WRecenzje

Utonąć w beżach, czyli Zara plunge

Stanikomaniaczki dzielą sę na różne frakcje w zależności od biusto-gustu. Jedną z linii podziału jest stosunek do sławnego (dla innych – niesławnego) Inferno, usztywnianego plunge’a z przepinanymi ramiączkami marki Panache. Wygląda na to, że frakcja przeciwniczek zwyciężyła, Inferno bowiem nie jest już produkowane. Ustąpiło miejsca Zarze, która miała stanowić udoskonalony model plandża, pozbawiony wad poprzednika. Sama należałam, i nadal należę do zwolenniczek starego dobrego Inferniaka, który nie jest może ideałem, ale dekolt kreuje mi bezkonkurencyjny. Od czasu pojawienia się zapowiedzi Zary byłam naturalnie bardzo ciekawa, czy stanie się jego godną następczynią. W końcu trafiła do mnie i poddałam ją ocenie – jak się zapewne domyślacie, bardzo krytycznej 🙂

Panache – Zara, 34G, kolor: cafe latte

[rozmiary: miseczki D-G, obwody 30-38 (65-85), cena: 148 zł]

Estetyka

(4 1/2)

Kolor zaskoczył mnie pozytywnie. Nie wiedziałam, czego się spodziewać – nazwa sugeruje kawowy beż, na zdjęciu daje się zauważyć lekko różowawą tonację. Na pokazie widziałam Zarę w sztucznym świetle, w którym wydawała mi się różowa. Prawda leży pośrodku – mamy do czynienia z beżoróżem, albo też różobeżem, jak kto woli – kolor ten ma znacznie więcej wspólnego z kakao niż z kawą. Odcień oryginalny i elegancki, zupełne inny (m.in. ciemniejszy – na pewno nie tak jasny, jak na katalogowym zdjęciu!) od złotawego Inferno w wersji biscuit, lecz równie ciekawy. Jeden z najbardziej udanych „nudziarzy” sezonu.

Błysk satyny, zawsze miły memu sercu, w przypadku Zary nie zawodzi. Zara błyszczy mocniej od Inferno – jest uszyta z innego materiału. Z estetycznego punktu widzenia zmiana jest udana, nieco gorzej z właściwościami mechanicznymi boków, o czym będzie niżej.

Znaczna część narzekań na Inferno dotyczyła załamywania się grubo gąbkowanych miseczek pod piersiami, w okolicy fiszbin. Miseczki Zary są cieńsze i nie zamieniają się w dole biustu w harmonijkę, choć także nie pozostają idealnie gładkie, i za to odejmuję pół kokardki. Pod bluzką zaś Zara jest niemal niewidoczna.

Dopasowanie

(4)

Mam zastrzeżenia do obwodu, który jest mocno rozciągliwy, bardziej niż w Inferno w tym samym rozmiarze. Jeśli więc ktoś, tak jak ja, nosił Inferno w szerszym niż zwykle obwodzie (ja – 36FF), muszę ostrzec, że z Zarą ten manewr nie przejdzie. Miseczki w normie.

Kształt

(3 1/2)

Zara nadal ma problem z miseczkami, jednak przeniósł się on wyżej. Inferno miało nieszkodliwą harmonijkę nisko, w mało widocznym miejscu. U Zary zaś mamy do czynienia z lekkim załamaniem, a właściwie wklęsłością, umiejscowioną nad fiszbiną w dolnej połowie piersi, nad samym drutem natomiast robi się wybrzuszenie. Tragedii nie ma, ale nie jest idealnie. Przy założeniu ramiączka na szyję (pamiętajmy, że jest to multiway, umożliwiający odpięcie ramiączek i przypięcie ich w dowolnej konfiguracji) miseczki trochę inaczej się układają i wada znika.

Na szczęście dekolt nieco to rekompensuje – tworzy się całkiem przyjemna dolinka, choć piersi nie są tak mocno zbliżone do siebie, jak w Inferno.

Podsumowując – w tej konkurencji poprzednik Zary moim zdaniem wygrywa, a swojej pro-Infernowości daję wyraz, stawiając tylko dostateczny z plusem.

Konstrukcja i podtrzymanie

(4)

Jednym z udoskonaleń wprowadzonych w Zarze miało być niższe zabudowanie. Obietnica została spełniona – zarówno boki, jak i miseczki są niższe od Infernowych. Inaczej natomiast rozwiązano mostek – w Inferno fiszbiny w ogóle nie wchodzą w dekolt (siedzą we wspólnym kanaliku w dole miseczek), w Zarze natomiast sięgają wyżej, bardziej jak w modelu plunge z serii Retro marki Freya, choć mostek w Zarze pozostaje niższy o 1,5 cm od Retrowego. Generalnie miseczki są bardzo podobne do Retrowych. Fiszbiny Zary są w normie, ani za szerokie, ani za wąskie, nie rozchodzą się też nadmiernie na boki.

Wiele osób ucieszy, że stanik jest niższy, sama jednak nigdy nie miałam problemów z Infernowym zabudowaniem, toteż zapewne nie doceniam tej zalety w pełni. W imieniu tych z Was, które lubią niższe zabudowanie, stawiam w tej kategorii cztery 🙂

Podtrzymanie jest zadowalające, ale tył zachowuje się tak, jakby niedługo miał zamiar zacząć podjeżdżać do góry. Jednocześnie nie wyobrażam sobie mniejszego rozmiaru obwodu (i to bynajmniej nie dlatego, że nie zmieściłabym się wtedy w rozmiarówce miseczek). Dlaczego? Ano dlatego, że jest on wykonany z bardzo mało „pracującej” dzianiny, która naciąga się bardzo łatwo, szybko osiąga maksimum i dalej nie naddaje się już ani na milimetr. Mniejszy rozmiar obwodu prawdopodobnie nie dopiąłby się na mojej klatce piersiowej. Moim zdaniem dzianina ta jest największą wadą Zary i zastosowanie jej stanowi krok w tył w stosunku do Inferno, które pracowało w obwodzie bardzo ładnie i doskonale podtrzymywało nawet przy przydużym obwodzie, czego mój biust jest niezbitym dowodem.

 

Wygoda

(4)

Nie odczuwam w Zarze większych niewygód, oprócz jednej konsekwencji słabo pracującego obwodu. W niektórych pozycjach jest mi w nim po prostu ciasnawo, bo za łatwo osiąga wyżej wspomniane maksimum naciągnięcia i zamienia się w nieelastyczną taśmę. Taki paradoks… rozciągliwiec, a czasem ciśnie. Poza tym Zara jest przyjemna w dotyku i niewyczuwalna.

Cena

(3 1/2)

Krótko: moim zdaniem powinnna kosztować nie więcej, niż 120 zł. 🙂 To stanik z kategorii praktycznych, nie luksusowych, nie jest też designerskim fajerwerkiem, choć kolor się Panache’owi udał.

Podsumowanie

Satynowe miseczki to to, co tygrysy lubią najbardziej, kuszący dekolt też. Mimo wszystko jestem trochę zawiedziona. Miało być stuningowane Inferno, lepsza wersja jednego z moich ulubionych staników, Zara jednak jest po prostu inna. Możliwe jednak, że ucieszy anty-infernistki, niezadowolone z wysokości i grubości miseczek tamtego modelu, i tym przede wszystkim polecałabym wypróbowanie jej.

Ja jednak w roli plandża idealnego na specjalne okazje oczekiwałabym czegoś w rodzaju Oriona Masquerade (który świetnie dogaduje się z moim biustem), lecz pokrytego gładką Zarową satyną, i oczywiście z możliwością przepinania ramiączek. Mam nadzieję, że Zara nie jest ostatnim słowem Panache w kwestii wydekoltowanych multiwayów.

Biustonosz do recenzji dostarczył sklep Ebras ze Szczecina, ten sam, który ma w ofercie recenzowany przeze mnie wcześniej biustonosz marki Gorsenia. Ebras jest obecny stacjonarnie już w dwóch punktach miasta. Oprócz zwykłych staników, w sklepie znajdziemy także m.in. biustonosze sportowe oraz kostiumy kąpielowe.

[Zdjęcie katalogowe: So chic!]

Może ci się spodobać