – krój miseczek z jednym skośnym szwem, charakterystyczny dla tego typu staników. Dałam się jednak namówić firmie na przymiarkę. I nastąpiło przyjemne zaskoczenie. Poniżej geneza naszej przyjaźni 😉

Ava – Fern 1209 Minimizer, rozmiar: 80G, kolor: beżowy [Rozmiary: 65 E-J, 70 D-J, 75 B-I, 80 B-H, 85 B-G, 90 B-F, 95 B-E, 100 B-D, cena w Kontri.pl: 87,22 zł lub 98,54 zł w zależności od rozmiaru; biustonosz został mi dostarczony przez producenta]. Dostępny jest także kolor czarny.

 

Estetyka

Fern nie jest biustonoszem brzydkim, ale też nie oszołamia designem… To ewidentny nudziarz, praktyczny, raczej nie przyciągający wzroku. Zresztą pewnie już wiecie, jaki mam stosunek do beży, dlatego nie zaskoczy Was brak entuzjazmu dla urody Ferna.

Ten beż jednak, oprócz zasadniczej wady bycia beżem, ma też zalety. Jest to jasny, dość chłodny beż, zbliżony odcieniem do mojej skóry, co nie jest bynajmniej regułą wśród cielistych staników. Jak wiadomo, nasza skóra ma setki odcieni nawet w ramach tej samej rasy kaukaskiej, która i tak jest preferowana w światowej produkcji cielistej bielizny… (o tym, jak się prowadzi firmę specjalizującą się w najróżniejszych odcieniach cielistości, przeczytacie w bardzo ciekawym wywiadzie Misek Dwóch 🙂 ). Ten odcień akurat komponuje się z moim ciałem całkiem nieźle. Jak zwykle, miałam problem z oddaniem go na zdjęciach, zwłaszcza w listopadowym oświetleniu, a raczej jego braku 🙁

Podoba mi się lekko połyskująca dzianina z żakardowym wzorkiem, z której zrobiony jest cały przód stanika. Jest gładka i nie odznacza się pod ubraniem. Ładne są również „pikowane” ramiączka wykończone pętelkami.

Jeśli chodzi o biżuterię – już mi się, prawdę mówiąc, opatrzyła ta charakterystyczna Avowska błyskotka. Wolałabym jakąś perełkę, albo w ogóle brak wisiorka na mostku, moim zdaniem Fern spokojnie obszedłby się bez niego.

Do czego jeszcze można się tu przyczepić? Wykończenie górnej krawędzi miseczek jest trochę toporne. Jest to przyszyta potrójnym zygzakiem ozdobna gumka, która szczęśliwie jednak nie wcina mi się w biust. Kojarzy się trochę z rękodziełem i w sumie ma swój urok, ale zwolenniczkom koronkowych subtelności może się nie spodobać.

Zapięcie jest niezłej jakości, nie odkształca się, ale trochę się „męczy” w okolicy haftek, mimo że wcale nie jest mi w Fernie ciasno.

Dopasowanie

Z jednej strony cieszę się, że rozmiar 80G po raz kolejny okazał się dla mnie idealny w miękkim modelu Avy, bo znaczy to, że do końca rozmiarówki został mi jeszcze jeden rozmiar – 80H (rozmiar, który uznałam pewien czas temu za mój wyjściowy rozmiar w firmach kontynentalnych europejskich). Z drugiej strony – wciąż nie jest to rozmiar zgodny z tabelką rozmiarów, według której powinna pasować mi dopiero o dwa oczka większa miseczka.

Z trzeciej strony – już się nauczyłam, jaki jest mój rozmiar w Avie i nie byłam zaskoczona, był to dla mnie rozmiar przewidywalny. Dlatego stawiam w końcu czwórkę… Pamiętajcie jednak, jeśli nie miałyście jeszcze doświadczenia z bielizną tej marki – nie kierujcie się zbytnio tym, co nosicie w innych firmach i nastawcie się na przymierzenie kilku sąsiednich rozmiarów, zanim wybierzecie ten właściwy.

Kształt

Wbrew nazwie, Fern Minimizer nie spłaszcza biustu istotnie bardziej niż przeciętna miękka balkonetka czy full-cup. Może tylko należy do tych mniej eksponujących… Dobrze podnosi biust, zbiera przeciętnie, a piersi mają w nim naturalny okrągły kształt. Miseczki są – uwaga – elastyczne, lekko, ale w całości, co wyjaśnia, dlaczego poczułam się w nim „jak w Change’u” 🙂 Oczywiście amatorki kuszących dolinek w dekoltach nie mają tu czego szukać – ten model w żadnym razie nie przybliża piersi do siebie. Pewnie to jedna z przyczyn, dla których jest mi w nim tak wygodnie, ponieważ mój biust naturalnie „patrzy na boki”.

Widać wyraźnie asymetrię. Miseczka na lewej piersi (większej) delikatnie się marszczy, ale pod ubraniem nie jest to widoczne.

Tym razem specjalnie założyłam „brafitterski” podkoszulek (nawiasem mówiąc, z wspomnianego wcześniej M&S) aby możliwie najdokładniej pokazać formę biustu. Fern robi z biustu sympatyczne, łagodne kulki, nie rozpłaszczone naleśniki. Jednocześnie na tym przykładzie widzimy, że pod ciemnym, ale dotatecznie cienkim i przylegającym ubraniem nawet cielisty stanik może rzucać się w oczy…

Konstrukcja i podtrzymanie

Być może jedną z przyczyn, dla których Fern nie daje efektu rozsmarowania biustu po klatce piersiowej wbrew typowo minimizerowemu krojowi, są wszyte po bokach panele z pianki. Nie miałam jeszcze nigdy stanika z takim rozwiązaniem. Najwyraźniej – to działa. Nie mam zastrzeżeń do konstrukcji, skoro się sprawdza, trzyma i nadaje przyjemny kształt. Fiszbin nie odczuwam jako zbyt wąskich, choć są węższe niż w przeciętnym staniku produkcji UK.

Jeśli chodzi o podtrzymanie – z uwagi na elastyczność misek nie czuję się w Fernie jak w pancerniku, ale jest to zupełnie dobrze trzymający model. Nie mam uczucia skaczącego biustu. Świetna jest tylna dzianina – mocna i dobrze pracująca.

Wygoda

Minimizer to wygodniczek. Zawdzięcza to zapewne elastycznym miseczkom, które nie posługują się przemocą, lecz łagodną perswazją 😉 Co ciekawe, nie mam w nim problemów z usztywnieniami bocznymi, które w polskich stanikach często uwierają mnie dolnymi końcówkami. Pewnie dzięki temu, że w trakcie noszenia odstają od ciała, co zresztą wygląda trochę dziwacznie (da się zauważyć m.in. na fotce nabiustnej od frontu). Nic nie ciśnie ani nie kłuje.

Do kompletu – figi z wysokim stanem (XL)

Do wyboru mamy figi zwykłe, stringi oraz figi z wysokim stanem. Wybrałam te drugie i okazały się nawet o kilka centymetrów za wysokie. Są dosyć… nudne 🙂 Może gdyby były nieco wyżej wycięte przy nogawkach, wyglądałyby trochę ciekawiej, bo sylwetka prezentuje się w nich raczej beczułkowato. Poza tym są to porządne i wygodne majty, można było tylko bardziej popracować nad ich designem.

Galeria

Więcej szczegółów 🙂 A także zdjęć nabiustnych.

Podsumowanie

Nie taki minimizer straszny – jak widać, ani sugerująca spłaszczactwo konstrukcja, ani elastyczne miseczki nie muszą oznaczać Zua 🙂 Avowy minimizer jest po prostu niezłym codziennym stanikiem, który nie eksponuje ani nie podkreśla biustu, ale też i nie wpycha go pod pachy. Do noszenia.

Ciekawa jestem, czy udało mi się przekonać Was do spróbowania czasem modeli, które niekoniecznie robią „mocno w górę i do środka” (tu odpowiedni chwyt rękoma za biust ;-).

Co prawda nasz bohater moim zdaniem, wbrew nazwie, nie zmniejsza biustu, ale przy okazji zadam Wam jeszcze jedno pytanie: czy optyczne pomniejszenie biustu uważacie czasem za przydatny efekt, czy też zdecydowanie go nie lubicie?

Uwaga, promocja!

Na hasło STANIKOMANIA dostaniecie -10% zniżki na Minimizer w sklepie Kontri.pl. Kod ważny krótko, bo tylko do 17.11 – korzystajcie! 🙂

Może ci się spodobać