WBrafitting

Wyrzuć minimizer – poczuj się FFantastycznie!

Wiele z nas w poszukiwaniu staników poruszało się do niedawna w kręgu sklepów obecnych w galeriach handlowych – jak patronackie sklepy Triumpha tudzież sieciówki odzieżowe typu H&M, KappAhl czy Cubus, sprzedające także własną bieliznę. Całe ściany, regały i stojaki pełne staników robią wrażenie nieograniczonej obfitości. „Jak to, nie możesz dobrać sobie stanika? Przecież jest ich pół sklepu!” – zdarza nam się słyszeć od znajomych.

Niestety, z chwilą, gdy zaczynamy oczekiwać od bielizny czegoś więcej niż tylko „bycia”, pojawiają się kłopoty. Chcąc, by biustonosz obejmował i mocno podtrzymywał nasze piersi, trzymając się w obwodzie i nie obciążając ramion wbijającymi się ramiączkami, wypadamy z tabel rozmiarowych popularnych firm. Lukę rynkową zapełniają nieliczni. Nie należą do nich, niestety, odzieżowe ani bieliźniane sieciówki, mimo że chcą uchodzić za sklepy, w których każdy znajdzie coś dla siebie.

Naszej dzisiejszej bohaterce Izie udało się jednak skutecznie rozwiązać problem ze stanikami. Co ciekawe, problem ten niegdyś w jej mniemaniu dotyczył… biustu. Zawsze uważałam, że winę za opadający biust (w staniku) ponoszą moje „za duże” piersi. Nie przyszło mi nigdy do głowy, że to stanik jest za to odpowiedzialny – w końcu wybierałam najlepszy z dostępnych w sklepie. Myślałam, że nie ma już lepszego dla mnie rozmiaru! – zwierza się Iza.

Jaki to był rozmiar? Najlepiej leżącym biustonoszem wśród tych dostepnych w Triumphie, H&M lub KappAhlu, zawsze okazywał się ten o rozmiarze 80D – pisze. Przy 74 cm pod biustem trudno jednak, by stanik w takim rozmiarze obwodu właściwie podtrzymywał piersi. Rozmiar ten wybierała z konieczności – jej biust nie miał w nim właściwego wsparcia, ale przynajmniej mieścił się w miseczce D, która często okazuje się największą z dostępnych.

Dawne przekonanie o „za dużym” biuście skłoniło Izę do zakupu stanika prezentowanego na zdjęciu z lewej, na którym widnieje odziana w minimizer marki Triumph. Minimizer, jak sama nazwa wskazuje, służy do modelowania biustu w taki sposób, by stracił w obwodzie i zmieścił się w niezbyt dobrze dopasowanym do naszej sylwetki ubraniu. Czyli, mówiąc brutalnie, spłaszczania piersi. Niestety, wraz z ogólną tendencją do uśredniania naszych wymiarów awansował do roli obowiązkowego wyposażenia szuflady wszystkich tych, których natura obdarzyła „za dużym” biustem!

Jak sądzicie, czy minimizer rzeczywiście „zminimalizował” piersi Izy? Bo moim zdaniem uczynił je wizualnie większymi. Co samo w sobie nie stanowiłoby problemu, gdyby nie to, że nie zaoferował im przy tym należytego podtrzymania ani wymodelowania, pozwalając, by smutno opadły. Iza na lewym zdjęciu powyżej sprawia wrażenie przygarbionej. Być może rzeczywiście tak jest – źle podtrzymujący stanik skłania bowiem do garbienia się.

Fotografie z profilu nie pozostawiają wątpliwości – to nie przygarbiona postawa sprawia, że biust Izy w staniku 80D patrzy w dół.

Prawe fotki zaś przedstawiają naszą modelkę w zupełnie innym rozmiarze – brytyjskim 30FF, co w przeliczeniu na kontynentalny system rozmiarów (wiadomości o różnych systemach znajdziecie tutaj) daje… 65I! Okazało się, że dopiero tak wąski obwód pod biustem i odpowiednio dobrana do niego wielkość miseczki leży idealnie. Minimizer został z radością zamieniony na biustonosz Freya Pollyanna, a Iza, poproszona przeze mnie o dosłanie dodatkowej, lepiej ustawionej fotografi napisała: Mam nadzieję, że ujęcie jest dobre – nie wiem, czy wystarczy mi samozaparcia, by ubrać się w ten stanik [minimizer] raz jeszcze!

Dziękujemy za samozaparcie! A wszystkim tym, które czują się zmuszone do noszenia minimizerów z powodu ubrań skrojonych w sposób nie uwzględniający istnienia piersi, polecam zajrzeć do bloga „Kobiece kształty” po porady i inspiracje dotyczące szafy biuściastej. Dobrze byłoby, gdyby producenci ubrań także się trochę poinspirowali…

Może ci się spodobać