WRynek i moda

Marks&Spencer daje radę… szkoda, że nie wszędzie tak samo.

Tu dojrzała klasyka, tam młodzieżowe kolory i wzory – M&S stara się trafiać w potrzeby wszystkich.

Drogie mieszkanki i bywalczynie Zjednoczonego Królestwa – obawiam się, że nie znajdziecie w tym tekście żadnych rewelacji. Ponieważ jednak jeszcze nie wszystkie (chyba? 🙂 Polki zdążyły już odwiedzić „kraj staników”, postanowiłam podzielić się doznanym tam szokiem kulturowym 🙂 Już bowiem  kilkugodzinny spacer po jednym z większych angielskich miast (na więcej, niestety, nie starczyło mi czasu w ciągu mej brytyjskiej wycieczki, na którą zaprosiła mnie firma Panache) pozwolił mi zorientować się, jak dalece brytyjski bra-rynek różni się od polskiego.

Marks&Spencer – tę sieć wielobranżowych sklepów dobrze znają mieszkanki kilku wielkich miast Polski. W UK zapewne zna ją każde dziecko, albowiem Marksów jest tam ponad 700 (w Polsce – 16, z czego 6 w Warszawie). Wszyscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii mają też dostęp do całości oferty online, a wraz z nimi – mieszkańcy większości UE oraz sporego kawałka reszy świata. Kambodża? Oczywiście. Bośnia i Hercegowina? No problem. Żeby jednak M&S dostarczył coś na polski adres, zamówienie musi zostać złożone… stacjonarnie, w jednym z brytyjskich sklepów. Czemu w ogóle wspominam o zakupach online – skoro we własnym mieście stacjonarek mam kilka do wyboru? Rzecz jasna, z powodu istotnych różnic w asortymencie między Marksem PL a Marksem UK.

Misja: Sheffield, Fargate

W Sheffield, mieście o liczbie mieszkańców ponadtrzykrotnie mniejszej od Warszawy, stacjonarnych Marksów jest 5, z czego tylko 3 prowadzą odzież i bieliznę. Trafiłam do sklepu położonego w centrum miasta, od którego dzieliło mnie tylko kilka minut spaceru z hotelu. Otwarty od 8 rano! Z żalem pominęłam bardzo rozbudowany dział spożywczy, przespacerowałam się szybkim krokiem po odzieżowym i ruszyłam do stanikowego raju, czyli działu bieliźnianego.

Nie da się ukryć, że w tradycyjnym zakresie A-D wybór był znacznie większy. Było to łatwe do sprawdzenia, ponieważ na każdym wieszaku (podobnie jak w polskich M&S-ach) znajduje się informacja o zakresie rozmiarów danego modelu. A-D, B-D czy A-E – te miały wyraźną przewagę. Co jednak nie zmienia faktu, że w moim rozmiarze 36G mogłam nabyć przynajmniej kilkanaście, a może nawet dwadzieścia kilka modeli staników, prosto z wieszaka, zarówno w kolorach bazowych, jak i jaskrawych sezonówkach (w sklepie online zaś wyszukiwarka daje liczbę… 76!). Nie zapuszczałam się zresztą zbytnio w bazówkę – gdybym miała więcej czasu, pewnie znalazłabym i pokazała Wam więcej.

Kupiłam tylko dwa – jeden miękki i jeden usztywniany. (Uwaga na marginesie: w M&S nie ma rozmiaru FF, jednak Marksowe 36G z reguły pasuje na mój biust).

(Przepraszam Was za jakość fotek – wszystkie zostały zrobione komórką, ponieważ nie miałam pewności, jak zareagowałby personel na dziwną Polkę biegającą między półkami z aparatem 🙂 Uwaga: wszystkie fotki przedstawiają modele D+!)

M&S Sheffield, Fargate. Obfitość miękkich balkonetek D+. Z lewej – bazowe dwupaki.

Nie brakowało też żywo ubarwionych plandży w zakresach DD-GG.

Mięta i malina. M&S Woman i Per Una. Ten miętowy przymierzałam – niestety dziobował.

 


Klasyczna (ślubna?) elegancja spod znaku Autograph. To moja ulubiona marka M&S, obok Per Uny.

Miękkusy i sztywniaczki D+ w kilkunastofuntowych cenach. Nasze znajome marki mają się czego bać…

Dwupaki, dwupaki… Proste, codzienne, niedrogie, 8 funtów za stanik. Nie do pobicia.

W przymierzalni. Buraczkowe palmy po lewej kupiłam i nie żałuję. Beżowej koronki na miętowym spodzie niestety nie – miałam w niej „smutny” biust.

W przymierzalni. Pośrodku miękki plunge, który leżał na mnie doskonale. Gdyby nie białe tło nadruku, kupiłabym go bez wahania. Choć w sumie i tak żałuję, że tego nie zrobiłam.

Po lewej – niezrealizowane marzenie. Nie kupiłam tego biustonosza, ponieważ pechowo mój rozmiar był jedynym, jakiego brakowało. Oczywiście zaproponowano mi wysyłkę właściwego rozmiaru do domu, a mnie, głupiej, nie przyszło do głowy spytać o wysyłkę międzynarodową, która z UK jest możliwa. Po prawej – mój drugi zakup 🙂

 

Z cyklu „różnice kulturowe” – takie oto urządzenie znajduje się w każdej przymierzalni.

Jeśli chodzi o rozmiary obwodów, zaczynają się one w Marksie od 30, choć nie we wszystkich modelach – użytkowniczka 30G także coś by dla siebie znalazła, jednak znacznie mniej niż ja (online – 10 modeli). Gorzej niestety z G-plusami – widziałam tylko kilka modeli i to głównie bazowych full-cupów do miseczki H, a większych wcale – nieliczne H-plusy są dostępne online.

Mimo powyższych ograniczeń – zaczynam rozumieć już, w jakiej sytuacji działają brytyjskie firmy D+. W sytuacji poważnej konkurencji ze strony potężnych, ogólnokrajowych sieci. Kolejną z nich jest Debenhams – sieć domów towarowych z własną marką D-plusową. Tu jednak znane nam firmy mogą już uszczknąć kawałka tortu – można je bowiem znaleźć na Debenhamsowskich wieszakach.

Debenhams nie taki Gorgeous

Co prawda rzecz głównie o Marksie i Spencerze, ale trudno mi pominąć mój drugi stanikowy zwiad. Najbliższa centrum placówka sieci domów towarowych Debenhams była niestety mała, ciasna i wyglądała, jakby czasy świetności miała już dawno za sobą. Być może dlatego znalazłam tam tylko kilka sztuk macierzystej marki Debenhams Gorgeous w moim rozmiarze, które jednak skwapliwie przymierzyłam (online wybór jest jednak olbrzymi – 96 produktów w moim rozmiarze!). Wyglądały sympatycznie, leżały nieźle, jakość jednak miały słabszą, zarówno w porównaniu z Marksami, jak i Freyą z wieszaka obok. Gorsze materiały, mniej staranne szycie, mimo że niektóre wzory całkiem efektowne. Z Evedenu i z Panache wisiało tam trochę bazówki, trochę sezonówki i trochę przecen – niestety! w moim rozmiarze nic ciekawego w przecenach nie było.

Po lewej – ten model musiał przyciągnąć mój wzrok. Mojego rozmiaru jednak już nie było – i nie szkodzi, bo w przymierzalni dostrzegłam jego wady (niestaranne szycie, słabej jakości zapięcie, ogólna tandetność). Po prawej – miękkusy do H w obniżonej cenie.

Po lewej – sztywniaczek do H, po prawej – strapless do G, oba marki Debenhams Gorgeous.

Ta miękka półprzejrzysta balkonetka najbardziej mi się podobała spośród „Gorgeousów”, brakowało jej jednak kokardki na mostku, a przeceniona była tylko o 30%. Nie zdecydowałam się.

Tak czy owak – wybór rozmiarów w Debenhamsie spokojnie pozwalał na przeprowadzenie dobrego bra-fittingu, choć do G wybór był wyraźnie większy (zwłaszcza w marce własnej). Nie przetestowałam jednak kompetencji obsługi, ponieważ, po pierwsze, trzeba było jeszcze zdążyć na samolot, a po drugie – obsługa nie sprawiała wrażenia zainteresowanej klientem. W przeciwieństwie do M&S, gdzie zapytano mnie dwukrotnie, czy nie potrzebuję pomocy w doborze rozmiaru. Że już nie wspomnę o guziczkach w przymierzalniach, służących do wzywania w razie potrzeby tych superuprzejmych istot, jakimi są sprzedawczynie w Marks&Spencer wersja UK. Zapewne jednak nie był to najlepszy Debenhams w kraju.

Po lewej – poznajemy. Po prawej – reklama usługi, z której nie skorzystałam.

Wracając zaś do marki własnej Debenhamsa – nie zrobiła ona na mnie piorunującego wrażenia. Lepsze wrażenie robi za to wybór rozmiarów – w G-plusach w tej konkretnej stacjonarce był słaby, online jednak wypada lepiej od Marksowskiego i to nie tylko ze względu na Freye, Panache, Curvy Kate itp. Samych Debenhams Gorgeous w rozmiarze 34J jest 14 modeli (w M&S – jeden smutny bezfiszbinowiec).

Przypomnę, że obie sieci, o których mowa, obecne są praktycznie w każdym mieście w kraju, obie też mają obszerną ofertę online. A u nas? No cóż, warunki są trochę inne.

Warszawskie peregrynacje

Jakoś około początku roku gruchnęła wieść, że w polskich Marksach coś się rusza. Ucieszyłam się niezmiernie i przy najbliższym pobycie w warszawskim CH Arkadia wpadłam do Marksa. I tadaam! Znalazłam tam całe dwa modele w moim rozmiarze, pierwszy raz od ładnych paru lat (kilka lat temu bowiem udało mi się przymierzyć jakąś miękką balkonetkę, jedyną na cały sklep, która leżała katastrofalnie). Rewelacją podzieliłam się z Wami na fejsie. Lepiej było w sektorze małobiuściastym – obwody 30 w mniejszych miseczkach spokojnie do dostania.

W końcu zdecydowałam się nabyć beżowego, jedwabiem krytego, modelowanego termicznie sztywniaczka marki Autograph – jest to mój pierwszy biustonosz marki M&S w prawidłowym rozmiarze kupiony w Polsce! Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością tego plandżyka z vintage’owej serii Rosie – świetne materiały (40% jedwabiu), staranne wykończenie i dobry kształt biustu. Zwłaszcza ten ostatni walor zachęcił mnie do zakupu. Moim marzeniem był ten sam model, ale w czerwieni – niestety znalazłam go tylko w wersji A-E.

Pierwszy Marks po latach: z wieszaka w CH Arkadia na moją kanapę (a następnie na biust 😉

Potem odwiedziłam jeszcze kilka innych Marksów – w Złotych Tarasach oraz Blue City, i w tym pierwszym (bo w drugim nie było nic) znalazłam już kilka modeli D-plusów, w tym tak niesłychane rozmiary, jak 32GG 😉  W moim 36G jednak znalazłam niewiele więcej niż w Arkadii. Były też bazowe full-cupy do miseczki H. W niektórych modelach, oznaczonych jako D-plus, wybór kończył się na… E.

M&S Złote Tarasy. 32GG – „kosmiczny” jak na M&S Polska rozmiar. Przymierzałam ten model w swoim 36G – niestety, słabo zbierał mi biust.

 

M&S Złote Tarasy – full-cup z lewej szyty jest do miseczki GG, a ten z prawej – do H. Przymierzałam ten pierwszy – mimo że na wieszaku nie zachwyca, leżał zupełnie nieźle. Te do H były jeszcze w kolorze cielistym.

M&S Złote Tarasy. Biustonosze ze znakomitej serii Rosie – niby DD-G, ale w mocno ograniczonym wyborze. Może już przebrane?

M&S Złote Tarasy. Z prawej plandż w dwupaku (ale, jak widać, kolory tylko bazowe); kosztował 139 zł – znacznie więcej niż podobne w Anglii (16 funtów to ok. 80 zł!)

Po powrocie z Anglii, pamiętając jeszcze Wasze zachęty, by sprawdzić jeszcze jednego Marksa – tego w Centrum, udałam się do Sawy na Marszałkowskiej (w Warszawie), by tam powypatrywać modeli choćby DD-G. To największy sklep tej sieci w Warszawie, piętrowy i najlepiej moim zdaniem zaopatrzony. I jakież było moje zdziwienie, gdy oprócz już znanego mi beżaka i czarnego ustywnianego bezdrutowca, na wieszakach znalazłam jeden z modeli, które miesiąc wcześniej przywiozłam z Anglii! Oprócz tego w DD-G znalazłam jeszcze usztywnianą halfo-balkonetkę, widzianą w Sheffield, trochę plandży „nawet” w miseczkach GG i bazowe miękkie full-cupy.

Obydwa D-plusy spotkałam w Sheffield, a tego sztywniaczka po prawej nawet kupiłam. Wygląda może trochę nietypowo, ale jest doskonały – recenzja w planach.

Plandżyk do miseczki GG – nie tylko na obrazku, ale i na wieszaku. Szkoda, że całkiem nie w moim guście.

Niestety Sawa mi strasznie nie po drodze i bywam tam wyjątkowo rzadko – obiecałam sobie jednak częściej wpadać tam choćby w celach poznawczych.

Dobry kierunek

Trochę skromnie – powiecie – w porównaniu z brytyjskim wyborem. Ano, skromnie. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, że oto po raz pierwszy w Polsce w sieci sklepów, obecnej w dużych centrach handlowych, pojawiają się D-plusy. Nie liczę bowiem tych paru marnych koronkowców do GG sprzed lat, które zniknęły równie szybko, jak się pojawiły, ani jednego czy dwóch minimizerów w miseczkach do F. Te D-plusy wiszą na wieszakach, dostępne dla każdej sklepowej spacerowiczki, gotowe do bezstresowego przymierzania (choć polskie przymierzalnie pozbawione są guziczków). Spełnia się zatem moje marzenie sprzed lat – żebym, wchodząc do samoobsługowego sklepu z ciuchami i bielizną, znalazła na wieszakach cokolwiek na swój biust. Ideałem jest, oczywiście, by mój wybór był identnyczny z tym, który mają koleżanki mieszczące się w zakresie A-D.

Można więc chyba ostrożnie obwieszczać, że polski Marks&Spencer zaczyna się budzić z letargu, wpadł bowiem wreszcie na prosty pomysł, by kilka spośród dziesiątków produkowanych przez siebie modeli D-plusowych udostępnić polskim klientkom i zobaczyć, co z tego wyniknie. Osobiście bardzo temu pomysłowi kibicuję i mam nadzieję, że to trwała tendencja. Dlaczego? Czy nie wystarczą mi polskie bra-sklepy? Czy nie lepiej, by stanikowe uświadamianie odbywało się w mniejszych, wyspecjalizowanych sklepach, z wyszkoloną obsługą?

I tak, i nie. Są osoby, które nigdy z własnej inicjatywy się w takim sklepie nie pojawią – wolą wejść do dużego, anonimowego samoobsługowca. Takie, które nie lubią interakcji ze sprzedawcami, albo zraziły się do mniejszych sklepów – bo trafiały dotąd tylko do tych słabo zaopatrzonych i z niefachową obsługą. Są i takie, które zakupy robią prawie wyłącznie w centrach handlowych. Wreszcie, są takie, które już dobrały sobie rozmiar i wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi – i chcą po prostu wejść, zgarnąć z wieszaka 5 modeli, przymierzyć i kupić, bez dyskusji, bez kolejki do przymierzalni… Przy okazji, gdy wybiorą się po bluzkę czy sukienkę. Chciałabym, by rozmiary D+ stały się po prostu normalną częścią sklepowego krajobrazu. Niech każda z nas ma wybór – specjalistyczny sklep z bielizną oferujący bra-fitting, albo dom towarowy i możliwość samodzielnego buszowania między wieszakami.

Tworzyć popyt

Jeśli chodzi o jakość – większość biustonoszy M&S, z jakimi miałam do czynienia ostatnio, czy to przymierzając je i kupując w Anglii, czy w Warszawie, była dobrze skonstruowana i bardzo przyzwoitej jakości. W sheffieldzkiej przymierzalni byłam niezadowolona tylko z jednego biustonosza – w ślicznym miętowym modelu z beżową koronką biust nieładnie wisiał. Inny trochę stożkował, ale do przyjęcia. Reszta – bez zarzutu. Ceny w Polsce nie są niskie – okolice 120-130 zł – ale plasują się w dolnych rejonach, jeśli chodzi o ceny DD-plusów w naszym kraju.

Zachęcam więc te z Was, które mają blisko do polskich Marksów, a zwłaszcza do Sawy, do zajrzenia tam – a nuż w Waszym rozmiarze znajdziecie coś ciekawego. Niektóre z Was być może już znalazły. Ja na pewno będę systematycznie do Marksa wracać – może w końcu znajdę odpowiednik tego plunge’a, którego nie kupiłam w Sheffield, albo coś pokrytego czerwoną satyną? 🙂 A może jakieś codzienne, wygodne modele? Rzecz jasna, by firma zdecydowała się poszerzać dostępną w Polsce ofertę, musi dojść do wniosku, że jest na nią popyt. Warto więc ów popyt tworzyć – o ile towar na to zasługuje. Czy zasługuje? Moim zdaniem tak. A Waszym?

 

Może ci się spodobać