WRynek i moda

Specjalista od głębokich dekoltów


Ciąg dalszy przeglądu markowego 🙂 Z marką Gossard po raz pierwszy zetknęłam się blisko początku swojego zainteresowania brytyjską bielizną, czyli kilka lat temu – bardzo niedawno, jeśli wziąć pod uwagę jej długą historię. Gossard istnieje bowiem od 1901 roku, czyli niebawem będzie obchodził swoje 110. urodziny! Co ciekawe, od lat 50. dwudziestego wieku firmę tę nabyła potężna brytyjska spółka przemysłu chemicznego i tekstylnego, Courtaulds, która istnieje od roku… 1794 🙂 Choć więc dzisiejsze produkty Gossarda wyglądają bardzo współcześnie, jest to prawdziwy bieliźniany weteran. Jako że swego czasu zniechęciłam się do tej marki, poświęcałam jej niewiele uwagi, jednak ostatnio patrzę z nowym zaciekawieniem w stronę Gossardów, w czym niemały udział miała ta recenzja oraz ta notka pełna znakomitych zdjęć (znacznie lepszych i wartościowszych informacyjnie niż katalogowe!).

 

„Cudowne” push-upy

Jeszcze kilka historycznych ciekawostek. Gossarda znamy obecnie jako producenta biustonoszy. Karierę swą firma zaczęła jednak, jak przystało na początek zeszłego wieku, od gorsetów na metalowych fiszbinach. Potem przyszedł czas na staniki i pasy do pończoch typu girdle (więcej o historii firmy można poczytać tutaj). Już w latach sześćdziesiątych Gossard dał się poznać jako producent staników, które „czynią cuda” – firma zaczęła produkować biustonosze na licencji Wonderbra i czyniła to aż do 1994 roku, gdy marka ta przeszła w ręce Playtexa. Gossard oczywiście natychmiast wykreował własną linię gładkich plandży i nazwał ją… Ultrabra 🙂

 

Marka Gossard zapisała się więc w historii jednego z najpopularniejszych typów biustonoszy – push-up’a. Usztywniane staniki do głębokich dekoltów stanowią do dziś podstawę oferty Gossarda, choć bywały w niej także miękkie balkonetki, a oprócz tego, rzecz jasna, majtki do kompletu oraz pasy do pończoch.

 

Ewolucja bez rewolucji

Miseczka DD pojawiła się w ofercie Gossarda w latach 70 w odpowiedzi na „rosnące biusty” klientek. Gdzieś w okolicach roku 2006 zakres rozmiarów sięgał „aż” do F. Dwie miseczki w ciągu 30 lat to – przyznacie – niedużo, zakres ten uchodził jednak za szeroki, zwłaszcza w przypadku usztywnianych plandży. Wtedy też wypróbowałam swojego pierwszego plandża Superboost Satin, który jednak okazał się wyjątkowo małą F-ką o dość rozciągliwym obwodzie. O Gossardzie więc zapomniałam, mimo że w ciągu kolejnego roku czy też dwóch dorobił się miseczek FF i G. Mój biust jednak uparcie rósł szybciej od oferty marki. W dodatku biustonosze Gossarda przez długi czas uchodziły za małomiseczkowe – nawet sklep Brastop odnotował tę ich cechę.

Oprócz dwóch nowych miseczek, dzięki którym Gossard doszlusował do większości szanujących się marek (usztywniane plandże powyżej G były wszak do niedawna zupełnie nieznane), do oferty weszły także już standardowe dziś obwody 30(65). Z tego powodu Gossarda ceni sobie wiele kobiet o drobniejszych sylwetkach i biustach. Brakuje co prawda do 28-ek, ale słychać głosy, że słynne niegdyś z rozciągliwości Gossardy bywają całkiem ciasne i że nie warto zaniżać rozmiaru obwodu. Wygląda na to, że Gossard przyspieszył rozwój, choć szkoda, że jako specjalizujący się w plandżach nie znalazł się w awangardzie…


 

Satyna i detale

Satynowe lśnienie i gładka śliskość materiału to coś, co zawsze mnie pociągało, i czego w ofercie Gossarda nie brakuje. Wielką zaletą dzisiejszych Gossardów są materiały.

Dzięki uprzejmości sklepu Bradea miałam zeszłego lata okazję obejrzeć na żywo część wiosennej oraz zapowiedzi jesiennej, teraz już częściowo dostępnej kolekcji.

Byłam pod dużym wrażeniem faktu, że Gossardy bierze się do ręki z tak dużą przyjemnością – materiały są gładziutkie, świetnej jakości. Ten Superboost sprzed lat był w porównaniu z nimi bardzo przeciętny. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie dbałość o detale. Metalowe sprzączki, porządne zapięcia, ładne, nietandetne ozdoby – kokardki, metalowe zawieszki, plakietki z logo. Szycie jest staranne, hafty i koronki delikatne. Szczególnie podobało mi się wykończenie brzegu modelu Coco z kolekcji jesiennej (w katalogu do G, w sklepie firmowym do FF, w sklepach polskich – na razie zero… :().

Nie podobały mi się natomiast złote nitki w modelu Satin Superboost Showtime, na szczęście w kolekcji jesiennej już ich nie ma.

 

Koronkowe retro

W kolekcji jesień-zima 2010 koronkowce i satynowce występują mniej więcej w równych proporcjach. Sztandarową przedstawicielką jest seria Ooh La La, wg firmy inspirowana dawną kolekcją z lat czterdziestych. Zawierająca ona biustonosz plunge, biustonosz typu longline, różne typy majtek oraz piękny wysoki pas do pończoch – wszystko w dwóch klasycznych odmianach barwnych: czarnej z beżowym podkładem oraz bladoróżowo-beżowej. Biustonosz longline to coś w rodzaju ogniwa pośredniego między stanikiem a gorsetem – krój obecnie rzadko spotykany.


Oh La La to takie uwspółcześnione retro – „stare koronki” w połączeniu z dość współczesną gumą obwodową. Jednak owe koronki w połączeniu ze starannym wykończeniem i miedzianymi (!) detalami robią dobre wrażenie mimo wysokiej jak na Gossarda ceny (£30 za plunge’a).

Klasycznie ubarwiona jest w tym sezonie jedna z kusicielek – Temptress (czerń z beżem). Mnie jednak frapuje ciemna wersja koronkowego Enchanté, który obecnie różowo-różowy, ma się pokazać w wersji czarno-szafirowej. Kolory są zresztą mocną stroną kolekcji, zwłaszcza, jeśli się lubi fiolety, purpury i róże – mamy pięknego fioletowego Can Cana, jasnofioletową Temptress i Squeeze Me.


 

Rozmiary i konstrukcje

Niestety sama nie mogłam prawie niczego przymierzyć, bo próbki miały rozmiar w okolicy miseczki D – nieco więcej szczęścia miała moja drobniejsza współpracowniczka, która, mam nadzieję, odezwie się w komentarzach. Dostałam natomiast sygnał, że obwody bywają naprawdę ciasne. Największym ściskaczem jest longline bra z kolekcji Oh La La (patrząc na niego zresztą odnoszę wrażenie, że coś takiego nie może być wygodne, jeśli nie jest się osobą bardzo szczupłą), jego plandżowy brat również nie należy do luzaków, podobnie jak Temptress. Może dlatego longline bra Oh La La jest, zaskakująco, tylko do miseczki E?

Zarówno satynowy Superboost, jak i mój faworyt jesienny, Can Can, wydają się dobrze rokować jeśli chodzi o konstrukcję, obiecująco też wygląda mi koronkowa Enchante, natomiast Temptress, z tego co zaobserwowałam, na drobniejszym biuście okazała się spłaszczająca. Recenzje Gossardów w brytyjskim Figleaves są różne – sporo w nich narzekań na zaskakująco ciasne obwody czy też za duże bądź za małe miseczki i inne dziwności. Wydaje mi się, że dla przeciętnej użytkowniczki znanych D-plusowych marek, jak Freya czy Panache, Gossardy mogą okazać się trochę nieprzewidywalne rozmiarowo. Chyba trzeba je lepiej poznać.


Ciekawą opcją, oprócz plandży, są straplessy, dostępne w serii Cosmetix. Ciekawa jestem wrażeń na ich temat, aczkolwiek raczej od mniej biuściastych, bo są do miseczki DD. Co do plunge’ów z tej serii zdania są podzielone. Są to jedyne u Gossarda całkowicie gładkie termicznie modelowane miseczki. Kuszą m.in. przepięknym kolorem Royal Blue, który chętnie bym wypróbowała, ale jakoś nie mogę znaleźć swojego rozmiaru (dlaczego model z aktualnej kolekcji jest nie do dostania w pełnej rozmiarówce nawet w firmowym sklepie Gossarda – nie rozumiem).

Swego czasu rozczarował mnie Esprit, miękki koronkowy model określany jako full-cup. Jego wersja dla drobniejszych biustów (do E), zwana balkonetką, lecz skrojona bardziej jak typowy half-cup, sprawdzała się znakomicie i zdobyła wysoką lokatę w Kusidełku 2009 w kategorii A-D. Full-cup niestety nie dogadał się z moim biustem – szeroki obwód, brak zbierania i jakiegokolwiek modelowania. W kolekcji jesień-zima 2010 nie ma już ani jednego miękkiego stanika… Widać firma postanowiła pozostać przy push-upach, być może słusznie.


Charakterystyczne dla niektórych Gossardów są tyły zbudowane z samych gumek i zapinane na jedną haftkę, jak w Can Canie czy Superboost Satin. Jak się przekonałam niegdyś na przykładzie Freyi Retro w odmianie plunge, takie zapięcie wcale nie musi być niestabilne i nietrwałe.

 

Poduszkowce

Nie każda małobiuściasta lubi push-upowe wkładki, a wśród bardziej biuściastych ich miłośniczki stanowią, jak sądzę, nikły procent. Trudno stwierdzić, do jakiego rozmiaru poszczególne Gossardy są wyposażane w wyjmowane wkładki, bo producent o tym nie pisze. Czy we wszystkich granicą będzie rozmiar DD, jak w Can Can czy Temptress? Zła wiadomość dla anty-gąbkowiczek: w Coco na przykład gąbka jest integralną częścią stanika i wyjąć się jej nie da. W rozmiarach bezpoduszkowych za to Gossardy mają podobno miseczki większe od standardowych. Mam nadzieję się o tym nabiustnie przekonać.


 

Gossard w Polsce – uwaga, promocja!

W ciągu ostatniego roku Gossardy pojawiły się w polskich sklepach z bra-fittingiem oraz internetowych. Prekursorem była Bradea, znany sklep internetowy, którego motto brzmi „Szeroki wybór w wąskich obwodach”. Mam nadzieję, że znajdziemy w polskich sklepach nowe Gossardy również w obwodzie 80…

W związku z ukazaniem się tego artykułu udało się nam namówić sklepy na promocję marki Gossard dla czytelniczek – 10% rabatu na hasło Stanikomania 🙂

A oto szczegóły promocji w poszczególnych sklepach:

Bradea – rabat naliczany po wpisaniu kodu „Stanikomania”
Bellami – j.w.
Noszę biustonosze – kod należy wpisać w komentarzu do zamówienia, rabat zostanie naliczony ręcznie
Kamea – stacjonarnie (Zabrze) oraz internetowo (obniżka cen bez konieczności korzystania z kodu, maila itd.)
Li Parie – stacjonarnie (Warszawa) i internetowo (w komentarzu do zamówienia)
Onlyher – stacjonarnie (Wrocław) i internetowo, rabat naliczany ręcznie w mailu zwrotnym
Secret Hills – stacjonarnie (Warszawa) i internetowo (na kod).

Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną wrażeniami z noszenia nowych Gossardów. Jak je oceniacie, zwłaszcza na tle innych znanych usztywnianych plandży, jak np. Deco marki Freya czy biustonosze Ewy Michalak? Warto zatańczyć kankana w Can Canie? A może wystroić się w Coco albo czarować w Enchanté? 😉

Może ci się spodobać