WWydarzenia

Relacja z Salonu Bielizny część I – oferty część II :-)

Przed Wami drugi odcinek pierwszej części 😉 relacji z Salonu Bielizny poświęconej ofercie wystawców. W pierwszej części pierwszej części 😉 wystąpiły firmy Ava, Gaia, Lupoline i Nipplex – czas na pozostałe, które odwiedziłam. Zacznę od kolejnego zaskoczenia, przede wszystkim rozmiarowego.

Kinga rośnie do K


Kingę zaliczałam dotąd do firm „jeszcze nie”, czyli takich, w której produkty mój biust jeszcze się nie mieści. Zaznaczam, że mój rozmiar nie należy do ekstremalnych – w brytyjskich markach D+ moje 36G to właściwie środek rozmiarówki – mam na myśli marki, które nie są markami „D-G”, bo są i takie. W europejskiej rozmiarówce firm PL zazwyczaj pasują mi okolice 80H. W kolekcjach prezentowanych na stronie firmowej Kingi można znaleźć nawet miseczki I czy J, choć wybór w tych rozmiarach nie oszołamia, nie oszołamia też wzornictwo. A tu moim oczom ukazała się ogniście pomarańczowa balkonetka o naprawdę dużych miseczkach. Nie pamiętam, jaki to był rozmiar – spory, choć chyba nie K 🙂

Zaintrygowana, wdałam się w rozmowę z przedstawicielką firmy, której pozytywna reakcja na „dzień dobry, mam bloga o biustonoszach na duży biust” była kolejną przyjemną niespodzianką 🙂 Wracając do rozmiarówek – jak się później dowiedziałam (bo Kindze też zabrakło katalogów – to jakaś plaga tegorocznej edycji Salonu), Kinga od sezonu wiosennego wprowadzi w modelach przeznaczonych na duży biust następujący zakres rozmiarów: 65 E–K, 70 D–K, 75 C–K, 80 B–K, 85 B–K, 90 B–I, 95 B–H, 100 B–G, 105 B–F. Nawet jeśli jest to nieduże K (bo różnie to z polskimi rozmiarami bywa), to raczej nie grozi mi wypadnięcie z rozmiarówki.

Oczywiście zapytałam o softy – planowane są 3 kostrukcje miękkie (nie wiem, czy oznacza to 3 kroje, czy 3 modele, ale tak czy owak coś). Zarówno pomarańczka, jak i kobalt w miękkiej wersji reprezentowały zdecydowanie duży rozmiar i najbardziej rzucały się w oczy z całego stoiska. Pozostaje mieć nadzieję, że konstrukcje dadzą radę i że o Kindze w przyszłym sezonie usłyszycie ode mnie więcej.

Gorsenia szaleje z kolorem

Wiosenna kolekcja Gorsenii zaskoczyła mnie swoją wielkością i barwnością. Na wieszaku było naprawdę sporo modeli i nie były to bynajmniej same bezpieczne pastelki.

Mój wzrok przykuł neonowy róż, kojarzący się z modelem Samba (a był też neonowy pomarańczo-koral), ale nie przemówiły do mnie hafty – moim zdaniem przy tak żarówiastej barwie obfity haft to już za dużo szczęścia.

To właśnie miałam na myśli pisząc w poprzednim odcinku o rozmiarze niemieszczącym się na wieszaku 😉
Bardzo mi się podoba, że polscy wystawcy nie brali przykładu z marek UK i próbki były w różnych rozmiarach!

Oprócz neonu – dwa odcienie niebieskiego, jeden lila, tonacje oliwkowe oraz nieśmiertelne jasne róże i beże. Wszystkie lub prawie wszystkie modele występowały w wersji miękkiej oraz w znanej nam także usztywnianej wersji half-cupowej, zwanej balkonetką, która z moim biustem niestety się nie dogaduje. Będzie jednak w czym wybierać, jeśli chodzi o softy.

Z modeli z nadrukiem (nieliczne, ale będą) największe wrażenie zrobił na mnie model będący kontynuacją paseczkowej Evity – na wiosnę ubierze się w skórę węża. Podoba mi się zestaw kawowego brązu z niebieskimi kryształkami, choć te ostatnie chyba trochę za mocno błyszczą, być może firma zmniejszy nieco ich liczbę. Do tego paseczki bardziej lukśne niż w jesiennej wersji czarnej – aksamitne.

Wężowa Evita

Coś dla miłośniczek halfów z nadrukami 🙂

 

Drukowano-haftowany sofcik, nawet mi się spodobał.

Jak widać, do rozmiarów Gorsenia podchodzi ambitnie – neonowy róż był w rozmiarze L, w katalogu jesiennym rozmiarówka sięga nawet do M i to w modelach miękkich. Gorsenia jako jedna z nielicznych polskich firm oferuje bardzo niewiele modeli półusztywnianych, za to sporo miękkich, co jest w moim odczuciu atutem na rynku zdominowanym przez „semisofty”. Konstrukcje Gorseniowych miękkusów oceniam bardzo dobrze, zasztrzeżenia mam głównie do materiałów, wzornictwa – hafty nie są zbyt luksusowe – za to dzianina simplex na piątkę 😉

Ewa Bien – mgiełki dla średniaków

Mam na myśli średnie biusty, oczywiście, bo te wszystkie ultracienkie mgiełki i świetnej jakości hafty wyrastały zdecydowanie ponad targową średnią.

Jestem jednak rozżalona, bo Ewa Bien spadła ostatnimi czasy do grona firm, w które się nie mieszczę, jednocześnie złośliwie podnosząc jakość materiałów 😉 Od czasów mojej recenzji Mai poprawiły się tyły, a hafty stały jeszcze bardziej lukśne. Jednak, jak przyznała sama właścicielka, rozmiar 80H (choć skoro wówczas ledwie mieściłam się w 75J, to teraz zapewne powinnam uderzyć w 80J) firma oferuje w… jednym modelu z bazy. Domagałam się więc natarczywie koloru i powiększenia rozmiarówki. Słuchano mnie z życzliwością, ale czy coś z tego wyjdzie – nie mam pojęcia 🙂 Na kolorowe mgiełki wiosną pewnie tylko sobie popatrzę…

Ekipa Ewy Bien. Pośrodku sama właścicielka i główna projektantka. Obok wieszak z kolekcją bazową – tylko tu znajdę swój rozmiar…

Kris Line bezpieczny

Kris Line to marka, która od jakiegoś czasu trzyma równy i dość wysoki poziom, zwłaszcza jeśli chodzi o softy 😉 Konstrukcje są bardzo dobre, a rozmiary sięgają nawet miseczki… O, przynajmniej w obwodzie 65, a w moim 80 dochodzą do L. Przy czym warto zauważyć, że Kris stosuje nazewnictwo miseczek podobne do brytyjskiego i że występują w nim podwójne litery. To zatem raczej duże L w porównaniu z innymi markami PL obecnym na targach.

Zakres rozmiarów modelu Valerie (wiosna-lato 2016) w wersji soft

Kris Line był rozmiarowym liderem Salonu Bielizny (nie liczę Panache – choć musiałabym dokładnie porównać graniczne wielkości miseczek – przewaga Panache nie jest dla mnie wcale oczywista ;), a przy tym nie boi się modeli miękkich. Półusztywniane, niegdyś dominujące w kolekcjach, teraz są wyraźnie w odwrocie. Jest też miękki half-cup do miseczki I w 70, a H w 80. Chyba trzeba będzie przymierzyć 🙂

Materiały również trzymają poziom, hafty są dobrej jakości i mało „bazarowe” zarówno wizualnie, jak i w dotyku, choć też nie znajdziemy tu wzorniczej awangardy 😉 Kris proponuje głównie modele gładkie, jednokolorowe, haftowane – na całym stoisku znalazłam tylko jeden nadruk. W kolekcji wiosennej oprócz bieli, beży i bladego różu znajdziemy turkus, kobalt i czerwień.

Fortuna w ciemnej lawendzie. Niestety w wiosennym katalogu już nie widzę sezonowych kolorów tego modelu, tylko bazę.

Jedyny model z nadrukiem w kolekcji Krisa. Według katalogu to nie EVA lecz LAURA – chyba metki się pomieszały 😉

 

Valerie z kolekcji wiosennej – soft o bardzo dużym zakresie rozmiarów

 

Co do rozmiarówki obwodów, warto zauważyć, że sięga ona 115 pod biustem i w tym rozmiarze Kris oferuje miseczki do H. Kris może być więc dobrą marką dla kobiet plus size. W wielu głównie miękkich modelach dostępne są też rozmiary 60 pod biustem (na przykład w Valerie na powyższej fotce).

Kris miał już katalog wiosenny! To chlubny wyjątek. Katalog jest gruby i dobrze opracowany. Niestety nie podoba mi się prezentacja dużych rozmiarów. Co prawda modelka ma rzeczywiście obfite kształty – prawdziwy duży biust – i nie jest nadmiernie wyszczuplona przez grafików (choć wygładzona owszem – zdecydowany nadmiar fotoszopa to chyba choroba nieuleczalna polskich katalogów), ale w okolicy mostka biustonosza zawsze dzieje się coś złego. Czy „krecha” sugerująca stulone piersi jest dodana przez grafika, czy nie – nie obrazuje to dobrego dopasowania! To nie powinno już mieć miejsca w katalogach firmy kładącej nacisk na bra-fitting i szeroką rozmiarówkę.

Tajemnicze Mediolano

Biustonosze takiej marki, w rozmiarach wyraźnie dużych, znalazłam na stoisku sieci sklepów La Vantil. Być może sieć ta stworzyła własną markę, ale nie zdołałam o to zapytać, ponieważ przy stoisku bardzo długo nikogo nie było. Modele nie wyglądały zbyt interesująco (choć jeden był softem! :), więc może wiele nie straciłam, pamiętam jednak, że nazwa ta padła w czasie warsztatów brafittingowych. Jeśli coś wiecie o tej marce, podzielcie się, proszę 🙂

Panache na posterunku

Kolekcję wiosenną Panache znacie już prawie całą – na targach nie pojawiło się więc nic dla nas nowego. Stoisko Panache znajdowało się na drugim piętrze, gdzie mimo zachęt chyba docierała mniejszość odwiedzających. Co prawda Panache jest dawno po pokazach kontraktacyjnych i zapewne wszyscy zainteresowani zdołali już zapoznać się z ofertą. Z drugiej strony, zarówno przedstawiciele firm, jak i sklepy jeszcze nie znające oferty Panache mogliby się sporo dowiedzieć i nauczyć, o co chodzi z tym szałem na brytyjskie marki w Polsce. Mam nadzieję, że obecność Panache jednak nie okazała się bezowocna. Personelowi stoiska towarzyszyły dwie urocze modelki, jedna w rozmiarze „standardowym”, druga plus size – dziewczyna z kręconymi włosami, którą znamy z pokazu Sculptresse. Obydwie, rzecz jasna, w bieliźnie.

Stoisko było duże i przygotowane najbardziej profesjonalnie ze wszystkich. Na wieszakach kolekcja wiosenna bielizny i kostiumów, a także pełna rozmiarówka modelu Panache Sport. Była też przymierzalnia, gdzie przy pomocy brafitterki każda odwiedzająca mogła dobrać sobie właściwy rozmiar.

Dokąd nie dotarłam

A właściwie zacznę od firm, do których owszem dotarłam, ale nie skupiłam się na nich zbytnio. Pierwsza to Amoena – niemiecka marka dla kobiet po mastektomii i operacjach piersi. Tu przyjemnie zaskoczyły mnie wiszące na wieszakach modele nie tylko w kolorze beżowym! Był granat, czerwień, eleganckie francuskie koronki i miseczki do europejskiego F-G. Nie jest to może oszołamiający zakres, ale całokształt przyjemnie mnie zaskoczył. Bielizna Amoena była prezentowana na seminarium o doborze bielizny dla Amazonek, którego wysłuchałam niestety tylko fragment, z braku czasu 🙁

Brytyjski L’Agent – stoisko firmy obrzuciłam tylko zmęczonym spojrzeniem. Niewątpliwie wisiały tam piękne rzeczy, ale mnie zabrakło już siły i zaangażowania w eksplorowanie oferty nie skierowanej do mnie rozmiarowo (miseczki do E). Musicie mi wybaczyć 😉

Do stoiska firmy Konrad zaś nie dotarłam wcale – to znaczy, przechodziłam obok, ale jakoś nie zachęciło mnie do zajrzenia. Po pierwsze – pamiętam tę firmę jako należącą do grupy „na mnie za małe”, a po drugie odstraszyła mnie kreacja rzucająca się w oczy bardziej od wieszaków z bielizną. Mam na myśli dziwaczną suknię uszytą z biustonoszy – możecie ją podziwiać na blogu NoszęBiustonosze. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie ani to ładne, ani zabawne, a kojarzy się głównie z marnowaniem produktów służących do czegoś zupełnie innego oraz brakiem szacunku do własnego towaru. Więc Konrada sobie odpuściłam. Może niesłusznie – jeśli macie coś ciekawego do powiedzenia o tej firmie, to oczywiście bardzo zachęcam 🙂

To oczywiście nie wszystkie firmy obecne na Salonie. Musiałam zrobić selekcję – inaczej nie starczyłoby mi dnia, skupiłam się więc na tych o szerokich, zwłaszcza w górę, zakresach rozmiarów.

Galeria

A tu wszystkie zdjęcia z odwiedzonych stoisk. Polecam zwłaszcza mgiełki Ewy B. 🙂

[Katalog flash w serwisie flickr nie jest dostępny, przepraszamy.]

Sztuka komunikacji

Nie, to nie będzie opis prelekcji Salonowej 🙂 tylko garść wrażeń z rozmów z firmami obecnymi na Salonie Bielizny. Dla części firm pytania o plany na kolekcję wiosenną, szczegóły rozmiarówek, liczbę planowanych modeli w danej konstrukcji itp. były okazją do pochwalenia się swoją ofertą oraz zrobienia dobrego wrażenia na przedstawicielce nowych mediów 😉 Niestety nie zawsze dobra obsługa stoiska przekładała się na równy poziom zaangażowania w udzielanie informacji później (długo czekałam na odpowiedzi na niektóre maile).

Niektórzy jednak traktowali mnie z rezerwą („bo pani to potem do internetu wrzuci i konkurencja skopiuje nasze projekty” ;)). Czasem chyba zabrakło strategii komunikacji ze światem zewnętrznym – skoro pracownicy nie wiedzą, jakich informacji mogą bezpiecznie udzielać i odsyłają petenta do kierownika 🙂 Może przydałoby się jakieś seminarium na ten temat na następnym Salonie? Na tak dużej imprezie zwykle są media, internet czyha w każdym smartfonie (czas się obudzić!), a od konkurencji wokół przecież aż się roi.

Kolejny problem – katalogi. Jednym się skończyły, inni nie mieli ich wcale. Jedyne firmy, od których otrzymałam katalogi kolekcji wiosna-lato 2016, to Kris Line i Lupoline, Ava jeszcze dysponowała materiałami do składania zamówień i stąd znam wszystkie rozmiarówki i kroje szykowane na wiosnę (służę informacją) 🙂 Podsumowując, żywot przedstawicielki nowych mediów nie jest usłany różami 😉 Choć, jak już wspomniałam – odbyłam kilka przyjemnych, konkretnych rozmów, z których byłam bardzo zadowolona.

Podsumowanie

Na tym kończę subiektywną relację miłośniczki dużych softów z oferty prezentowanej na Salonie Bielizny 🙂 Oczywiście czeka jeszcze temat pokazu i prelekcji, z których także zdam Wam krótką relację. Ciekawa jestem, jakie wrażenie zrobiły na Was informacje o obecnym stanie oferty polskich marek. Czy widzicie zmiany na lepsze? Czy szumne deklaracje typu „softy do K od następnej kolekcji” mają Waszym zdaniem szansę realizacji (że tak powiem, konstrukcyjnie skutecznej)? Tendencja cieszy, ale jak to zwykle mawiam, uwierzę jak przymierzę! 🙂

Oczywiście, nie możemy zapominać, że nie są to wszystkie polskie marki. Brakowało choćby firm działających w samej Łodzi – Ewy Michalak i Comeximu (że nie wspomnę o poznańskim Avocado i „wielkich nieobecnych” Dalii i Samancie). Comexim odwiedziłam dzień wcześniej i również szykuję relację z tego spotkania. W największym skrócie: widzę postęp. 🙂

Na zakończenie powiem, że myślę o plebiscycie na najlepszą polską markę. Co Wy na to? 🙂

Może ci się spodobać