WRecenzje

Vixen, czyli noworoczne refleksy/je :-)

Koniec świąteczno-noworocznego próżniactwa – najnowsze bra-odkrycia domagają się sprawozdań! Pierwszy post w nowym roku wygrywa stanik, w którym spędziłam Sylwestra. Vixen (hmm, jak by to przetłumaczyć… Diabliczka? 🙂 ) zaintrygowała mnie od samego początku, gdy zobaczyłam ją wśród próbek aktualnej jesienno-zimowej kolekcji.

Po pierwsze – jest mgiełkowcem, czyli, według stanikomaniackiego żargonu, biustonoszem o miseczkach z pojedynczej, przejrzystej warstwy siatki. Marka Freya słynie z takich właśnie modeli. Były one prawdziwą rewolucją w życiu biuściastych, które wcześniej były częstowane przez firmy bieliźniarskie głównie mocnymi, nieprzezroczystymi, „pancernymi” materiałami. Co prawda nie wszystkie rozmiary miseczek mogą cieszyć się podobnym poziomem przejrzystości, ponieważ w zakresie GG-J dół miseczek jest nieprzezroczysty, jednak zakres mgiełki do brytyjskiego G to już coś. Modele Vixen, Siren, czy dawna Arabella to staniki, które możecie pokazać każdemu, kto stwierdzi „na duży biust nie da się uszyć przezroczystego stanika”, przy czym warto pamiętać, że brytyjskie G to coś w okolicy europejskiego H – na naszym rynku tylko Ewa Michalak może konkurować z Freyą w dziedzinie mgiełkowców w dużych rozmiarach miseczek.

Po drugie – ten wzór… połączenie klasycznej pepitki z typowo frejowatym szaleństwem – nieregularne, mazakowate hafty i tęczowe refleksy metalicznych nitek, których, nawiasem mówiąc, nie widać na zdjęciach katalogowych. Przyjrzyjmy się im więc z bliska! 🙂

Freya – Vixen, rozmiar: 36FF [Rozmiary: 28-30 D-J, 32-36 C-J, 38 D-J, regularna cena w sklepie Figleaves.com: £ 34.00 (ja kupiłam z 30% zniżką)]

Estetyka

Początkowo te nieregularne łaty na miseczkach wydawały mi się dziwaczne, ale szybko się przekonałam. To zupełnie inny styl, niż klasyczne hafty z dawnego modelu Arabella czy obecnej Siren w drobne kwiatki. To coś jak efekt przetarcia – wyobraźmy sobie, że miseczki pierwotnie były w pepitkę, a następnie została ona miejscami wytarta do siatki 🙂 Pepitkowy wzór, gdy przyjrzymy się mu bliżej, okazuje się haftem, na który dopiero nadrukowano deseń. Łatkom towarzyszą plamy czerni, przetykane metalicznymi nićmi w różnych kolorach, jak choinkowe światełka. Te tęczowe refleksy najlepiej widać na nieco niedoświetlonych, nieostrych zdjęciach. Najefektowniej prezentują się przy wieczornym oświetleniu, dlatego jasne, mocno oświetlone zdjęcia katalogowe (czy też moje selfiki robione w dziennym świetle) nie oddają ich urody w pełni. Łatki wcale też nie są takie nieregularne – zostały symetrycznie rozmieszczone na miseczkach.

Pepitka powtarza się na ramiączkach i kokardkach (ramiączkami spokojnie można się chwalić w towarzystwie ;), przy czym na kokardkach jest drobniejsza, co podoba mi się szalenie. Warto zauważyć, że jasne kratki nie są białe, lecz mają kolor kremowy, czy też kości słoniowej –  tylko na zdjęciach często wydają się białe.

 

Vixen jest estetycznym cackiem i dowodzi, że designerzy Freya są wciąż w dobrej formie. Do tego mgiełka jest odpowiednio mgiełkowa, tył odpowiednio dobrej jakości. Jeśli miałabym się czepiać, to wyłącznie zapięcia, które ma standardową, ale jednak nie mistrzowską jakość, trochę się wyciąga, a ja zrobiłam się ostatnio zapięciową koneserką 😉

 

Dopasowanie

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, że Freya zrobiła się ostatnio trochę nieprzewidywalna rozmiarowo. A może to mój biust po latach się zmienił i bardziej ciąży w dół, niż wypełnia górną część miseczek? W tym modelu nie pasuje na mnie zwykłe 36G – w miseczkach u góry było za dużo luzu, zwłaszcza przy ramiaczkach, zdecydowałam się więc na 36FF. Ostatnio już rutynowo zamawiam z marki Freya dwa rozmiary – i ten gorzej pasujący odsyłam, tak też było i w tym przypadku (polecam Wam tę metodę, jeśli oscylujecie między dwoma rozmiarami).

Pod biustem jest w miarę luźno, choć nie za luźno. Miseczki pasują mi na mniejszą pierś, a na większej piersi potrafią dać efekt lekkiego wybrzuszenia („bułki”) kiedy mocno się wyprostuję. Da się to wypatrzeć na fotkach, jednak pod ubraniem jest niewidoczne. Gdyby produkowano w tym modelu rozmiar FF i pół, być może byłby idealny 🙂

 

Kształt

Dość typowe freyowskie „zadarte noski” – nie spodziewałam się idealnych kul, ogólnie kształt tego typu mi odpowiada. Na zdjęciach widać przyjemnie stromo wznoszącą się linię dołu piersi. Biust jednak wygląda w Vixen trochę przyciężko. Niby podniesiony, niby zebrany, ale jakby z trudem. Mostek jest niższy niż w typowej balkonetce (konstrukcja to plunge balcony), i widać chyba trochę tę plandżową „rozlazłość”, częstą w miękkich plandżach.

Pierś lewa – mniejsza

Pierś prawa – większa

Konstrukcja i podtrzymanie

Jak już zasygnalizowałam wyżej, nie czuję się w stu procentach stabilnie w tym modelu. Oczywiście, jak na Freyę. Zdałam sobie bowiem sprawę z tego, jak wysokie wymagania przyzwyczaiłam się stawiać tej marce, i przy tym jak wiele potrafię wybaczyć innym 😉 Obiektywnie, Vixen daje bardzo dobry standard podtrzymania, jednak nie jest pancernikiem. Obwód jest nieco po Freyowsku rozciągliwy, ale nie dramatycznie. Nie wymaga ponadstandardowego zaniżania rozmiaru.

 

Vixen od frontu. Maniaczki bra-fittingu na pewno zauważą niewielkie puste przestrzenie pod piersiami, a nad drutami. To może być znak, że biustonosz został założony trochę za nisko (może z powodu niedbałości, a może nie zdołałyśmy podciągnąć go do góry z powodu za małego rozmiaru?), albo że kształt fiszbin nie jest do końca zgodny z kształtem naszych piersi. Ogólnie warto dążyć, by fiszbiny były bezpośrednio pod piersiami, choć pół centymetra puścizny w tym miejscu nikomu jeszcze nie zaszkodziło 😉

 

Tył – widać trochę rozchodzące się zapięcie, mimo że nie jest wcale za ciasno.

Wygoda

Zastrzeżeń brak, nic nie gryzie ani nie gniecie. Tu niestety Freya wciąż ma u mnie przewagę – mówię niestety, bo na pewno częściej stroiłabym się w przejrzyste balkonetki Ewy Michalak, które dają lepszy kształt od modeli marki Freya, gdyby nie było mi w nich niewygodnie. Kiedyś co prawda narzekałam na uwierające mostki w Arabellach, tu jednak nic takiego nie ma miejsca.

 

Cena

W promocji – moim zdaniem zdecydowanie warto. To efektowny model, bez jakościowych niedoróbek, daje poczucie dobrej jakości z odrobiną luksusu. Regularna cena trochę bije po kieszeni, zwłaszcza przy obecnych kursach walut, dlatego zachęcam do polowania na obniżki – mnie udało się upolować Vixen za £ 25,50 zamiast regularnego £ 34.00 w przedświątecznej promocji.

 

Galeria

Diabliczka w pełnej krasie i wielu odsłonach. Polecam! 🙂

 

[Katalog flash w serwisie flickr nie jest dostępny, przepraszamy.]

 

Podsumowanie

Cieszę się z Vixen, jak za dawnych czasów z Arabelli. Nic tak nie poprawia stanikomaniackiego nastroju jak porządny mgiełkowiec 🙂 Uwielbiam te pepitkowe ramiączka – mimo że są dość szerokie. Wyglądają elegancko, nawet gdy wyjrzą z dekoltu. Świetny stanik na karnawał! 🙂

I w takim entuzjastycznym bra-nastroju zaczynam nowy rok 🙂 Chyba nie będę zanudzała Was podsumowaniami minionego, choć dużo się działo. Przede wszystkim w polskich markach i sklepach (czy wiecie, że w 2015 ukazało się tu 11 recenzji biustonoszy, w tym 6 – marek polskich?). Udało mi się odwiedzić kolejne targi bieliźniane i zrobić reportaż z kolejnej polskiej firmy – Comexim. Głosowałyście w dwóch plebiscytach: na najlepszy biustonosz do karmienia oraz na najlepszą polską markę biustonoszy. Ciekawie działo się też w polskim internecie – rok 2015 był rokiem rozwoju ruchu i blogosfery plus size w Polsce, co moim zdaniem może przyczynić się do popularyzacji brafittingu i dalszego poszerzania rozmiarówek, a także zwiększenia akceptacji dla różnorodności naszych ciał.

A Wy jak oceniacie miniony rok? Czy był on Waszym zdaniem udany, jeśli chodzi o zaopatrzenie naszych biustów w piękne, dobrej jakości modele? 🙂 (i jak Wam się podoba Vixen? 😉

Może ci się spodobać