WCiałopozytywność

Nie przepraszam za biust

Bardzo fajną i ważną częścią prowadzenia Stanikomanii jest dla mnie odpowiadanie na Wasze pytania. Najczęściej pytacie o to, jak dobrać biustonosz – rozmiar, krój, model, albo gdzie kupić stanik w określonym rozmiarze i odpowiadający Waszym potrzebom. Cieszę się, że pytacie – bo to znaczy, że szukacie i wymagacie dla siebie dobrych i pięknych rzeczy. A Stanikomania jest po to, by pomóc Wam to znaleźć.

Jedna rzecz czasem mnie uderza w pytaniach i komentarzach – pojawia się ona w momencie, gdy rozmowa zahacza o temat ciała. Wtedy okazuje się, jak przedziwny mamy do niego stosunek.

Wiecznie niezadowolone

Jakiej bielizny potrzebujemy dla naszych piersi? Takiej, która będzie na nie pasowała. Potrzebujemy danych, jak wymiary, a czasem też kształty, jędrność, obwisłość, symetria lub asymetria. W brafittingu to istotne informacje. Inny biustonosz będzie lepszy dla biustu dużego i ciężkiego, inny dla drobnego i lekkiego. Inaczej będą się układać staniki na piersiach wydłużonych i wąskich, inaczej na stożkowatych czy kulistych, i tak dalej. Różnic jest mnóstwo – pamiętajcie, nie ma dwóch identycznych biustów! Mimo że produkuje się masę identycznych staników 😉

Ale czasem, oprócz neutralnych cech, jak obwody, forma – w tym, co mówicie o swoich piersiach, pojawiają się oceny. Na przykład: mój biust jest brzydki, wstydzę się go, muszę coś z nim zrobić, żeby dobrze wyglądał, nie mogę na niego patrzeć, nie wiem jaki stanik dobrać, żeby wyglądał inaczej niż wygląda, nie cierpię swoich piersi. Takie stwierdzenia czasem mnie dziwią (np. gdy określenie „za duży biust” pojawia się przy obiektywnie niedużych wymiarach, itp.), a zawsze trochę smucą. Jestem jednak daleka od potępiania kogokolwiek za te emocje, bo bardzo dobrze je rozumiem. Wszystkie wiemy, czym karmią nas media i że przekaz ten jest daleki od wizualnej i dotykalnej realności naszych ciał. Jeśli chcecie radykalnie poszerzyć Wasze horyzonty wiedzy o tym, jak wyglądamy naprawdę i bez fotoszopa, zapraszam Was serdecznie do wpisu o ciałopozytywnych stronach, które przedstawiają prawdę bez cenzury (słowo, to potrafi zrobić rewolucję w głowie!). 

Mówiąc o swoim ciele, odruchowo wpadamy w krytycyzm. Negatywne epitety wkradają się czasem subtelnie w neutralną z pozoru treść, np. „potrzebuję dobrze zbierającego stanika, bo moje piersi tak okropnie rozchodzą się na boki”,  „szukam biustonosza, który poradziłby sobie z tym moim nieszczęsnym wielkim biustem”. Nawiasem mówiąc – najczęściej, by rozwiązać takie problemy, wcale nie trzeba żadnych bardzo specjalistycznych, wyjątkowych rozwiązań, wystarczy dobry rozmiar i zadowalająca jakość bielizny. Bo i „problemy” te są naprawdę powszechne – przeciętne ciało naprawdę nie przypomina fotki z katalogu, a dobra bielizna jest dla prawdziwych ciał, nie wymyślonych fantazji. 

Wina i usprawiedliwienie

Pospolity negatywizm rozpoznajemy bez trudu, wiemy, skąd się bierze. Jest jednak jeszcze drugi, bardziej subtelny nurt, który trudniej dostrzec. 

Chodzi o wyjaśnienia i usprawiedliwienia. Zaczyna się od niewinnego „mój już nienajlepszej kondycji, 40-letni biust”, „moje obwisłe przez brak dobrego stanika piersi”. Nasze ciała nas permanentnie rozczarowują, czujemy, że nie przystają do jakiegoś wzorca – szukamy więc przyczyny tego stanu rzeczy. No bo jakże to, mieć obwisły, mało jędrny biust? Przecież mamy obowiązek wyglądać jak modelka z reklamy ze sterczącymi kulkami, bo tak właśnie wygląda wzorcowa kobieta. Tylko dlaczego to nam się jakoś nie udaje? No przecież nie dlatego, że do reklamy wybrano najbardziej sterczący biust w agencji modelek, a potem jeszcze poprawiono obróbką graficzną? [sarkazm]. Przyczyna na pewno jest po naszej stronie – i albo jest od nas niezależna, jak upływ czasu, albo to my same zgotowałyśmy sobie taki los! 

Przez to szukanie „winnych” po złej stronie udajemy się w rejony mitów, miejskich legend i obiegowych nieprawd, czasem też szukamy nieadekwatnych środków zaradczych. Dlaczego mam taki biust, jaki mam, zupełnie nie taki, jak modelka z reklamy? Jeśli jest obwisły, to pewnie dlatego, że karmiłam dzieci. A jeśli nie karmiłam, to dlatego, że jestem mutantem i w wieku 20 lat mam biust 50-latki, która jest stara i wszystko jej wisi. A jeśli mam 50 lat, to cóż, pewnie nie dbałam o niego w młodości, nie wcierałam kremów ani nie robiłam ćwiczeń na biust. I tak dalej, i tak dalej.

Tymczasem większość cech twojego biustu, które odróżniają go od biustu reklamowego – czyli np. obwisłość, kształt daleki od okrągłego, rozstawienie na klatce piersiowej – może nie mieć w ogóle żadnej „przyczyny”, oprócz faktu, że jesteś żywym homo sapiensem i że dostałaś w spadku przeciętne ludzkie geny, które nie warunkują sterczących kulek na klatce piersiowej.

Jeszcze raz odsyłam Was do stron z prawdziwymi ciałami – przyjrzyjcie się i powiedzcie, ile z pokazanych tam piersi jest podobnych do tych z katalogów? 

Normal Breasts Gallery – galeria zwykłych biustów – część strony 007breasts

 

Bohaterki cielesnych zmagań

Ostatnio, odkąd nurt ciałopozytywności stał się tak jakby modny i wszędzie mówi się i pisze o akceptowaniu ciała, często spotykam się z wyjaśnianiem i usprawiedliwianiem wyglądu ciała różnymi życiowymi doświadczeniami. Nie potrafimy zaakceptować swojego wyglądu takim, jaki on jest, bez podania przyczyny, dlaczego jest taki, jaki jest i dlaczego podejmujemy tę wielce niepopularną, trudną decyzję, by go wreszcie zaakceptować. Czujemy potrzebę, by tę decyzję jakoś uzasadnić (ciało „zasłużyło”, a nasze rozstępy na biuście i brzuchu to coś jak prążki dzielnej tygrysicy!), co oczywiście pomaga nam w jej podjęciu. I dobrze, że pomaga. Tylko, że ten tok myślenia w konsekwencji może prowadzić całkiem nie w to miejsce, w którym chciałabyś się znaleźć. 

Owszem, czasem wyglądamy tak, jak wyglądamy, między innymi z jakiegoś powodu: bo jesteśmy starsze albo młodsze, bo rodziłyśmy, chorowałyśmy, odchudzałyśmy się i tak dalej. Statystycznie, ciało starszej kobiety różni się od ciała kobiety młodej, ciało kobiety po ciąży – od ciała kobiety, która nigdy w ciąży nie była. Ten powód jednak czasem jest inny, niż nam się zdaje. Na przykład, wbrew obiegowej opinii, obwisły biust nie oznacza, że karmiło się piersią. Nawet w przypadku kobiety, która urodziła dziecko, obwisanie piersi występuje nie z powodu faktu karmienia, a przebytej ciąży (czego sama dowiedziałam się dopiero niedawno). Dlatego piersi zmieniają się również u kobiet, które rodziły, ale nie karmiły. Dlatego decyzja o niekarmieniu piersią nie musi wcale „uchronić” nas przed zmianami wyglądu piersi.

Przede wszystkim jednak – wiszący biust może nie oznaczać w ogóle niczego. Piersi mogą po prostu mieć wiszącą, podłużną formę, nawet u młodej, nigdy niekarmiącej kobiety. Jak już pisałam w notce o obwisłych biustach – posiadanie lub nie potomstwa nie jest jedyną przyczyną takiego, a nie innego wyglądu twojego biustu. Nie jest nią też nienoszenie odpowiedniego stanika – pewne francuskie badania nawet dowodzą, że nienoszenie biustonosza wpływa na podniesienie biustu… pozytywnie. Nie jest nią stosowanie lub niestosowanie kremów i ćwiczeń, bo w biuście nie ma mięśni, a krem może jedynie nawilżyć skórę. Żebyś nie wiedzieć jak się starała – zmiana wyglądu własnych piersi jest rzeczą wcale niełatwą 🙂 

Nie mów więc, że twoje piersi nie przypominają piersi modelki, bo wykarmiły dzieci. Nie mów, że pokrywają je rozstępy – ale za to możesz pochwalić się potomstwem. Jest mnóstwo kobiet, które nie karmiły (i nie mają dzieci, lub je mają), a mają wiszące piersi z rozstępami. One nie mają pod ręką powodu, by mogły „wybaczyć” swojemu biustowi jego wygląd. I teraz uwaga: wcale go nie potrzebują! Piersi mogą mają prawo wyglądać tak, jak wyglądają bez względu na twoje doświadczenia życiowe czy posiadanie dzieci. Czy to, że twoja koleżanka była w ciąży więcej razy niż ty – czyni jej ciało lepszym?

Jest mnóstwo kobiet, które nie karmiły piersią (i nie mają dzieci, lub je mają), a mają wiszące piersi z rozstępami. One nie mają pod ręką powodu, by mogły „wybaczyć” swojemu biustowi jego wygląd. I wcale go nie potrzebują!

Sięgnę do własnego przykładu. Jestem w piątej dekadzie mojego życia. Mam nadwagę, brzuch i obwisły biust. A propos brzucha – dokładnie ten sam temat, ale w odniesieniu do brzuchów właśnie, poruszyła niedawno Galanta Lala – dzięki czemu uznałam, że i biustom, jako równie mocno skojarzonym z ciążami, się analogiczny tekst należy. Moje piersi nikogo nie wykarmiły, a w brzuchu też nikt nie mieszkał. Nie jestem ani bohaterką ciążowo-macierzyńskich zmagań, ani weteranką diet i odchudzań, ani też nie wyszłam cało z żadnej ciężkiej choroby. Moje ciało jest takie, jakie jest, bez żadnej trudnej czy dramatycznej historii, którą mogłoby opowiedzieć na swoje usprawiedliwienie. 

Na tym zdjęciu nie mam na sobie stanika. Bluzka: polska firma BiuBiu (jeśli masz większy biust i ochotę na stylizację braless, polecam ubrania tzw. probiuściastych fim – np. BiuBiu, Urkye – gdzie rozmiary uwzględniają wielkość biustu, a kroje nadają kształt sylwetce mimo braku „ustrukturyzowania” pod spodem 🙂 ). Biżu: Kruk (nie sponsorował posta).

Daj im wisieć bez walki

W pewnym sensie to chyba dobrze dla tych z nas, które nie mają powszechnie uznanych „cielesnych zasług” na koncie – że nie możemy przypiąć naszym ciałom żadnego orderu. Musimy z marszu dać im prawo do bycia, bez zasługiwania na akceptację. Żadna duma z męczeńskich walk nie przesłania nam prawa ciała do własnej formy. Patrząc na mój biust, nie widzę wspomnień ssącego niemowlęcia – widzę tylko moją własną, ponadczterdziestoletnią pierś, która kiedyś była trochę mniejsza i trochę (tylko trochę) bardziej podniesiona, a teraz jest trochę większa i trochę bardziej wisi. I nie zobaczę już niczego innego. 

Do próby takiego bezwarunkowego spojrzenia namawiam i ciebie, bez względu na to, co przeszło twoje ciało. Twoje piersi nie muszą niczym zasługiwać na swoje prawo do takiego wyglądu, jaki mają. Nie musisz im wybaczać, że wiszą, stoją, rozchodzą się, stykają, czy robią cokolwiek innego. Nie musisz licytować się z nikim na ciąże, odchudzania i przeżyte lata. Nie potrzebujesz tego, bo nie musisz nikogo przepraszać za to, że twoje piersi nie wyglądają jak z reklamy. Możesz podziękować swoim piersiom za to, że kogoś karmiły, ale bez względu na ten fakt – tak, jak kochasz bezwarunkowo swoje dzieci, bo są – przyjmij i swój biust, bo jest, i tyle. 

Dasz radę? 

 

 

Może ci się spodobać