WRynek i moda

Miękki Marks, usztywniany Spencer

Ciąg dalszy przeglądu nieco mniej znanych biuściastych marek i sklepów – po kanadyjskiej LaSenzie postanowiłam zająć się znaną i u nas brytyjską wielobranżową siecią. Skłonił mnie do tego fakt, że w moim rodzinnym mieście Warszawie otwierają się kolejne sklepy i wygląda na to, że Marks&Spencer szykuje jakąś większą ofensywę w naszym rejonie świata – co mnie cieszy, bo do firmy mam datujący się jeszcze z lat dziewięćdziesiątych sentyment (kupowałam tam staniki o „zawrotnych” rozmiarach miseczek DD i E 🙂

 

Stacjonarnie czy online?

Co natomiast martwi, to to, że M&S nadal odmawia nam możliwości skorzystania ze sklepu online, co uważam za skandaliczne. Brytyjczyk może zlecić wysyłkę do naszego kraju, polski obywatel natomiast, w przeciwieństwie do na przykład Niemca, Białorusina czy mieszkańca Barbados, może jedynie poprosić rezydującego w Zjednoczonym Królestwie przyjaciela o pomoc (sama nabyłam w ten sposób śliczną zieloną Per Unę) albo polować na ebayu. Ale czy rzeczywiście jest czego żałować?

Krótki rzut okiem na warszawskie sklepy (w tym jeden nowo otwarty, w centrum Blue City) na razie utwierdza mnie w przekonaniu, że w polskich M&S-ach stacjonarnych nadal nie mamy czego szukać. Oko moje dostrzegło pojedyncze egzemplarze w obwodach 30(65), z miseczkami nie większymi od D, w większych obwodach natomiast dało się czasem spotkać jakąś F-kę o nieciekawym designie. Słuchy jednak chodzą, że w salonie świeżo otwartym w centrum można znaleźć nawet miseczki G (!) – gorączka przedświąteczna nie zachęca do wycieczek w te rejony, ale gdyby któras z Was zajrzała, byłabym wdzięczna za raport z frontu 🙂 Ogólne wrażenie ze stoisk bieliźnianych M&S: królują moulded sztywniaczki, podczas gdy jeszcze kilka lat temu sporo było ładnych koronek – trochę szkoda…

Krótko mówiąc – jak zwykle pozostaje nam tęskne wpatrywanie się w ofertę online store’a.

 

Rozmiarówka

Bo trzeba Wam wiedzieć (zwłaszcza jeśli jeszcze nie próbowałyście skorzystać z oferty M&S), że firma ta od lat już wychodzi naprzeciw brytyjskim biustom, produkując biustonosze z miseczkami do G (czy jest to prawdziwe brytyjskie G, przy braku FF w zakresie rozmiarów, nie jest pewne), a w nielicznych modelach do J. Słynna była swego czasu akcja facebookowej grupy Busts 4 Justice, protestującej przeciwko wyższym cenom większych miseczek. Polska klientka oczywiście nie odczuła żadnej różnicy, bo rozmiarów powyżej DD czy E i tak u nas nie ma.

Typowy zakres rozmiarów M&S-owego DD-plusa to DD-G, bez miseczki FF, w obwodach od 32 (nasze 70), niekiedy od 30(65). Nieliczne modele zaczynają się od miseczki GG, po czym dochodzą do J z pominięciem HH. Szkoda, że ta najbardziej brytyjska z brytyjskich firm za nic ma sobie brytyjski system rozmiarów bielizny. Swoją drogą, Marks pyszni się, że potrafi ubrać w swoje staniki 99% populacji, co stwierdzono ponoć empirycznie na próbce 800 kobiet. Ciekawa jestem, jaka była jakość tego eksperymentalnego M&S-owego bra-fittingu.

Zerknijmy więc, co ma nam do zaproponowania M&S online store. I tu od razu rada: nie zaczynajcie poszukiwań od wybierania kategorii DD+ – wyszukiwarka sklepowa najwyraźniej nie wszystko znajduje, pomija np. tego zielono-złotego haftowańca z kolekcji Autograph i nie mam pojęcia, co jeszcze. Postanowiono chyba pognębić DD-plusy bardziej niż trzeba 😉 Lepiej przejść do Lingerie Collections i tam szukać swojego rozmiaru.

 

Kolekcje

Pobieżny przegląd obecnej oferty M&Sa nieco mnie rozczarował. Modeli DD-G jest mało, ciekawych projektów jeszcze mniej, a rozmiary mocno przebrane – zdumiewające, że w okresie przedświątecznym nie zadbano o uzupełnienie zapasów! Przy dłuższym szperaniu udało się jednak trafić na kilka ciekawostek w korzystnych cenach.

Zacznę od dziewczęcej, trochę frywolnej kolekcji Ceriso – znalazłam w niej aż trzy modele, które chętnie bym przymierzyła. Pierwszy to Jacquard Frill Trim o miseczkach z satyny żywo przypominającej tę z modelu Shanghai marki Masquerade, lecz w kolorze błękitnym. Model ten jest, a właściwie był dostępny od obwodu 30, bo rozmiarów już jak na lekarstwo. Kolejna łączka, tym razem bardzo kolorowa, zwie się Floral Print i zawiera jaskrawe różyczki na czarnym tle, na tyle sympatyczne, że nie przeszkadzają mi towarzyszące im białe grochy (nie przepadam za grochami). Mój trzeci typ to co prawda kropki, ale lśniące – to już model usztywniany, z ciekawie rozwiązaną górną krawędzią miseczek, niestety już prawie wyprzedany. Dla miłośniczek grochów zapewne gratką byłby ten sztywniaczek z pionowym cięciem, mnie jednak bardziej od stanika podobają się majtki.

Autograph to już trochę poważniejszy nastrój. Obok wyżej wspomnianego zielonkawo-złotego modelu, całkiem elegancko prezentuje się czarna Vintage Rose w beżowo-brązowe róże. Moja kolejna faworytka Spot jest wprawdzie w grochy, ale „podrapane” – to usztywniana balkonetka z nadrukiem.

Kolekcja Limited Collection jest faktycznie limited – nie zawiera bowiem w ogóle DD-plusów, godzien uwagi wydaje się natomiast wybór w wąskich obwodach i małych miseczkach (rozmiary typu 28B28C). Zdecydowana większość staników z tej kolekcji jest usztywniana.

W kolekcji Adored znalazłam jeden jedyny turkus – miękki Comfort Floral Embroidered sprawia całkiem przyjemne wrażenie, niejaka Lily natomiast, z obfitym haftem typu obiciowego, zupełnie mnie nie pociąga. Ciekawe, jak sprawuje się czerwony full-cup Jacquard Lace – czy zbiera z boków tak skutecznie, jak sugerowałby jego krój? Niestety trudno to ocenić na podstawie video – jest bowiem na modelkę stanowczo za duży, zwłaszcza w obwodzie.

I tu mała dygresja na temat zdjęć i filmów – szczuplutkie modelki poubierano w staniki, które nawet zapięte na najciaśniejszą haftkę w najlepsze jadą do góry na plecach, a miseczki często są workowate i za duże. Skoro firma chwali się, że ubierze prawie każdą Brytyjkę, to czy nie mogłaby spróbować powtórzyć sukcesu na własnych modelkach? 😉

Na zakończenie moje największe rozczarowanie – Per Una. O ile ubrania z tej kolekcji nie raz już przypadły mi do gustu, o tyle bielizna jakoś w tym sezonie nie daje rady: DD-G jest mało i ani jednego nie uznaję za wartego wzmianki. Tylko w tej kolekcji jednak udało mi się spotkać model w rozmiarach GG-JClover, miękką balkonetkę sprzedawaną w dwupaku czarny+biały (ale rozmiary przebrane dramatycznie). Zwracam uwagę na brak na skali rozmiarów również miseczki HH – nie wiadomo, z jakim właściwie J mamy do czynienia.

Poza kolekcjami warto jeszcze rzucić okiem na kategorię Underwired Bras wśród DD-plusów – znajdziemy tam codzienne, gładkie modele, z których kilka nawet cieszy oko oraz kieszeń, jak ten dwupak t-shirt bras (przyjemny zwłaszcza zestaw śliwki i szarości – dużo lepsze recenzje zbiera jednak usztywniany zestaw czarno-biały). Jest i usztywniany plunge do G.

Zdumiewająca jest kategoria Multiway w DD+ – z nieznanych przyczyn ktoś podłączył tu link do staników wyłącznie nieusztywnianych, tymczasem jest w M&S całkiem obiecujący multiway-sztywniak DD-G.

Na zdjęciach niektóre modele wyglądają całkiem interesująco (pomijając złe dopasowanie), ceny są korzystne (przeciętnie 18 funtów za stanik), jednak przyzam, że ostatnimi czasy podchodzę do Marksowej bielizny nieufnie. Mój ostatni zakup okazał się potężnym rozciągliwcem obwodowym, ponadto zdarzyło mi się raz przymierzać stacjonarnie chyba przez pomyłkę rzucony do polskiego sklepu model z miseczką G – niestety, wyjątkowo źle skrojony. Ciekawe, czy i kiedy linie DD-G zawitają do naszych stacjonarek? Tymczasem – chętnie usłyszę, jakie macie wrażenia z noszenia tej marki, bo wiem, że zwłaszcza kolekcja Ceriso ma swoje amatorki. Czy warto dziś inwestować w M&S-y?

Może ci się spodobać