WCiałopozytywność

To w końcu chodzić po domu bez stanika, czy nie?

Czy na kwarantannie chodzić w staniku czy bez oraz czym to grozi? -- słyszę pytania. I widuję odpowiedzi, które nie zawsze mi się podobają. Jest jedna rzecz (choć nie jedyna, oczywiście), za którą mocno nie przepadam w reklamie i szeroko pojętym marketingu. Nie lubię, gdy się mnie straszy. Nie lubię, gdy budzi się we mnie obawę, że bez reklamowanego produktu czeka mnie jakieś nazwane wprost, czy też jedynie zasugerowane zło -- robię się wtedy nieufna… Na wzbudzaniu tego typu emocji niestety opiera się zauważalna część reklamy skierowanej do kobiet, szczególnie tej dotyczącej kosmetyków pielęgnacyjnych, ubrań i wszystkiego, co ma wpływ na nasze ciało i wygląd.

Reklama bielizny nie jest tu wyjątkiem. Ostatnimi czasy modne stało się chodzenie bez stanika tudzież w biustonoszach bez fiszbin -- co zawdzięczamy z jednej strony rozkwitowi ciałopozytywności jako ruchu związanego z akceptacją naturalnej formy ciała, a z drugiej -- ofensywie producentów braletek i innych produktów stanikopodobnych o mniej „restrykcyjnym” dla biustu charakterze. Widuje się więc szarże tych, które i którzy chcą nas wyzwolić z ucisku fiszbin oraz kontrofensywę tych, które chcą nas w nich utrzymać, ale wszyscy gracze w sumie zgodni są w jednym: trzeba nosić jakiś stanik! 🙂

Czy aby na pewno? A może jednak lepiej chodzić bez stanika -- zwłaszcza po domu, gdzie spędzamy ostatnio więcej czasu niż zwykle? A może od braku stanika wszystkim nam na kwarantannie obwisną biusty -- #icoteras? Spróbujmy uporządkować ten temat!

Bez stanika! Mój #nobralockdown w sukience Kopertowy Ołówek polskiej marki Urkye, tworzącej odzież dla różnych wymiarów biustu. Mój rozmiar to: 46 oo/ooo (konfekcyjne 46, biust średnio-duży). Do tej sukienki miałam w planach sesję plenerową, ale… tak to już bywa z planami, że czasem trzeba je zmieniać 🙂

Po pierwsze: biustonosze nie powodują raka piersi. Nawet te na fiszbinach.

Zacznę od tematu, bez którego rozważania bra vs. braless chyba nie mogą się obejść 😉 Mniej więcej rok temu atakowały mnie regularnie na Facebooku reklamy różnych produktów, mających jakoby zastąpić tradycyjne biustonosze i w ogóle zrewolucjonizować przemysł bieliźniarski (zwykle chodzi o jakieś elastyczne topy). Normalnie przeszłabym nad nimi do porządku dziennego, gdyby jedynie przedstawiały zalety „wynalazku”, jako np. miękkiego, wygodnego, nadającego się do długiego noszenia, łatwego do prania i transportu, itp. Tymczasem słyszałam regularnie długie opowieści o tym, jak to współczesne staniki są wynalazkiem sprzed wieków (prawda), który absolutnie się od owych zamierzchłych czasów nie zmienił (nieprawda), a przede wszystkim -- wynalazł je Szatan, ponieważ -- uwaga -- wywołują raka piersi (bo mają druty! I te druty wyłażą i kłują. Pewnie, że kłują -- jeśli nie wiemy, jak dobrać stanik… raka jednak raczej nam nie wykłują), i że dowiedli tego jacyś naukowcy (kłamstwo). Nie będę tutaj linkować tej dezinformacji, ponieważ nie chcę nabijać odsłon podejrzanym podmiotom, ale pozwolę sobie na screenshot.

„Rok po roku, fundują nam wciąż ten sam niezdrowy dla biustu design”. Pewnie chcą, żeby im klientki wymarły (sarkazm).

Tu natomiast zachęcam do obejrzenia i posłuchania Catherine, twórczyni znanego butiku i niezależnej marki bielizny Kiss Me Deadly, która recenzuje owo kłamliwie reklamowane, wątpliwe cudo:

Mam złą wiadomość: z tego, co na ten moment wiadomo nauce -- ani ten stanik, ani żaden inny, ani brak stanika nie uchroni cię przed rakiem piersi. Producent tego stanika uznał, że strasząc kobiety rakiem, nakłoni je do kupna swojego produktu, któremu w dodatku daleko do ideału. Bardzo, bardzo brzydko!

Nie ma, jak na razie, żadnych dowodów na to, że noszenie stanika tudzież stanika na fiszbinach powoduje raka. Istnieją natomiast badania naukowe dowodzące, że noszenie biustonosza NIE ma żadnego wpływu na zwiększone ryzyko raka piersi, na przykład to.

Ale. Powiedzieć, że stanik to zawsze samo dobro -- jest równie bezpodstawne, jak zaliczanie go do diabelskich wynalazków. Biustonosz, zwłaszcza źle dobrany, może powodować różne problemy, w tym zdrowotne -- i o tym sobie zaraz opowiemy.

Sukienka Kopertowy Ołówek -- bez bielizny pod spodem! Ten piękny żółty nazywa się primrose yellow.

Czy stanik może zniszczyć biust?

Jedyny przykład zniszczonego stanikiem biustu, z jakim się w życiu spotkałam, to było zdjęcie pewnej osoby, u której piersi wyglądały tak, jakby po bokach, od strony pach, wyrosły dodatkowe piersi. No, prawie. Potrafię wyobrazić sobie, że taki efekt mógł powstać na skutek wieloletniego noszenia stanika z za małymi miseczkami, z którego część ciała była przemocą wypychana na boki, pod pachy. Temu zjawisku towarzyszyły także głębokie rowki na ramionach, które mogły powstać na skutek bardzo długotrwałego nacisku ramiączek stanika.

Ten i podobne obrazki służyły też niestety do straszenia tak zwanymi bułkami podpachowymi, które mają się jakoby tworzyć, gdy zaniechamy uporczywego spychania całego okolicznego ciała do miseczek (czyli tak zwanego wygarniania ekstremalnego z pleców do za dużej miseczki i ignorowania, że to nie działa, bo ciało wraca na swoje miejsce). Trzeba jednak wiedzieć, że pacha to pacha, a pierś -- to pierś. Warto umieć odróżnić jedno od drugiego, i wiedzieć, że biustonosz nie służy do likwidowania mięśni i ciała pod pachami (jak to zrobić -- dowiesz się dokładnie z tekstu o pachach).

Tamto stare zdjęcie, o ile dobrze pamiętam (nie mam go w zasobach), przedstawiało osobę w wieku dojrzałym -- czyli te niedopasowane staniki mogły być noszone przez nawet 30 czy 40 lat. Prawdopodobnie osoba ta nosiła biustonosze o za małych miseczkach i zbyt luźnym obwodzie, na skutek czego piersi były spychane pod pachy (stąd wybrzuszenia po bokach), a ich ciężar, zamiast rozkładać się równomiernie po obwodzie, obciążał najmocniej ramiona (stąd rowki na ramionach). Być może osoba ta miała też za sobą np. mocne schudnięcie, które pozostawiło nieco luźnej skóry i uwypukliło te wszystkie zmiany.

Dziś pewnie niełatwo byłoby doprowadzić do takiej sytuacji -- rynek biustonoszy daje nam już tak duży wybór, że trudno sobie wyobrazić, że ktoś mógłby być zmuszony do noszenia tak bardzo niedopasowanej bielizny przez naprawdę długi czas (nie róbcie tego -- dobierzcie sobie stanik, jak trzeba).

Tymczasem regularnie dostaję wiadomości od całkiem młodych osób zaniepokojonych, że na skutek noszenia złego stanika zniszczyły sobie piersi. Po dłuższym wywiadzie okazuje się nader często, że osobie biust po prostu urósł i lekko opadł, albo, że przeciwnie -- jest rozczarowana, że rośnie za mało 🙂 -- albo, że ma on nie dość idealny (okrągły) kształt. Taka zmiana (czy brak zmiany) wyglądu piersi nie ma nic wspólnego z noszeniem złego czy dobrego stanika. Tak samo posiadanie naturalnych poduszeczek w okolicy pach również nie ma nic wspólnego z noszeniem złych biustonoszy. Poniżej moje zdjęcia w dobrze dopasowanych stanikach -- tak wygląda normalna pacha i okolice piersi, nie ma tam żadnej niepożądanej „buły”.

To jest całkowicie zwyczajny wygląd pach u osoby mającej na sobie biustonosz.

Jeśli masz jakieś objawy, które podejrzewasz o bycie wpływem złego stanika -- daj znać, może uda mi rozwiać obawy i coś doradzić. Warto wiedzieć, jaki wygląd ciała jest zupełnie normalny i nie powinien budzić niepokoju (w czym mogą pomóc ci również ciałopozytywne strony -- są wśród nich specjalizujące się właśnie w piersiach).

Jeśli natomiast zauważysz nagłe zmiany kształtu, wielkości piersi, jeśli poczujesz w nich jakieś zgrubienia -- absolutnie pierwszym adresem, pod który powinnaś się udać, jest lekarz! Nie brafitterka.

Podsumowując -- jest bardzo mało prawdopodobne, że nosząc nawet źle dopasowany stanik zdeformujesz sobie piersi lub ich okolice.

Czy stanik może zostawiać ślady na skórze? To zależy, jakie.

Stanik nie powinien zostawiać TRWAŁYCH śladów na skórze. Nie powinien też sprawiać bólu, czyli po prostu uwierać tak, że marzysz o tym, by go zdjąć. Różowe wzorki na skórze po zdjęciu biustonosza są czymś normalnym i nie ma w nich nic niepokojącego, pod warunkiem, że po jakimś czasie znikają -- i że nie bolą! Jeśli stanik ociera ci skórę, np. fiszbinami, masz od niego ranki -- to znaczy, że nie jesteście dla siebie stworzeni. Jeśli staniki zostawiają ci na klatce piersiowej trwałe przebarwienia od otarć -- to nie jest dobrze. Trzeba coś zmienić w twoim stanikowym życiu, na przykład dobrać inny rozmiar albo kształt fiszbin.

Jeśli w staniku druty uciskają czy też wbijają ci się w piersi -- to największy sygnał alarmowy i powód, by czym prędzej prawidłowo dobrać nowy!

Czy stanik może powodować bóle pleców? Owszem.

Tak, źle dopasowana bielizna może wpływać na postawę twojego ciała i powodować różne dolegliwości bólowe, zwłaszcza przy dużym biuście. Stanik podtrzymujący piersi działa tak, jak plecak. Jeśli nosiłaś kiedyś duży, ciężki plecak, to na pewno wiesz, że ramiona bolą dużo bardziej i w ogóle jest totalnie niewygodnie, gdy plecak nie ma pasa biodrowego. Tak samo jest ze stanikiem -- a rolę pasa biodrowego gra tu dobrze dopasowany obwód (czyli pas, część pozioma, składająca się z miseczek z przodu i skrzydełek z tyłu). Na pasie opiera się ciężar, a ramiączka tylko wspomagają jego pracę. Dokładnie tak, jak pasy na ramiona i pas biodrowy w plecaku.

Siły działające na pierś w niewłaściwie dobranym staniku (o zbyt luźnym obwodzie). Ilustracja: Joanna Tokarska, fizjoterapeutka

Gdy ten „pas biodrowy” jest za luźny, to niczego nie jest w stanie podtrzymać -- a obciążenia rozkładają się w taki sposób, że się garbisz (jak na rysunku wyżej). Za małe miseczki natomiast dodatkowo zniechęcają do wyprostowania się.

O tym, w jaki sposób zły (i dobry) biustonosz wpływają na pracę górnej połowy naszego ciała, opowiedziała mi dokładnie (i z podparciem wiedzą naukową) fizjoterapeutka, prywatnie miłośniczka dobrej bielizny -- Joanna Tokarska. Jeśli chcesz wiedzieć więcej -- koniecznie przeczytaj wywiad z Joanną Tokarską o tym, czy zły biustonosz szkodzi! Zły stanik, wymuszający zgarbioną postawę, może też niekorzystnie wpływać na twoją psychikę -- o tym też rozmawiałyśmy.

No to skoro sprawę raka mamy już właściwie załatwioną, i inne problemy związane z noszeniem (złego) stanika omówione -- przejdźmy do argumentów „w drugą stronę”. Na skali szkodliwości stoją one co prawda niżej niż opowieści o raku, ale i tak budzą mój sprzeciw, zwłaszcza że stawiają mnie, jako entuzjastkę biustonoszy, niejako w roli ich głosicielki -- a ja niekoniecznie się z nimi zgadzam.

Czy od chodzenia bez stanika obwisają piersi? Eee…

Ogólnokrajowy lockdown związany z pandemią koronawirusa zamknął wiele z nas w domach i wpłynął na nasze codzienne wybory odzieżowe i bieliźniane. Oczywiście zaroiło sę we wszystkich mediach od ekspertów radzących, co i jak w tym domu robić -- oraz co i jak nosić. Pojawił się też temat biustonoszy -- z jednej strony na instagramach i innych zakątkach intertnetów osoby z piersiami masowo zrzucają „narzędzia tortur” (hasztag #braless #nobras #nobralockdown itp.), wskazując tę możliwość jako jedną z nielicznych zalet obecnej sytuacji  (totalnie popieram -- jeśli w twoim staniku jest ci źle, zrzuć go koniecznie! I znajdź lepszy… Albo w ogóle go sobie daruj, jeśli tak wolisz. Podniesiony biust to żaden obowiązek -- przeczytaj).

Z drugiej strony -- brafitterki radzą, żeby w żadnym wypadku stanika nie odpuszczać, a już zwłaszcza, gdy ma sie duży biust. Wiele brafitterek bardzo szanuję za fachowość brafittingową -- i nie kwestionuję ani trochę tego, co mówią w kwestii doboru stanika, gdy już go dobrać chcemy, ani wskazywania jego dobrodziejstw, z których sama korzystam (podtrzymane piersi! No boob sweat! W dobrym staniku bywa wygodniej niż bez!). Natomiast w momencie, gdy słyszę o zgubnym działaniu grawitacji na niepodtrzymane stanikami biusty i przestrzeganie przed rezygnacją z biustonosza, muszę powiedzieć: to jednak trochę przesada.

Nie ma na razie dowodu, że pod wpływem nienoszenia biustonoszy, opadanie piersi (ptoza), innymi słowy: obwisanie piersi, następuje szybciej. Co więcej, istnieje nawet badanie dowodzące czegoś wręcz przeciwnego, choć nie zostało chyba jeszcze nigdzie opublikowane i póki co ma status powtarzanego wszędzie niusa portalowego (chodzi o badanie prof. Rouillona, zwane w bieliźniarskich kręgach „francuskim badaniem” -- guglnij, ciekawska stanikomaniaczko).

Niewątpliwe przyczyny obwisania piersi są dwie: ciąża i wiek. Nawiasem mówiąc, ekspertki od karmienia piersią mocno przestrzegają przed demonizowaniem karmienia: otóż karmienie NIE powoduje obwisania piersi! Obwisanie piersi powoduje ciąża. Na skutek działania ciążowych hormonów ilość tkanki gruczołowej w piersi zwiększa się, bo ma ona produkować mleko. A następnie, po zakończeniu karmienia, tkanka ta częściowo zanika. Jeśli nie będziesz karmić piersią -- to też zaniknie. Miejsce po niej wypełni się tkanką tłuszczową i piersi częściowo wrócą do jędrności, rzadko jednak się zdarza, żeby wyszły z tego rozmiarowo-hormonalnego roller-coastera bez żadnych zmian. Upływ czasu natomiast powoduje, że skóra i tkanka łączna wiotczeją -- dlatego piersi opadają. Ten proces i tak będzie zachodził, niezależnie od tego, czy nosisz stanik, czy nie. Moja 70-letnia mama nosiła stanik przez większość życia. Czy opadły jej piersi? Oczywiście. Moje pewnie też tak opadną. Twoja mama też nosiła i jej nie opadły? Super, może ma po prostu geny mało opadających piersi. Może po prostu jej skóra i tkanki starzeją się wolniej.

Zwierzę ci się w skrytości: bardzo często chodzę po domu bez stanika. Czy to od tego obwisły mi piersi? Wątpię. Jestem po czterdziestce, za to nie byłam nigdy w ciąży. Oczywiście moje piersi są teraz niżej niż kiedyś, i na pewno będą jeszcze niżej. To normalne! Mój komfort jest dla mnie ważniejszy niż domniemane zagrożenie obwisaniem piersi.

Nie bój się o więzadła Coopera. Wierz w swoje więzadła Würinger!

Większość przestrzegających przed rezygnacją z biustonosza powtarza jak mantrę słowa: więzadła Coopera! Więzadła Coopera! Rozciągną się! I piersi obwisną!

Mówią też, że w piersiach nie ma mięśni, i tu akurat mają racje. Dlatego żadne ćwiczenia fizyczne nie ujędrnią twoich piersi, niestety. Ćwiczenia na jędrne piersi nie istnieją (sorry!).

Wracając zaś do więzadeł -- nasze piersi, jako pozbawione kości i mięśni, trzymają swój kształt dzięki skórze, w której „siedzą”, oraz dzięki całemu mnóstwu pasm tkanki łącznej, które przerastają je z grubsza na dwa sposoby: wzdłuż (od ściany, którą są mięśnie klatki piersiowej, w stronę brodawki -- więzadła Coopera) oraz wszerz (tworząc coś w rodzaju hamaka przebiegającego w poprzek piersi i zaczepionego po bokach  -- stanowi on podwieszenie więzadłowe piersi, grające główną rolę w podtrzymaniu piersi. Odkryła je i opisała dr Elisabeth Würinger).

Podwieszenie więzadłowe piersi. Z przodu -- moja ulubiona przegroda pozioma, czyli „hamak” 🙂 [do korekty: zamiast „zmarszczka podpiersiowa” powinien być „fałd podpiersiowy”.]

O więzadłach w piersiach kompetentnie, a jednocześnie w zrozumiały dla laika i laiczki sposób napisała Renulec (Renata Bielesz) w swoim blogu NoszęBiustonosze. Renata jest doświadczoną brafitterką. Konsultowała się przy tym artykule z lekarzem i dostarczyła odpowiedniej bibliografii. Jeśli chcesz wiedzieć, jak naprawdę wygląda w środku twoja pierś i co ją trzyma, koniecznie zajrzyj do jej artykułu o aparacie więzadłowym piersi. W internecie jest wiele tekstów zahaczających o ten temat, niestety często mają na celu promocję operacji plastycznych, na to są ukierunkowane i nie przedstawiają całej wiedzy.

Więzadła to całkiem mocne i sprężyste struktury (nie jakieś wątłe niteczki, jak czasem się nam wydaje, gdy patrzymy na popularne w sieci obrazki z przekrojem sutka!), które owszem wydłużają się pod wpływem ruchów i siły ciążenia, po czym powracają do swojej pierwotnej długości. I owszem -- rozciągają się i wiotczeją z wiekiem, podobnie zresztą, jak skóra.

Czy podtrzymując piersi biustonoszem możemy spowolnić proces rozciągania się skóry oraz więzadeł z tkanki łącznej? Nie mam podstaw, by stwierdzić, że na pewno NIE, ale brakuje także dowodów na TAK (jeśli takowe znasz -- proszę cię o link do badania naukowego, a zapoznam się z nim i oczywiście o tym tutaj napiszę!). Na pewno natomiast żadne mechaniczne środki nie spowalniają procesu starzenia się tkanek. Zmarszczki i zwiotczała skóra na twarzy to też nie skutek enigmatycznej „grawitacji”, a upływu czasu i genów. To naturalne, że się starzejemy i różne rzeczy nam obwisają.

Do sportu noś jednak stanik sportowy.

Mówi się i pisze dużo o tym, że sytuacją, w której mogą występować tak silne obciążenia, że więzadła w piersiach mogą trwale się odkształcić -- jest uprawianie dynamicznego sportu. To znaczy wtedy, gdy biegasz, skaczesz lub jeździsz konno, zwłaszcza jeśli twój biust jest duży lub bardzo duży i ciężki. Rozsądek podpowiada mi, że to podejrzenie ma sens (badania zlecane przez producentów sportstaników również). A więc, przy dynamicznej aktywności lepiej noś stanik sportowy (czyli dobrze podtrzymujący, specjalistyczny biustonosz w rozmiarówce stanikowej! Nie elastyczny top), zwłaszcza jeśli masz większy biust -- nigdy nie zaryzykowałabym radzenia komukolwiek inaczej. Zresztą większość z nas bez żadnego przekonywania woli zatrzymać podskakujące piersi -- bo po prostu bolą, a sygnał bólowy to coś, czego lepiej nie lekceważyć.

Na co dzień o skórę i tkankę łączną dbaj, odpowiednio się odżywiając, nawadniając i generalnie dbając o zdrowie całego organizmu (w co wchodzi także aktywność fizyczna).

Mało dynamiczne ćwiczenia, jak część asan jogi, możesz spokojnie wykonywać bez stanika, choć oczywiście czasem w staniku jest wygodniej. 🙂

Słuchaj swojego ciała!

No właśnie -- boli, denerwuje, jest niewygodnie… Ciało naprawdę całkiem nieźle podpowiada nam, kiedy lepiej podtrzymywać nasze piersi stanikiem, a kiedy jest to zbędne, a może nawet niepożądane.

Zamiast ciągle przyswajać porady o tym, w czym powinno ci być dobrze i wygodnie, a w czym nie (nieraz sprzeczne ze sobą) -- zadaj sobie pytanie, jak ty sama się w tym czujesz. To najprostsza rzecz na świecie! (I nawet niektórzy spece to popierają -- na przykład Nat -- Proseksualna, z którą niedawno rozmawiałam o bieliźnie i ciele, chodzi bez stanika, bo tak jej wygodniej -- a ona jest niekwestionowanym guru od ciała, przyjemności i seksu i jej słuchać warto 🙂 )

Czasem ubranie faktycznie może nam szkodzić. W ogóle większość rzeczy, używanych niewłaściwie, powoduje jakieś problemy (nie jeździj samochodem za szybko, bo możesz mieć wypadek!). Ciasne i źle dopasowane obuwie zakłóca pracę twoich stóp, powodując ból i z czasem zmiany w stawach. Ściskanie się nadmierne za ciasną w pasie spódnicą albo paskiem od spodni może wywoływać refluks żołądkowo-przełykowy (been there, done that -- nie róbcie tego). Za ciasny stanik może powodować niedotlenienie, bo za płytko w nim oddychasz. Zanim te rzeczy zaczną ci szkodzić -- gwarantuję ci, że poczujesz jakiś dyskomfort. Nie ignoruj go.

Jeśli więc jest ci w czymś przeniewygodnie -- nie noś tego! Jeśli stanik noszony godzinami cię gniecie, drapie i irytuje, a jednak wolisz mieć przytrzymane piersi, bo tak jest ci wygodniej i przyjemniej -- spróbuj dobrać taki, który nie będzie ci dokuczał. Może w innym rozmiarze, może z innego materiału, a może bez fiszbin. Może zamiast stanika wystarczy ci koszulka z miejscem na biust i gumą pod spodem?

Co nosić w domu zamiast biustonosza?

Po prostu domowe ubranie, i w ogóle -- kto by chciał nosić cokolwiek na biuście po domu? -- zapytają te z was, dla których przewagi wolności od stanika są oczywiste. Jest jednak pokaźna grupa kobiet, które do maksimum komfortu potrzebują biustu podtrzymanego. Duży biust albowiem: podskakuje, kołysze się, ciągnie, czasem boli, przeszkadza. Duża pierś opada na skórę pod spodem, która się poci (boob sweat) -- dla mnie na przykład jest to główny powód, dla którego wkładam coś na biust, będąc w domu (drugim jest oczywiście testowanie dla was bielizny i zamiłowanie do niej 😉 ).

Pewnym wariantem pośrednim jest oczywiście miękki biustonosz bez fiszbin -- mniej gniecie w ciało, ale podnosi piersi, choć niekoniecznie skutecznie je rozdziela. Miało być zamiast biustonosza! -- powiesz. Jeszcze chwila! Zaraz zdejmę stanik… 🙂  

Biustonosz bez fiszbin: Libi marki Ava (zobacz recenzję).

Klasyczny model marki Triumph -- Doreen (tu dokładna recenzja). Wygląda mocno retro (piękne rakiety, prawda?), ale za to świetnie rozdziela piersi bez pomocy fiszbin.

Nieco dalszym krokiem w kierunku „uwolnienia biustu” jest biustonosz bez fiszbin w stylu braletki, ale wciąż z rozmiarówką stanikową (rozmiar pod biustem i rozmiar miseczki).

Zara -- braletka marki Bravissimo (zobacz recenzję)

Lyzy -- biustonosz trójkątny firmy Cleo by Panache (recenzję znajdziesz tutaj)

Innym rozwiązaniem mogą być biustonosze bez fiszbin do karmienia -- często są bardzo komfortowe -- albo bezfiszbinowe biustonosze sportowe, te jednak, zwłaszcza w wersji dla dużych biustów, są mocno zabudowane i mogą dawać uczucie „pancerności”.

Kolejnym krokiem mogą być braletki i elastyczne topy o rozmiarówce konfekcyjnej, np. S-XL (niestety jest ich żałośnie mało w dużych rozmiarach -- nie mam żadnego!).

Jeśli wolisz mieć na sobie jedną warstwę, a niekoniecznie lubisz paradować w samym „napierśniku” -- a przy tym jednak chcesz oddzielić piersi od brzucha -- poszukaj koszulki z gumką pod biustem czy też czymś w rodzaju wewnętrznego „topu” na piersi. Czasem tylko ciężko znaleźć taką, w której zmieszczą się duże piersi.

Koszulka bez fiszbin polskiej firmy Lupoline. Niedawno widziałam ją na pewnej Stanikomaniaczce. Niestety w sklepie już się kończy, ale firma ta produkuje inne, podobne modele. Rozmiarówka konfekcyjna. Lupoline produkuje też koszulki z biustonoszem w rozmiarówce biustonoszowej -- tu recenzja jednej z takich koszulek na fiszbinach.

Spory repertuar bielizny nocnej i podomowej z wsparciem dla dużych biustów w różnym rozmiarze (miseczki brytyjskie DD-J) oferuje brytyjska firma Bravissimo. Są to koszulki i topy z wewnętrznymi miseczkami i innymi podtrzymującymi elementami (nawet z wbudowanymi stanikami na fiszbinach, ale właśnie skupiamy się na szukaniu na nich alternatyw 😉 ). Część stanikowa bywa usztywniana pianką lub wzmocniona innym materiałem. Piersi są w nich lekko uniesione, czasem rozdzielone, a przede wszystkim -- oddzielone od ciała pod spodem.

Nawiasem mówiąc, Bravissimo oferuje też biustonosze przeznaczone do spania (nie testowałam, bo nie cierpię spać w ubraniu 😉 -- ale być może byłyby też dobre jako podomki).

Koszulka brytyjskiej marki Bravissimo w rozmiarówce stanikowej.

Koszulki z ukrytym wsparciem dla biustu oferuje też brytyjska firma Figleaves (również prowadzi onlajnowy sklep z bielizną wielu marek, świetne źródło staników D+ 🙂 )

Koszulka Figleaves ze wsparciem dla biustu (rozmiarówka konfekcyjna do UK 20)

Dotąd jakoś nie było okazji, ale chętnie potestowałabym więcej takich produktów! (najlepiej z Polski!)

Osobiście lubię też inne rozwiązanie -- to jest, lubiłabym bardziej, gdyby była jeszcze zima, teraz zaczyna mi się robić za ciepło 🙂 Uwielbiam wszelkie sukienki i chętnie nosiłabym je również teraz w domu. A najlepiej nadają się do tego kopertowe sukienki i bluzki z elastycznej bawełny polskiej firmy Urkye. Dlaczego kopertowe? Ten rodzaj dekoltu plus krój blisko ciała powodują oddzielenie i objęcie każdej z piersi osobno materiałem i subtelne uniesienie ich znad ciała pod spodem. Układając materiał w różny sposób, możesz regulować głębokość dekoltu. Ubrania Urkye o tym kroju świetnie nadają się też dla karmiących 🙂

Sukienka Urkye dzięki kopertowej konstrukcji i krojowi blisko ciała rozdziela i lekko podtrzymuje biust. Mimo to raczej nie zdałabym „testu ołówka” w Kopertowym Ołówku 😀 (mam nadzieję, że nikt już nie pamięta tego „testu” -- zmory nastolatek z moich czasów…).

Wygibasy w Kopertowym Ołówku 😉 Jeśli nie kochasz żółtego -- są też inne kolory Kopertowego Ołówka!

Lepszy biust wiszący -- niż stanik irytujący!

Podsumowując -- nie poświęcaj swojego komfortu dla domniemanego zapobiegania opadaniu piersi! Powiedzmy, że nawet gdyby… Nawet gdyby puszczone wolno biusty opadały trochę szybciej, niż te ustawicznie podtrzymywane stanikami (kto wie, może jednak doczekamy się potwierdzających to badań?) -- to czy naprawdę warto?

Jako wielka entuzjastka staników nie waham się powiedzieć ci bez ogródek, że nawet najlepiej dobrany biustonosz, gdy jest noszony przez pół doby, może nam nieźle dopiec! Nasza skóra ma prawo być wrażliwa -- zresztą każda z nas czasem ma po prostu dosyć wszelkich nacisków. Twoje zdrowie psychiczne liczy się bez porównania bardziej niż wątpliwy kanon piękna, w którym akceptowany jest tylko sterczący biust

Jeśli zatem nie zależy ci w zaciszu domowym na uniesionym biuście -- daj sobie spokój ze stanikami i niczego się nie bój!

Przekonana? 😉

Może ci się spodobać