WRynek i moda

Trochę słońca

Jak zwykle o tej porze roku, sam dźwięk słowa „słoneczny” powoduje jakieś nieokreślone przyjemne uczucie w mózgu, a „słoneczny żółty”, zamiast kojarzyć się z kolorem koszmarnie nietwarzowym dla większości przedstawicielek białej rasy, wywołuje nagły przypływ chęci sprawdzenia, co tam słychać w wiosennych kolekcjach. Podbiały, żonkile, wielkanocne kurczęta… Żółć już kilka sezonów temu wróciła do łask, podobnie jest i w tym – przynajmniej w odzieży. A pod spodem?

Otóż okazuje się, że kanarki, banany i cytryny to wielka rzadkość. Żółty jest chyba kolorem tabu – czyżby zbytnio kojarzył się z pożółkłą, starą bielizną? Jednym z bardzo nielicznych żółtych biustonoszy jest Thalia marki Empreinte, w dojrzałym, letnim, nieco przygaszonym odcieniu. W rozmiarze DD (i nie większym) można dostać cytrynkę Elle Macpherson – bladożółty, koronkowy model o nazwie Coranto. W podobnych rejonach rozmiarowych mamy do dyspozycji Promenade du Couchant marki Aubade, w kolorze absinthe (a podobno absynt jest zielony – dla mnie ten stanik jest kanarkowy i tyle). Wielbię szafirową wersję tego modelu – wielka szkoda, że jest tylko w malutkich rozmiarach. Orzeźwiające połączenie śnieżnej bieli z cytryną oferuje Freya w najnowszej wersji Tinkerbell, podobnym tropem podąża Rigby&Peller ze swoją niezwykle wdzięczną Tiffany w wersji, rzecz jasna, Cytryn (w odróżnieniu od Akwamarynu).

I to niestety, proszę Państwa, byłoby na tyle. Oczywiście jeśli nie liczyć różnych mutacji barwy „złotej”, zaliczanej w klasyfikacji niektórych sklepów do żółtego. Złoto jednak zasługuje na osobny rozdział.

Może ci się spodobać