WCiałopozytywność

Kiedy piersi są za duże? Rozmowa o operacji pomniejszenia piersi.

Kiedy biust jest „za duży”? Kiedy warto zrobić sobie zabieg pomniejszenia piersi? Czasem nawet najlepiej dopasowany stanik nie zapewni komfortu – prawa fizyki są nieubłagane, a piersi bardzo duże w stosunku do reszty ciała mocno je obciążają.

Polinda, którą zaraz poznasz, po operacji redukcji piersi nosi rozmiar 65G-H, więc dalej nie może ubrać swojego biustu w przeciętnej galerii handlowej – mimo że tak naprawdę piersi o takim rozmiarze ma mnóstwo kobiet (co wiele mówi o tym, jak rynek wciąż po macoszemu traktuje prawdziwe potrzeby osób z piersiami). Życie z dużo większym, „przedoperacyjnym” biustem tym bardziej nie było dla niej ani komfortowe, ani zdrowe. Rozmawiamy o powodach jej decyzji, o realiach zabiegu i rekonwalescencji po redukcji piersi (tak, da się na NFZ!).

Przeczytaj, nawet jeśli nie rozważasz zabiegu, a temat zmniejszania piersi budzi u ciebie (tak jak i u mnie) odruchowy sprzeciw i obawę, że ktoś padł ofiarą „kompleksów”, porównywania się z innymi, body shamingu czy slut shamingu. Warto jednak poznać temat głębiej, zanim zaczniesz odradzać komuś operację.


Czemu pomniejszanie piersi to w ogóle skomplikowany temat? Bo presja, byśmy dążyły do modelowej sylwetki, a przynajmniej dostosowały się do średniej, ma wielką moc, przed którą warto się bronić. W środowisku propagatorek ciałopozytywności kwestia operacyjnego „poprawiania urody” budzi czasem kontrowersje, a u entuzjastek dobranej bielizny i brafittingu słowa „mam taki wielki biust – marzę o redukcji piersi” zapalają w głowach alarmowe lampki. I trudno się dziwić – każdy, kto przejdzie drogę od niedopasowanych staników z sieciówek do modeli o rozmiarach odpowiadających rzeczywistym biustom, w pierwszym odruchu chce skierować taką osobę do dobrego sklepu z bielizną i na brafitting.

W wielu przypadkach ten odruch protestu ma sens – bo to nie korporacje sprzedajace nam odzież, ani kliniki chirurgii plastycznej żyjące z zabiegów, powinny decydować o tym, co zrobisz ze swoim ciałem, a twój komfort i zdrowie. A często niestety dzieje się inaczej. Dlatego nie daj sobie wmówić, że masz „za duże” piersi tylko z tego powodu, że popularne firmy bieliźniarskie nie uwzględniają twojego rozmiaru. Istnieją takie, które oferują kilkadziesiąt rozmiarów zamiast kilkunastu i ani 65G, ani 80K nie jest dla nich wyzwaniem.

Jeśli jednak duży biust cię męczy i pogarsza twoje samopoczucie,  a dobrana bielizna nie daje wygody – wówczas warto się zastanowić nad operacyjną zmianą rozmiaru bez względu na to, jak twoją decyzję ocenią osoby, które nie znają twojej sytuacji.

Ten tekst nie jest rozmową z chirurgiem plastycznym ani kompendium wiedzy na temat redukcji piersi – tylko wprowadzeniem do tematu przez osobę, która „przerobiła” redukcję na sobie. Polindę poznałam osobiście na spotkaniu stanikomaniaczek i nasza rozmowa zaowocowała tym oto wywiadem 🙂


Stanikomania: Zacznę od pytania, od którego pewnie zaczyna sporo osób marzących o redukcji piersi: czy da się na NFZ? A jeśli nie – jaki może być koszt takiej operacji? A żeby zakwalifikować się na zabieg refundowany – jakie wymagania trzeba spełnić?

Polinda: Da się na NFZ. I to niekoniecznie muszą być jakieś totalne giganty. Są dwie opcje, żeby nas zakwalifikowano do zabiegu:

  1. Piersi są faktycznie duże i powodują wtórne objawy chorób zwyrodnieniowych kręgosłupa;
  2. Z jakichś powodów (genetyka, nagłe schudnięcie) z piersi pozostaje skóra, która zwisa.

Główne wymagania – to udokumentowanie problemów fizjologicznych,  takich jak zwyrodnienia kręgosłupa, odparzenia skóry, lub/i psychicznych – gdy zbyt obfity biust powoduje niechęć do interakcji społecznych, depresję.

Innymi kryteriami kwalifikującymi mogą być: odległość od sutka do obojczyka oraz BMI. Najczęściej mówi się o odległości powyżej 30 cm, ale nie oznacza to, że mając taką odległość zawsze „nadajemy” się do operacji – jest to jedno z wielu kryteriów (ja miałam ciut mniej i też się załapałam). Co do BMI – dyskwalifikuje zbyt wysokie (jakie – to już zależy od konkretnego przypadku, lekarza itd.). Zdarzają się dyskwalifikacje z powodu różnych chorób, np. nowotworów czy nieustabilizowanego poziomu hormonów tarczycowych. Poza tym oczywiście nie powinnyśmy mieć żadnych przeciwwskazań do znieczulenia ogólnego.

– Jaki był twój rozmiar stanika przed operacją? Ile gramów mniej obecnie „dźwigasz”?   

– Ostanie staniki kupione 2 lata przed operacją miały na metce 65O, ale myślę, że były o 2 miseczki za małe. Tkanka gruczołowa w moich piersiach mocno reaguje na hormony – więc zasadniczo one nie przestawały rosnąć. W minimalnym zakresie reagowały na tycie czy chudnięcie. Po prostu rosły. Główny przyrost miał miejsce podczas okresu dojrzewania, potem pod wpływem hormonów (antykoncepcja). Według amerykańskich badań mogą mi jeszcze urosnąć nawet w okresie menopauzy. Tak więc, mimo zmniejszenia, moje piersi mogą powiększać się dalej.

Dokładnej wagi odjętej tkanki nie znam, ale na podstawie wagi całego ciała sądzę, że ubyło mi 1,2-1,7 kilogramów.

Polinda PRZED operacją zmniejszenia piersi. Jest osobą o drobnej sylwetce (163 cm wzrostu), tutaj widzimy tylko górną połowę postaci. Widać na tych zdjęciach, że bardzo duży biust sprzyjał przyjmowaniu zgarbionej postawy.

– Jak radziłaś sobie z dobieraniem staników przed redukcją? 

– Prawda jest taka, że była to najbardziej traumatyczna część obsługi mojego „starego” biustu. W okresie dojrzewania – to była „rzeźnia”. Najpierw z powodu „obciachu” bandażowałam sobie na płasko, potem w latach 80-tych kupowałam biustonosze, które miały odpowiednią wielkość miski, np. Triumpha, i zwężałam obwód pod biustem.  Od ok. 2000 roku już miałam dostęp do całkiem dużych rozmiarów, wtedy oscylowałam wokół 60FF/G. Potem pojawiło się więcej marek dla dużych biustów i życie stało się odrobinę prostsze. Około 10 lat temu upodobałam sobie markę Comexim, i tak przy niej dotrwałam do operacji.

– W jaki sposób twój „stary” biust ci przeszkadzał, jakie problemy powodował? Czy długo się zastanawiałaś, zanim podjęłaś decyzję o tym, żeby go zmniejszyć? 

– Po wypadku na nartach w 2000 roku stan mojego kręgosłupa uległ nagłemu pogorszeniu. Niby nie miało to związku z wielkością biustu, ale… Spore obciążenie nie pomagało w utrzymaniu poprawnej postawy, nie sprzyjało sportom, a także, o zgrozo, dobrze dopasowany stanik (czytaj: z racji wielkości piersi mocno ciasny obwód plus fiszbiny) spowodował po latach noszenia zapalenie trzustki (najprawdopodobniej pas stanika powodował uciskanie przewodu trzustki – po redukcji wszelkie nieprzyjemne objawy ustały). Nad samą operacją zastanawiałam się praktycznie od momentu, gdy piersi pojawiły się w moim życiu.

– Jak się czujesz teraz, ze zmniejszonymi piersiami? Czy są jakieś sfery życia, które stały się łatwiejsze, odkąd twój biust jest mniejszy? 

– Zasadniczo wróciłam do rozmiaru sprzed ok. 20 lat. . Czyli mam znów 65G/H, ale odbieram to jako ogromną ulgę. Biust jest znacznie mniejszy, więc nie muszę już się tak ściskać w obwodzie i ramiączkami, żeby to wszystko utrzymać w ryzach. Ba, z racji rozmiaru dostępne są dla mnie też biustonosze bezfiszbinowe i sportowe, dzięki czemu powoli wracam do sportu. No i +1000 do poczucia dobrego wyglądu. Po redukcji wyglądam jakbym schudła ze 20 kg – tak duży biust jednak powodował optyczną „ciężkość” sylwetki. Nosiłam bluzki o rozmiarze 38-40 przy rozmiarze spodni 34-36. Teraz mieszczę się w regularne 36.

Polinda po zmniejszeniu piersi (profil)

Polinda PO zmniejszeniu piersi.

Polinda po zmniejszeniu piersi (półprofil)

Polinda PO zmniejszeniu piersi.

– Czy oprócz rozmiaru, coś jeszcze zmieniło się w twoich piersiach? Kształt, wrażliwość na dotyk? 

– Jestem wciąż w okresie rekonwalescencji pooperacyjnej. Co oznacza, że piersi nadal „pracują” i zmieniają się. I tak będzie do około roku po operacji, gdy utrwali się ostateczny efekt pooperacyjny.

Jako że nie miałam pełnego przeszczepu, czyli brodawka nigdy nie została odcięta od gruczołu, czucie itp. pozostało. Tuż po operacji wiele osób narzeka na nadwrażliwość, ale po jakimś czasie to przechodzi. A kształt jest rewelacyjny, jak u nastolatki 😉  Zaraz po operacji piersi wyglądają nawet jak z implantami.

– Czy po zmniejszeniu piersi da się karmić piersią? 

– Karmienie nie jest możliwe po metodzie pełnego przeszczepu, ale standardowa metoda umożliwia karmienie. Należy zaznaczyć, że wiele dziewczyn z gigantomastią (bo tak nazywa się „wielkobiuściastość”) ma ogromne problemy z karmieniem.

Jak długo trwa gojenie po operacji? Jak wyglądają blizny? 

– Na NFZ pobyt w szpitalu trwa od 5-7dni, prywatne kliniki trzymają niecałą dobę.

Gojenie i adaptacja są najgorsze przez ok. 3 tygodnie po operacji, wtedy goją się rany powierzchowne, a w środku jest opuchlizna i mogą pojawić się krwiaki. Blizna wygląda jak kotwica: kółko dookoła brodawki, linia prosta pionowa od brodawki do podstawy piersi, a potem blizna „uśmiech” u podstawy piersi. Po wygojeniu zwykle pozostaje zakryta nawet w skąpym bikini.

 

Reductiontechniques

Kształt blizny po zabiegu redukcji piersi. Hmwith at English Wikipedia [Public domain]

– Jaki stanik nosiłaś po zabiegu i po jakim czasie mogłaś go zmienić na normalny? 

– Zaraz po operacji zaczynamy od noszenia specjalnych biustonoszy kompresyjnych przez 24 godziny na dobę, i tak przez około miesiąc. Potem można nosić je zamiennie z biustonoszem sportowym. Na dalszych etapach wskazania klinik są różne, ale zasadniczo przez długi okres nie należy nosić biustonoszy na fiszbinach, gdyż zwiększa to ryzyko powstawania bliznowców z racji drażnienia blizny u podstawy piersi.

Czy piersi po redukcji sprawiają jakieś problemy przy doborze stanika, których nie powodują piersi nie zmniejszane – czy też jest tylko łatwiej?

– Jest tylko łatwiej! A za fiszbinami póki co nie tęsknię, z racji tamtego zapalenia trzustki.

– Czy spotkałaś się z wypowiedziami oceniającymi twoją decyzję o zabiegu? Na przykład z reakcjami zaskoczenia, a może dezaprobaty?

– Te osoby, które przez lata nasłuchały się o moich migrenach odkręgosłupowych, cieszyły się razem ze mną, ale była faktycznie jakaś frakcja, uważająca to za fanaberię – bo redukcja biustu, to operacja plastyczna, więc fanaberia – i chyba też wierząca w uświęcony ultra symbol kobiecości – czyli Wielki Biust. I tu nagle ja, chcąca targnąć się na ten dar bogów! Kiedyś rzuciłam na odczepnego: „To na NFZ – to chyba poważna jednostka chorobowa, skoro to finansują”. I już miałam gotowy zamykacz ust…

– Gdzie radzisz szukać informacji – dobrych artykułów, źródeł na temat operacji, rekonwalescencji, ewentualnych powikłań po zabiegu redukcji piersi? Czy znasz jakieś grupy dyskusyjne, grupy wsparcia dla kobiet rozważających taką operację?

– Ja czerpałam swoją wiedzę czytając słynny wątek „Zmniejszenie piersi” na forum wizaz.pl, na jego podstawie wybrałam też szpital oraz lekarza. Około rok przed operację natknęłam się na kameralną grupę na Facebooku – „Zmniejszenie piersi”,  tam można omówić i dopytać o praktycznie wszystkie aspekty zmniejszania, w każdym szpitalu, a nawet w klinikach prywatnych.

– Czy chciałabyś coś jeszcze przekazać osobom, które myślą o tym, żeby zmniejszyć piersi?

– Operacja redukcji piersi jest o wiele poważniejsza niż zabieg powiększenia. Źle przeprowadzona, może skończyć się sporą asymetrią, martwicą sutka, gruczołu itp. Należy więc wybrać lekarzy, którzy mają duże doświadczenie w zmniejszaniu piersi. Ja byłam operowana przez dr. Mądrego w szpitalu w Łęcznej koło Lublina, na NFZ i miałam wykonane zmniejszenie obydwu piersi naraz (tak, są jeszcze ośrodki, gdzie zmniejsza się po jednej piersi w odstępie ok pół roku). Większość lekarzy operujących wykonuje też ten zabieg prywatnie, więc jeśli ktoś chce uniknąć papierologii i nie chce czekać, to może wybrać taki wariant. Koszt zabiegu redukcji piersi w Polsce to ok. 12-18 tys. zł.

– Jakie są teraz twoje ulubione marki biustonoszy?

– Cieszy mnie przede wszystkim, że mieszczę się znów w słynne Shock Absorbery [znana marka biustonoszy sportowych], znowu jestem w skali 🙂 A jako że przez 10 lat trzymałam się marki Comexim, teraz testuję wszystkie dawne rozmiarowe „białe plamy” na mojej mapie marek 🙂

– Dzięki za rozmowę i życzę najlepszych staników! 🙂


Jestem ciekawa, jakie refleksje wzbudziła w Was ta rozmowa. Mnie np. uderzyła wypowiedź Polindy o reakcjach otoczenia. Wiele z nas po cichu uważa operacje plastyczne za fanaberie i przejaw tak zwanej próżności, podczas gdy, po pierwsze – są osoby, które ich potrzebują także ze względów innych niż osiągnięcie wymarzonego wyglądu, a po drugie – przecież to, co każda i każdy z nas robi ze swoim ciałem, to jego/jej wybór i w sumie nie powinien on podlegać ocenie, póki nie szkodzi innym. Nie sądzicie?  

Bo ja uważam, że krytyka należy się nie tym, którzy/które robią sobie operacje plastyczne, a tym, którzy manipulują nami wszystkimi tak, byśmy uwierzyli, że jesteśmy mniej warci, jeśli nie wyglądamy w określony sposób. Niestety na wzbudzaniu w nas poczucia nieadekwatności żerują całe wielkie gałęzie przemysłu i warto mieć tego świadomość, gdy podejmujemy decyzje mogące zaważyć na naszym zdrowiu.

Jeśli więc jesteś zainteresowana redukcją piersi i chcesz dowiedzieć się więcej (zakładając, że odpowiednia bielizna w twoim rozmiarze nie wystarczy, by rozwiązać problem – a jeśli jeszcze nie próbowałaś tej drogi, poczytaj najpierw, jak dobrać stanik i poszukaj dobrego sklepu w spisie) – odwiedź grupy wsparcia proponowane przez Polindę, zasięgnij porad lekarzy.

Na zakończenie mały apel – w sumie banał, ale chyba warto go sobie co jakiś czas powtarzać jak mantrę 🙂 Róbmy to, co DLA NAS najlepsze i nie pozwalajmy na to, by inni, ich opinie, uprzedzenia, body shaming, kanony urody i mody, czy choćby wybór ciuchów w sklepach, decydowały o naszym życiu. Bo zdrowie – tak jak biust i resztę ciała – mamy tylko jedno.

Może ci się spodobać