WCiałopozytywność, Wydarzenia

Większa siostra nie musi być gorsza! Relacja z IX Salonu Bielizny – edycja jesienna 2019. Część III

IX Salon Bielizny, edycja jesień 2019, część trzecia i ostatnia! 🙂 Tu już nieco mniej fotek, za to trochę podsumowań i narzekań na to, co moim zdaniem mogłoby wypaść lepiej w tej wielkiej prezentacji polskich (i nie tylko) kolekcji bielizny na następny sezon. Jeśli jeszcze nie widziałyście pierwszej i drugiej części fotorelacji (pełno zdjęć staników i majtek trochę też! 😉 ), to najpierw czym prędzej nadróbcie, a potem zapraszam Was tutaj, do rozmowy o tym, czego Wam w tym wszystkim zabrakło.

Bo Salon to nie tylko okazja, żeby przeciążyć zmysły kolorami i wzorami bieliźnianych cacek. To też moment, w którym, gdy opadną największe emocje bieliźnianych estetek, możemy spojrzeć na naszych producentów krytycznie i przeanalizować ich ofertę nie tylko pod kątem mody i urody, ale też zakresów rozmiarów i wizerunku marek. Od tego wszystkiego wszak zależy, co będziemy nosiły w kolejnym sezonie i jak się w tym czuły.

Zajrzyjcie i dajcie głos, co o tym myślicie.

Nocne sprawy większego wymiaru

Jak dotąd, nie interesowałam się szczególnie bielizną nocną ani odzieżą domową produkowaną przez nasze firmy. I to nie tylko dlatego, że śpię nago – przyczyna jest mniej ekscytująca, wręcz smutna. Na tym Salonie jednak już tak często natykałam się na piżamki, koszulki i peniuary będące dziełami znanych firm produkujących biustonosze w pełnych zakresach rozmiarów, że nie wypada mi o nich milczeć. Widziałam je m.in. u Nessy, Dalii, Ewy Bien, Kris Line…

Kris Line – bieliźniany komplet z szlafroczkiem, rozmiarówka (szlafroczka) nieznana

Kris Line, komplet bielizny Kira (jesień 2019), szlafroczek w rozmiarach do 2XL

Oto na przykład naprawdę urocza, choć biała, piżamka Nessy (wyobraźcie sobie choćby te gacie w jakimś możliwszym kolorze, niechby i czarnym – #nosiłabym, choć do snu bym zdjęła ;-)). Razem z moją ulubioną blogerką plus size Galantą Lalą namawiałyśmy firmę na wprowadzenie porządnego zakresu rozmiarów odzieży domowo-nocnej. Podobnych, oraz bardziej spektakularnych desusów tego typu (piękne nadruki, satyny, bordowy welur…), było naprawdę sporo na Salonie.

Nessa

Nessa

Nie znajdziecie ich jednak prawie wcale na moich zdjęciach – bo, powiem otwarcie, totalnie nie mam serca do rzeczy, które nie są produkowane w moim rozmiarze. Wolę oszczędzić sobie frustracji. Oto bowiem wkładam koronkowy szlafroczek w rozmiarze XL i nie jestem w stanie założyć go na biust w taki sposób, żeby natychmiast się z niego nie osunął. A większego najczęściej brak. Czy nikt nie pomyślał o tym, że klientka kupująca elegancki biustonosz w rozmiarze 80H, mogłaby chcieć też peniuar lub koszulkę? Naprawdę? Czy muszę po raz nie wiedzieć już który zadawać to retoryczne pytanie: czy moje pieniądze są gorsze, bo mam 115 cm w biuście?

Drodzy producenci, proszę, ogarnijcie się i zaoferujcie nam coś więcej niż sieciówki w dziedzinie bielizny nocnej i loungewear, bo obecną ofertą ciężko wam będzie z nimi konkurować. Na pewno potraficie uszyć większy peniuar – to nie jest mechanika kwantowa, a mnie się naprawdę nie chce sprowadzać koronkowych szlafroczków z USA. Wierzę w Was!

A w moje czytelniczki wzywam do głosu poparcia w tej kwestii. Chcemy koszulek, piżamek, podomek na większe rozmiary. Bo body positivity to nie tylko kampanie reklamowe z niewyretuszowanymi modelkami, to także oferta skierowna do różnych ludzi, nie tylko tych z zakresu S-XL.

Salon ciałopozytywny i wiekopozytywny

Żeby nie było za smutno, porozmawiajmy teraz o postępach w dziedzinie różnorodności ciał ludzkich na Salonie Bielizny. Pokaz bielizny był przyjemnym wydarzeniem sam w sobie – cyrkowo-wesołomiasteczkowo-kabaretowy klimat sugerował, że uczestniczki i uczestnicy tego show bawią się równie dobrze, jak widownia i zupełnie nie zostałam tym razem z poczuciem, że oto widziałam kolejną urządzoną dla przyjemności męskich widzów defiladę roznegliżowanych kobiet w niewygodnych butach. Dla mnie ekstra, oraz chcę się nauczyć robić taki makijaż.

Gaia + wata cukrowa

Podsufitowe akrobacje

Finał

Buty, nawiasem mówiąc, były pewnie niezbyt wygodne, ale w niektórych chętnie bym wyszła (CHCĘ TE KOZACZKI Z BLINGIEM! 🙂 ).

Ekstra było również dlatego, że brały w tym udział przynajmniej dwie modelki plus size – choć gdyby stosować kryteria przemysłu modowego, to pewnie owym terminem należałoby objąć mniej więcej połowę składu modelek. Dodatkowy plus stanowił fakt, że panie reprezentowały różne karnacje i typy urody. Modelki o dużych biustach i większych wymiarach ciała były też widoczne przy wielu stosikach, np. Nessy czy Kris Line, a stoisko Avy zdobił wielki plakat z Joanną Cesarz, supermodelką plus size.

Nessa – Paulina Walendowska w modelu Abbi

Stoisko Avy – supermodelka plus size Joanna Cesarz występuje w katalogu tej marki na wiosnę-lato 2020.

Kobiet o większych wymiarach i mniej wyretuszowanych ciałach coraz więcej widać też w katalogach – kolejną firmą, która dołączyła do peletonu, jest Dalia.

Wracając do pokazu – ucieszył mnie widok nie tylko Martyny Bielickiej i Jowity Zienkiewicz, ale też takiej oto Pani w chyba dojrzalszym niż przeciętna modelka wieku:

Anita (niestety nie znam nazwiska modelki)

I za to biję brawo niemieckiej marce Anita i jej polskiemu przedstawicielstwu, które radzi sobie, jak widać po raz kolejny, doskonale z tematem age- i body positivity (pamiętacie Barbarę Tukendorf z jednego z wcześniejszych Salonów?), angażując różnorodne modelki.

Anita – Martyna Bielicka

U Martyny powyżej nieco tylko zaszwankował brafitting – Anicie zabrakło tu albo zakresu rozmiarów, albo umiejętności kostrukcyjnych stworzenia biustonosza przylegającego na mostku w dużym rozmiarze miseczki. W tych mniejszych wyglądało to jednak znacznie lepiej.

Anita – Adelina Zięba

Wracając do wizerunków marek – debiutująca na Salonie marka Bella Misteria zadebiutowała także na rynku taką oto kampanią (zobaczcie  film!), której bohaterkami są kobiety o różnych typach urody, rozmiarach i wieku. Mam nadzieję, że w końcu zobaczymy więcej zdjęć z tej sesji, bo zapowiada się bardzo sympatycznie.

Bella Misteria, skrinszot z filmu

Większa siostra nadal gorsza?

Po tej dawce słodyczy znowu zaserwuję nieco gorzkich przypraw. Z jednej strony, bardzo ucieszył mnie fakt, że na niektórych stoiskach wieszaki, obok małych, zapełniały również duże i bardzo duże rozmiary. Na przykład u Avy na ścianie z kolekcją bazową wisiały naprawdę dużomiskowe staniki. Sample kolekcji u Gai, te, które dotyczyły modeli dostępnych w rozmiarówce maxi, były również spore. Nessa powiesiła na stoisku pełną rozmiarówkę modelu Linda (tak, to ten, który recenzowałam) i kilku innych, dzięki czemu każda zainteresowana osoba mogła przymierzyć swój rozmiar, albo go sobie dobrać z pomocą brafitterki (poproszę tak u każdej marki!). A przy okazji wszyscy nie do końca zorientowani w różnorodności biustów mieli okazję na własne oczy zobaczyć, ile sztuk z jednego modelu oznacza pełny zakres rozmiarów. To już definitywny koniec udawania, że wszystkie nosimy 75B, ewentualnie 80D 🙂

Stoisko marki Nessa. Na pierwszym planie model Linda w pełnej rozmiarówce.

Chciałabym, żeby ten trend się upowszechnił i we wszystkich firmach zaczęły pojawiać się próbki kolekcji w dużych rozmiarach. I żeby nie były wstydliwie chowane z tyłu i pod spodem, co zauważyłam na jednym ze stoisk – nie powiem, na którym… „Ojej, czemu same małe miski na kopach? Co się stało z tą firmą?” – było tam moim pierwszym wrażeniem.

Jako osoba namiętnie fotografująca wiszące na stoiskach próbki, mam tu jednak jedną krytyczną uwagę. Jeśli już słusznie pozwalamy ujrzeć światło dzienne (czy raczej jarzeniówkowe) nienajmniejszym samplom, to wymagają one zdecydowanie większych wieszaków! Duży biustonosz powieszony na króciutkim wieszaczku układa się krzywo, nieładnie i źle się fotografuje, co nie robi dobrego wrażenia ani na żywo, ani na zdjęciu. To po prostu boli w oczy. One naprawdę na to nie zasługują. Nie chcę pokazywać Wam brzydkich zdjęć dużych biustonoszy, gdy obok pięknie prezentują się te małe!

Mediolano – jeszcze jeden interesujący miękki model… Ładny staniczek, prawda? Ale trochę słabo widoczny. Ułożenie go na wieszaku tak, by było widać cały przód, było niemożliwe!

Kiedyś usłyszałam w sklepie z bielizną, że duże rozmiary trzymane są w szufladach, ponieważ… źle wyglądają na wieszakach, dlatego „na sklepie” wiszą same małe, a o duże trzeba się dopytywać. Teraz już doskonale rozumiem, dlaczego. Czy większy wieszak na większy stanik to kolejny „niedaś”, którego będziemy jeszcze długo zwalczać? Mam nadzieję, że nie! 🙂

Wracając zaś do estetyki samej bielizny… Na jednym ze stoisk wypowiedziałam być może niezbyt grzeczne, ale bardzo szczere zdanie, gdy zostałam zapytana o wrażenia z oglądanej kolekcji. Zdanie to brzmiało: dlaczego te modele w małych rozmiarach są takie ładne, a te w dużych – takie brzydkie? Brzydkie, to może nie do końca właściwe słowo, bo gusta wszak są różne. Może trafniejszym określeniem byłoby: nieciekawe (ale brzydkie trochę też! 😉 ).

Na tle zatrzęsienia ozdobnych bieliźnianych cacek część dużych modeli odbiegała od reszty wyraźnie na minus. Przede wszystkim, typowy schemat wzorniczy dużego stanika to gładka dzianina na dole miseczki i kawałek ozdobnej koronki lub haftu na górze. „Mniejsza siostra” z tej samej linii często ma haft lub koronkę na całej swojej powierzchni i naprawdę trudno wtedy oprzeć się wrażeniu, że ktoś tutaj stracił, a ktoś inny ma przywileje. Serce mi skacze ze szczęścia, ilekroć widzę – lub tylko wyobrażam sobie – duże miseczki w całości będące klejnotami bieliźnianej sztuki, wypełnione efektownym, kolorowym czy też połyskliwym wzorem, przyciągające wzrok. A nie unikające spojrzeń, niczym zakompleksiona osoba ubrana w maskującą, nijaką barwę i brak wzoru.

I tak bardzo chciałabym już nie słyszeć usprawiedliwień tej dyskryminacji. Że, na przykład, „surowiec ma taką szerokość”, która  jakoś nigdy nie starcza na większą miseczkę. A za szerszy pas haftu czy koronki trzeba oczywiście zapłacić więcej, więc to się rzekomo nie opłaca. Dlatego większa miska to tylko w połowie wzór, a w drugiej połowie – jego brak. Nie chcę już słuchać historii o opłacalności szycia tylko małych rozmiarów czegokolwiek. Są marki, które nie mają z tym problemu, a ja chcę mieć cały stanik, nie połowę. Chcę też mieć stanik w sezonowym kolorze i wzorze, nie tylko czarny z czarnym albo beż z beżem, ale o tym juz chyba mówić nie muszę. A może?

Cieszę się oczywiście z postępów naszego przemysłu w kierunku zbliżenia oferty do rzeczywistych potrzeb – bo trzeba powiedzieć głośno, że to o tym tu myślimy. To, że ktosia chce mieć ładną bieliznę w swoim rozmiarze, a nie za małą lub byle jaką, nie stanowi dzikiej fanaberii, lecz jest wołaniem o sprawiedliwe zaspokojenie potrzeb. Co może z punktu widzenia firmy jest wysiłkiem, ryzykiem, rewolucją wręcz, ale z punktu widzenia klientki – po prostu normalnością. Obok zachwytów i wdzięczności, które zwykle wynoszę z Salonu, staram się jednak zachować tę perspektywę. Sytuacja się poprawiła, ale niech poprawia się dalej, bo zarówno ja nie mam jeszcze pełnego wyboru, jak i moje większe wymiarowo siostry.

Jakość i równowaga

Pamiętacie, jak niedawno rozmawiałyśmy o jakości bielizny i o świadomym kupowaniu? (dziękuję wszystkim ludziom z branży, którzy ten tekst przeczytali – o czym mówiono mi na targach!) Oczekiwałam, że wątek zrównoważonej produkcji i ekologii będzie już teraz przewijał się w ofertach i komunikatach marketingowych firm. Mamy już pierwsze zwiastuny tego kierunku, jak np. korzystanie z materiałów z recyklingu (w przyszłości bielizna Samanty, już w aktualnych propozycjach – kostiumy plażowe Ewy Bien, proszę mi wytknąć, jeśli coś lub kogoś pominęłam!). Firmy pomału biorą się też za edukację konsumentów, na przykład Dalia w swoim katalogu pokazuje, z jakich części składa się biustonosz, Samanta opisuje w skrócie proces powstawania kolekcji. To jednak jeszcze za mało i czekam na zdecydowanie więcej.

Mam nadzieję, że firmy będą coraz częściej informować nas o materiałach i o procesach produkcyjnych „od kuchni”, i że będą miały czym się w tym względzie pochwalić. Druga moja nieustająca nadzieja – to pojawienie się na Salonie bardziej niszowych, a ważnych z punktu widzenia omawianych wyżej  kwestii marek, jak Avocado czy Ewa Michalak.

Podziękowania i podsumowania

Czas kończyć salonowe plotki 😉 Dziękuję wszystkim osobom z branży bieliźnianej, które spotkałam na Salonie i z którymi rozmawiałam. Na wszystkich stoiskach, które odwiedziłam, byłam przyjmowana przez wystawców z wyraźnym zaangażowaniem. Miałam poczucie, że dobrze się rozumiemy i łączą nas wspólne cele. Firmy coraz lepiej rozumieją social media i współpracę z blogami i dostrzegają zalety mojego stylu działania („Pani nie pokazuje tylko ładnych obrazków na instagramie” – pozdrawiam szczególnie wszystkich, którzy wypowiadali podobne zdania w moim kierunku 🙂 ).

Szkoda mi oczywiście, że nie zdążyłam odwiedzić wszystkich zasługujących na to marek. Nie zdążyłam m.in. do Konrada, Anity, pominęłam też prawie całkowicie dystrybutorów bielizny brytyjskiej i francuskiej (Wacoal Group – Freya, Fantasie, Elomi, B.tempt’d itd., Ab Ovo – Gossard, Shock Absorber, Wonderbra, Bestform, Empreinte itd., dystrybutor Panache tym razem nie prezentował kolekcji). Wspomnę jeszcze oddzielnie o rezultatach wyborów Brylanta wśród Biustonoszy w kategorii Mały Biust, w których zwyciężył model B.wow’d brytyjskiej marki B.tempt’d.

Nie mogę niestety pochwalić organizatorów ani prelegentów za ciekawe prelekcje, ponieważ w końcu zrezygnowałam z prób wybrania się na jakąkolwiek. Stoiska i ich gospodynie i gospodarze byli stanowczo zbyt zajmujący. Kto ma czas – generalnie polecam wykłady i warsztaty na Salonie, moim zdaniem trzymają poziom.

Organizacja całej imprezy, tym razem w prawdziwym obiekcie targowym, miała swoje jasne i mniej jasne punkty, dosłownie i w przenośni. Bardzo dobrze oświetlony był pokaz, trochę gorzej – sama hala. Firmy doświetlały swoje stoiska, jak mogły, nieraz bardzo efektownie, ale z różnym skutkiem dla fotografujących, którym zależy na wierności kolorów 😉 (ultrafiolet? Nieee…). Brakowało szafek lub możliwości zostawiania rzeczy nieubraniowych w szatni – byłoby to cenne udogodnienie dla takich jak ja zbieraczek katalogów. Trochę za mała była sala na pokaz… gdyby nie to, że miałam z góry zarezerwowane miejsce, mogłabym mieć problem z wbiciem się do środka! Na pokazie nie wszystkie brafittingi były perfekcyjne niestety, choć ogólny poziom cały czas rośnie. Stoiska nareszcie bywały duże i wygodne, choć sampli na wieszakach – wciąż mało. Jeden komplet próbek na kolekcję prowadzi do nieuniknionego wyrywania sobie staników przez odwiedzających 😉

Podsumowując podsumowanie – był to bardzo udany Salon, chyba najbardziej z dotychczasowych. Nie da się ukryć, są to już poważne targi branżowe. Podobno do Łodzi zawitały nawet reporterki „New York Times’a”, i oprócz targów odwiedziły też Ewę Michalak i firmę Comexim, by wyjaśnić fenomen powodzenia polskiej bielizny wśród obywatelek USA! Organizatorki jednak przyznały mi się, że trochę tęsknią do pierwszych, dużo bardziej kameralnych edycji.

No cóż… Każdy rozmiar ma swoje zalety! 

I tą sentencją kończę relację z Salonu Bielizny! A Was zapraszam do komentarzy. Co sądzicie na temat postępów naszego rynku bieliźnianego? Czy polscy producenci są już na czasie z ciałopozytywnością i inkluzywnością przynajmniej pod względem rozmiarówkowym? Jakich wystawców chętnie widziałybyście na Salonie (o których nie wspomniałam, albo których wcale tam nie było)? Piszcie! 

Smaczny model z kolekcji Samanty & moje salonowe paznokcie 🙂

Linki do pozostałych materiałów dotyczących tej edycji Salonu Bielizny:

Relacja – część I

Relacja – część II

Galeria zdjęć z pokazu bielizny (ponad 100 zdjęć!)

Galeria zdjęć bielizny ze stoisk Salonu (w tym wiele fotek nieopublikowanych we wpisach!)

Strona internetowa Salonu Bielizny

 

 

Może ci się spodobać