WRecenzje

Sezon na duży dekolt. Recenzja biustonosza Anette marki Rosme (85G).

Lato krzyczy kolorami – kogo teraz interesuje czarna baza? Cóż, dla fanek bieliźnianej tęczy nie jest to może rzecz elektryzująca, ale czarny biustonosz do dekoltów w szafie mieć warto, bo może się przydać o każdej porze roku, i to właściwie do wszystkiego. No, może z wyjątkiem jasnych i półprzejrzystych zwiewności… Chociaż look typu czarne koronki pod białym rozchełstanym na popiersiu batystem też może mieć zwolenniczki.

Czarny plunge to rzecz pod sukienkę lub top, zwłaszcza wydekoltowane, bo jest to model służący do dekoltowej ekspozycji biustu. Dla większych jest ekwiwalentem push-upa, kreując podkreślającą piersi dolinkę lub stulone półkule. Powinien być mocno wycięty, ale na tyle bezpieczny, by piersi nie wydostały się środkiem. Od takiego właśnie bazowego czarnego plandżesa zaczynam testy nowej na blogu marki – łotewskiej Rosme, o której wcześniej słyszałam od was zachęcające opinie. Na mój biust trafiła dzięki czesko-polskiemu sklepowi online Astratex.pl – także całkiem godnemu uwagi. Mamy więc dwie nowości w jednej! 😉

Rosme – Anette, rozmiar: 85G, kolor: czarny; figi Anette, rozmiar: 44

[Rozmiary biustonosza: 75-95 C-G; rozmiary fig: 36-48; cena biustonosza: 112,99 zł; cena fig: 27,99 zł; uwaga KOD RABATOWY na końcu recenzji! Komplet otrzymałam od sklepu online Astratex.]

Estetyka

Anette to byłby szczyt prostoty, gdyby nie fakt, że jednak jest tu koronka, i to wyraziście kwiecista, choć w sumie zwyczajna. Cechą, za którą wyróżniłabym Anetkę, jest zgrabność jej sylwetki. Dekolt ładnie przechodzi tu w krawędź ramiączek, które poszerzają się w kierunku ramion, co jest nie tylko zabiegiem „anatomicznym” (tak, są bardzo wygodne), ale też estetycznym. Są obszyte starannie koronką, podobnie jak miseczki.

Koronka jest miękka i bardzo przyjemna w dotyku, o czym decyduje zapewne poliamid, a miseczki wyściełane są wewnątrz bawełnianą dzianiną, co wzmacnia przyjazność tego modelu na co dzień.

A co tam słychać na mostku? Różyczka pasuje do kwiatów… choć nie wiem, czemu jeden listek ma dłuższy od drugiego.

Jeśli chodzi o materiały, Anette nie opływa w luksusy – ale prezentuje zupełnie przyzwoitą solidność: sprężysta dzianina z tyłu, niezłe zapięcie.

Dopasowanie

Jestem przyjemnie zaskoczona faktem, że zmieściłam się w zakresie, bo większych miseczek już w tym modelu nie ma (choć marka jest zdolna do wyprodukowania H, także w modelach plunge). Powiedziałabym, że Anette to taki porządny model głównonurtowy z wyskokiem w stronę D-plusów – nic powyżej G, i niestety też nic poniżej rozmiaru 75, czym na pewno spora część z was będzie rozczarowana. Rosme jest marką osadzoną raczej w średniej rozmiarówce, choć w niektórych innych modelach znajdziecie tam i rozmiar 70, i miseczki H (na przykład w tym oto plandżu Eliza).

Widać w tym modelu niestety moją asymetrię, większa pierś trochę z trudem się w nim mieści. Za to na mniejszą – jest w sam raz. Obwód pod biustem jest średnio ścisły, miseczki średnio duże.  Ten sam rozmiar noszę w naszej marce Ava. Gdybym mogła, przymierzyłabym też jednak 85H, ze względu na większą połowę biustu, choć i G jestem w stanie zaakceptować.

Kształt

Anette nadaje piersiom zaokrąglony, nie szpiczasty ani nie spłaszczony kształt, co wskazuje na udaną konstrukcję szytych z trzech części miseczek. Dobrze je też podnosi i zbiera do dekoltu, co uwidacznia się w postaci niezbyt głębokiego (na szczęście) styku pośrodku. Mostek jest niski i nie mam dekoltu, z którego mógłby wyjrzeć.

Wiem, że niektóre z nas nie przepadają za lookiem typu „stulone jabłuszka” – ja, w pewnych granicach, nie mam nic przeciw, zwłaszcza jeśli powierzchnia styku jest niewielka. Do czarowania takim wyglądem ten model nadaje się doskonale. Trochę mi przypomina modele plunge marki Gossard.

Jedno, co mi się nie podoba, to jednak zbyt mocne odznaczanie się koronki pod ubraniem. Rzadko mi to przeszkadza, ale jednak mamy lato, i pod gładkim, cieńszym ubraniem widać te kwiatki – a lepiej by było, gdyby było gładziej. Cienki tiszert z cupro to jednak niekoniecznie idealny wybór do tego modelu, ale traf chciał, że jest to jeden z najgłębszych dekoltów mojej szafy 😉

 

Konstrukcja i podtrzymanie

Moim zdaniem firma Rosme plandże konstruować potrafi. Wszystko działa tu tak, jak trzeba, żadnych kanciastości, dekolt zgrabny, miseczki nie za płytkie, nie wcinają się w piersi (z wyjątkiem mojej większej, w którą czasem wgłębia się krawędź, zwłaszcza w pewnych fazach księżyca) ani nie odstają – a gdyby nawet tak było, koronka na krawędzi dałaby radę z maskowaniem. Nie ma za wąskich fiszbin, ale są one dość krótkie – nie na tyle jednak, by nie kontrolowały biustu. Który to biust trzyma się bez zarzutu – przynajmniej jak na model z dużym stopniem swobody pośrodku, że tak się wyrażę. Oczywiście Anette nie jest pancerną przytrzymywaczką piersi, ale nie można tego oczekiwać od modelu, który odsłania znaczną ich część.

Dzianinia z tyłu jest sprężysta, nie nadmiernie rozciągliwa, solidna. Ramiączka w części poszerzonej rozciągają się bardzo niewiele, w tylnej również nie są przesadnie elastyczne, choć wąskie.

Wygoda

Z przyjemnością stwierdzam, że Anetka to niezła wygodniczka. Modele plunge mają to do siebie, że same miseczki nie przytrzymują piersi zbyt mocno i większy procent ciężaru biustu obciąża ramiączka, niż w innych konstrukcjach. Dlatego chwała dla firmy Rosme za skonstruowanie naprawdę wygodnych ramiączek, których poszerzona część w dodatku wypada dokładnie tam, gdzie powinna – czyli na ramieniu, a nie przed nim (ani za nim) 🙂 Są one też świetnie uszyte i dobrze rozkładają nacisk.

Całe ramiączko jest przy nacisku miękkie – ma w środku piankę gorseciarską – a z obu stron obszyte jest elastycznymi taśmami.

Nie raz w przypadku takich ramiączek miałam do czynienia z nierównym rozkładem obciążenia. Na przykład jedna z krawędzi była nieelastyczna, a druga owszem, co skutkowało po prostu wbijaniem się tej nieelastycznej części (taśmy, szwu) w skórę. Czyli odwrotnością zamierzonego efektu… Dlatego tegu typu ramiączka traktuję nieufnie i im nie wierzę, póki nie przymierzę. Tu trafiłam na przykład idealnie pozytywny!

W pozostałych miejscach Anette również niczym mi nie dokucza. Wygodniak!

Do kompletu

Figi Anette, rozmiar: 44

Na początek powiem, że #teammajtkizgolfem ma powód do radości – bo są to figi o stanie, powiedzmy, średnio wysokim. To zresztą nie jedyny model Rosme z majtkami o podwyższonym stanie. Jeśli lubicie takie kroje, to może warto zwrócić uwagę na inne bazowce Rosme.

Przy pierwszej przymiarce wydały mi się małe, ale uczucie opięcia wkrótce znikło i okazało się, że te majty po prostu doskonale trzymają się ciała. Bez wpijania, ale też i bez zsuwania i bez rolowania się. Są też wygodne – koronka jest miękka, niedrapiąca.

Trzeba jednak stwierdzić, że nie jest to bardzo duże 44. Ale z przyjemnością stwierdzam, że mam w zapasie jeszcze dwa rozmiary – 46 i 48. Uważam się za osobę o wymiarach przeciętnych, dlatego naprawdę dziwią mnie sytuacje, gdy noszę największy dostępny rozmiar majtek – na szczęście tutaj zakres jest bardziej realistyczny, choć brakuje rozmiarów plus size (a stanik do kompletu jest do 95 pod biustem, co jest rozmiarem zdecydowanie plus! Wciąż ten zadziwiający brak kompletowej konsekwencji…)

Co mnie smuci w tych figach? Nudny, nieprzejrzysty tył! Który, szczęśliwie, częściowo wynagradza koronkowy przód. Tak sobie wyobrażam, że ten stanik mógłby ciekawie wypaść, gdyby miseczki miały beżowy podkład – wtedy widać byłoby wzór koronki, który daje się podziwiać w pełnej krasie dopiero na figach.

Nie wytrzymałam i do fotek w komplecie włożyłam jeden z największych posiadanych naszyjników, bo ta czarna baza zdecydowanie domagała się ożywienia 🙂

 

Galeria

Zapraszam do rzutu okiem na szczegóły, choć szkoda, że tylko w jednym kolorze 😉

Podsumowanie

Rosme wskoczyła niniejszym na listę marek do obserwowania, jako dostarczycielka całkiem nieźle skonstruowanej, komfortowej i niedrogiej bazy. Oprócz Anette udało mi się też przymierzyć sympatycznego, miękkiego full-cupa Jessica – niestety miał za płytkie miseczki i podtrzymywał trochę za słabo, choć zachwyciła mnie naprawdę delikatna koronka, a także bezfiszbinowca w sportowym stylu (akurat okazał się za duży – i widzę potencjał na wygodniczka-podomkę, nie na sportowca, wbrew nazwie High Impact 😉 ). Najchętniej jednak wypróbowałabym half-cupa, na przykład Elizę:

I mam nadzieję, że mi się kiedyś uda!

(A nawiasem mówiąc – mam nadzieję, że widzicie, co jest nie tak z tym zdjęciem stanika na modelce powyżej?)

Pewną trudność stanowi fakt, że nie wszystkie modele są stale dostępne w Astrateksie, a dotąd nie trafiłam na inne źródła tych biustonoszy poza stroną firmowa, gdzie nie ma opcji wysyłki do Polski. Mimo to nastawiam radary na Rosme!

Kod rabatowy!

Sklep online Astratex.pl, w którym znajdziecie sporą ofertę marki Rosme, zaoferował nam rabat -10% na wszystkie nieprzeenione produkty w całym sklepie, na kod STANIKOMANIA10. Kod będzie ważny do końca lipca 2020! 🙂

Powiem wam jeszcze na koniec, dlaczego Astratex jest fajny 🙂 Po tym, jak jakiś czas temu poleciła mi ten czeski (z polską wersją) sklep pewna znajoma, ileś razy natknęłam się tam na różne modele polskich biustonoszy, które były trudno dostępne w sklepach w naszym kraju. Więc jeśli na przykład nie możecie w Polsce wypatrzeć jakiejś miękkiej kolorowej Avy z katalogu, takiej jak swego czasu Exotic Mistery (niestety, nie ma jej już nawet tam), albo niedawno – fuksjowego Feaver (ech, te literówki) zwanego Fuchsia w wersji miękkiej – uderzajcie do Astrateksu. Czeski biznes zdecydowanie nie boi się polskich miękkich staników tak, jak czasem – mam wrażenie – biznesy polskie, gdzie poza nieśmiertelnym „semisoftem” trudno niekiedy znaleźć inne opcje. Warto więc poszerzyć sobie horyzonty o sklepy naszych sąsiadów.

 

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Stanikomania (@stanikomania) on

Tej fuksji nie kupiłam co prawda w Astrateksie, ale mogłabym 🙂

A oto opinia, którą usłyszałam dzisiaj: „W zasadzie kupuję gacie i staniki tylko u nich, gdyż są zajebiści. Wysyłka natychmiast, zero problemu z wymianami/zwrotem (można na papierowym formularzu, można online), ceny spoko. Fangirluję ich bardzo, zwłaszcza za czas dostaw – 24-48h, chyba że po drodze jest weekend”. WOW!

Astratex nie stroni też od „bardziej zagranicznych” marek – można tam ustrzelić zarówno polską Avę, Gaię, czy łotewską Rosme, jak i brytyjskiego Gossarda albo Elomi, a na deser zostaje jeszcze tajemnicza dla mnie marka własna, która m.in. także serwuje usztywnianego half-cupa w miseczkach do G (ze zdjęciami, na których straszą za małe miseczki, ale może dadzą się dopasować lepiej 😉 ).

Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam tak odkrywać nowe tereny! Znacie bieliznę Rosme? A może kupujecie w Astratex.pl? Na co jeszcze warto tam polować? Czekam na wasze wrażenia! 🙂 

Może ci się spodobać