WInne

Stanikomaniacki rok 2011

Czas podsumowań jeszcze nie całkiem za nami – postanowiłam i w tym roku dołączyć do spoglądających wstecz na osiągnięcia i niedostatki minionych dwunastu miesięcy… Zainspirował mnie do tego zwłaszcza wątek o odkryciach i rozczarowaniach z Lobby Biuściastych. Wyrażone tam opinie bywają zaskakująco różne (zadziwia, jak dalece sprawdza się powiedzenie, że co biust, to gust!), warto jednak się w nie zagłębić i wyłowić także punkty wspólne naszych oczekiwań wobec bra-rynku.

Wiele z nas ma już bardzo sprecyzowane upodobania i potrzeby dotyczące biustonoszy – żądamy konkretnych krojów i stylów, nie tylko „żeby się wreszcie zmieścić” i mniej-więcej dobrze wyglądać. Dotyczy to zwłaszcza tych kobiet, które z racji przynależności do „łatwiejszych” stref rozmiarowych mają już na rynku spory wybór. Trzeba jednak pamiętać, że niemała część  takiego wyboru nie ma – wiele kobiet wciąż czeka na zaspokojenie podstawowych potrzeb, takich jak nadająca się do noszenia konstrukcja, estetyczny design. Poniższa wyliczanka zostanie więc wygłoszona niejako z uprzywilejowanej pozycji, choć i ja nie jestem w pełni zadowolona z oferty dla tej niby najlepiej zaopatrzonej strefy, jaką jest D-G.

Dla kogo D-G?

Zacznę więc od narzekań z pozycji „rozkapryszonej” właścicielki G-biustu…

Próbowałam otóż w ciągu ostatniego roku eksperymentować z mniej znanymi w naszym kraju markami D-plusowymi. Szukałam czegoś innego, ciekawszego niż wolno zmieniający się zestaw konstrukcji i stylów, jakimi raczą nas marki Freya czy Panache. Rozglądałam się też za tańszymi alternatywami, w szczególności – produkcji polskiej. Wrażenia mam mieszane.

Jednym z największych zawodów była marka Elle Macpherson Intimates, której piękny biustonosz w moim rozmiarze okazał się totalną porażką konstrukcyjną. Nie wiem, jak to się stało, że po tylu latach rozwoju branży D-plusowej ta popularna firma wciąż udaje, że skrojenie balkonetki w rozmiarze 36G to zadanie w zasadzie niewykonalne…

Nie do końca zachwycił również Gossard, który nie poraża podtrzymaniem w mojej strefie rozmiarowej – to jednak zupełnie inna liga konstrukcyjna niż wymieniony wcześniej EM i zamierzam znowu dać tej marce szansę.

Miss Mandalay w wydaniu usztywnianym co prawda oczarowała delikatnym wzorem, ale zawiodła również podtrzymaniem. Co dobre dla średniego biustu i niewielkiego obwodu, z większym wymiarem i ciężarem niekoniecznie sobie poradzi, szkoda tylko, że nie każdy producent jest tego świadom.

Polskie marki na pograniczu

W ubiegłym roku pierwszy zagościły na tutejszych łamach takie marki, jak Ewa Bien i Samanta.

To z jednej strony powód do radości (nareszcie się zmieściłam!), z drugiej – rozczarowanie tym, że wybór dla mojego brytyjskiego 36FF-G (a polskiego 75I czy 80H) był w nich ograniczony praktycznie do jednego modelu. A co mają powiedzieć większe biusty? Pozytyw: jedna z przymierzanych Samant (wciąż ten sam model) miała na mnie jednak za duże miseczki. Widać więc światełko w tunelu 🙂

Mam też wielką nadzieję, że w przyszłym roku firma Dalia zaoferuje biustom z moich okolic coś więcej niż model K-24, który w ubiegłym roku pojawił się m.in. w pięknej odsłonie ciemnozielonej (znajdziecie ją w tej notce). Liczę przynajmniej na podobnie skrojony, ale miękki K-26.

Polskie marki rozwojowe!

Czas na trochę pozytywów. Kilku naszych najbardziej zasłużonych dla strefy D+ producentów, jak Avocado czy Ewa Michalak, w ubiegłym roku bynajmniej nie stało w miejscu.

Muszę tu bardzo pochwalić Avocado, z którym ostatnio zaprzyjaźniłam się bardziej niż kiedykolwiek (w zeszłym roku opisałam udane przygody z Daphne i Libertine). Do pięknych jak zawsze koronek i haftów dołączyły dobrej jakości tyły, ramiączka i te wszystkie detale, które sprawiają, że biustonosz nie pozostaje tylko dekoracyjnym cackiem. Nowością zeszłoroczną były usztywniane balkonetko-halfy, niezła konkurencja dla brytyjskiego Masquerade (Rococo, Camelia). Pojawiły się też przyjaźniejsze ceny i obniżki (Avocado za 99 zł? Tego jeszcze nie było! 😉

Ewa Michalak zaskoczyła wszystkich bardzo obfitą i dopracowaną estetycznie (wreszcie!) jesienno-zimową kolekcją, w której na szczególną uwagę według mnie zasługują: wkładki do redukcji asymetrii w modelach plunge i half-cupach kroju CH, dopasowane do rozmiaru miseczki, miękki model Burgund oraz piękny zielony haft w modelu Ulis. Wiosną po raz pierwszy przetestowałam miękkiego half-cupa – Motyla i mam nadzieję, że takich zwiewnych propozycji doczekamy się więcej w tym roku.

Kris Line zasłużył się, wprowadzając na rynek modele dla kobiet karmiących na fiszbinach (czy wszystkie? Nie wiem, na stronie brakuje niestety informacji…)

Trudno tu nie wspomnieć o jedynej polskiej marce odzieżowej produkującej ubrania w rozmiarach uwzględniających wymiary biustu. Chodzi oczywiście o BiuBiu, które jesienią zalało nas przede wszystkim sukienkami, jednocześnie przyjemnie zaskakując rosnącą jakością tkanin i wykonania. Mam nadzieję, że latem również nas nie zawiedzie.

Polska nowość – Onlyher

Pozostajemy na naszym podwórku, na którym pojawiło się zjawisko bezprecedensowe – marka stworzona przez firmę zajmującą się wcześniej jedynie handlem (sklepy Onlyher) i dystrybucją bielizny D+. Usztywniane modele Espresso i Latte przeznaczone są na razie dla mniejszych biustów (obwody 60-75, miseczki od B) i mają spore powodzenie (są chwalone zwłaszcza za wygodę) – co niezbicie dowodzi, że potrzeby również tej grupy rozmiarowej długo pozostawały nie do końca zaspokojone.

O ile wiem, „Onlyherki”, podobnie jak konstrukcje Ewy Michalak, powstawały w żywym kontakcie z tzw. prawdziwym biustem, czyli były i są cierpliwie testowane na ochotniczkach, rozmiar po rozmiarze. Myślę, że to wróży im pewny sukces (i doprawdy nie rozumiem, czemu wszystkie firmy nie postępują podobnie…).

Rozkwitająca dystrybucja

Wracając zaś do importu – warto zauważyć, że oprócz prężnie i długo już działających dystrybutorów bielizny firm Eveden oraz Panache, w Polsce dystrybuowane są również takie marki, jak Miss Mandalay, Pour Moi?, Gossard, Shock Absorber, coraz prężniej promowana Cake Lingerie, Hot Milk, a także Royce, Audelle, Charnos… W częstym kontakcie z Polską są też przedstawiciele Curvy Kate. Można więc powiedzieć, że nie samą Freyą czy Panache polski biust żyje, choć wciąż brakuje tych mniej popularnych marek w stacjonarnych sklepach.

Blaski i cienie kolekcji made in UK

Co zachwyciło mnie najbardziej w minionym roku w kolekcjach najbardziej znanych marek zagranicznych? Wiele z Was jako wielkie odkrycie wymienia model Freya Deco i jego „klony” (takie, jak Taylor) nie tylko w odsłonie plunge’owej, ale i bezramiączkowej.

Dla mnie natomiast Deco Strapless należało do porażek – mój biust zupełnie się w nim nie odnalazł, że tak to ujmę 😉 Odnalazł natomiast straplessa idealnego – stary, ale jary model Fantasie Smotthing Strapless. Odkrycie to zaliczam do swoich największych stanikowych sukcesów AD 2011.

Drugim rozczarowaniem by Freya był dla mnie half-cup Lauren szyty według nowego kroju – zupełnie nie radził sobie z modelowaniem biustu, w przeciwieństwie do identycznie skrojonego, ale uszytego z innych materiałów Erin, z którym się zaprzyjaźniłam i uważam za jeden z ciekawszych wzorów ostatniego roku.

Jestem również zadowolona z testów dwóch modeli marki BravissimoAlany i Bubbles, chwalonych również przez użytkowniczki z zakresu G+. Obydwa, mimo pewnych wad, znalazły się w moim codziennym repertuarze.

Nadal darzę olbrzymią sympatią markę Elomi – oprócz evergreena Caitlyn polubiłam również „fullcupo-plunge’a” Suzie i mam zamiar rozwijać naszą przyjaźń w kolejnym roku. Z przyjemnością też zauważam, że coraz więcej zwolenniczek ma w naszym kraju droga, ale świetna marka Fauve – chyba zaczynamy pomału inwestować także w wyższą półkę. Szafirową Lucię kupiłam jednak na przecenie w Brastopie 😉

Jeżeli chodzi o trendy – po początkowej fascynacji (urok nowości…) szybko straciłam zainteresowanie modnymi w ostatnich sezonach fasonami longline. Bardzo natomiast podobały mi się nadruki w modelach marki Freya (kwieciste – Nieve i od niedawna dostępne ptasie – Ingrid), a także bravissimowych „Bąblach”.

Zimowa kolekcja Masquerade, już nieźle zadomowiona w zakresie miseczek do H, była dla mnie ucztą wizualną. Niestety marka ta dostarczyła mi też jednego z największych rozczarowań – zupełnie nie leży na mnie model Rhea, który wystąpił w pięknej wersji śliwkowo-burgundowej…

Przychylny wiatr z Wysp?

Mam wrażenie, że w ciągu ostatniego roku dla niektórych producentów z D-plusowego „raju”, jakim z naszego punktu widzenia jest Wielka Brytania, staliśmy się nareszcie rynkiem, z którym warto się liczyć. Mam tu na myśli głównie Panache i jego dystrybutora. Firma ta ujęła mnie dwiema rzeczami: po pierwsze, dobrze przygotowanymi materiałami dotyczącymi nadchodzącej kolekcji wiosennej, w których to zawarte zostały informacje o konstrukcjach i uwzględnieniu w nich zmian postulowanych m.in. przez polskie konsumentki, a po drugie – sposobem wprowadzenia nowości, jaką był model Panache Sport.

Nowemu sportowcowi towarzyszyła kampania w mediach (której echo znalazło się również tutaj, w postaci konkursu), mam także wrażenie, że dostawy Panache Sporta w naszych sklepach nie były tym razem spóźnione w stosunku do sklepów brytyjskich, jak to wcześniej bywało z wyspiarską bielizną… Wracając zaś do osiągnięć promocyjno-reklamowych – myślę, że warto pogratulować dystrybutorowi ostanikowania oraz pozyskania dla marki jednej z najbardziej biuściastych polskich aktorek, Katarzyny Figury 🙂 (Pani Katarzyna była konferansjerką na pokazie jesiennej kolekcji na początku roku – niestety, całkiem elegancki gorset Evie Liaison, który miała na sobie, okazał się jednym z moich największych rozczarowań ze względu na rozciągliwość…)

Bra-fitting nie tylko w wielkim mieście

Sklepy z dużym wyborem rozmiarów i prowadzące usługi bra-fittingowe coraz częściej powstają poza największymi miastami, jak mocno już stanikowo nasycone Kraków czy Warszawa. O dobre stanikowe sklepy wzbogaciły się w ostatnim czasie takie miasta, jak Toruń, Częstochowa, Brodnica, Skierniewice, Grudziądz. Znajdziecie je na alfabetycznej liście sklepów.

Zaczęła się też nareszcie rozwijać branża szkoleniowa – nowe sklepy potrzebują przecież wykwalifikowanej kadry. W tym roku pierwsze dyplomy otrzymały absolwentki kursów organizowanych przez Akademię Brafittingu.

Nadzieje na przyszłość?

Czego życzyć sobie w przyszłym roku? Sądzę, że dobrze by było, by stał się on wreszcie rokiem pojawienia się naprawdę dobrych konstrukcji dla stref G+ i J+ i to nie tylko w ofercie jednej firmy i jednym typie modeli (mam tu na myśli Ewę Michalak i jej usztywniane plandże, choć pochwalić należałoby i miękkie balkonetki Bravissimo). Może nowe kolekcje Panache zaczną stawać na wysokości zadania? A może Freya zacznie słuchać głosu polskich konsumentek? Marzy mi się także, by skończyła się w polskich sklepach dyskryminacja osiemdziesiątek i by każdy obwód mógł znaleźć coś dla siebie. A także, by Elomi nie pozostawało wciąż jedyną marką realnie dostosowaną do potrzeb kobiet plus-size. I żeby polskie firmy bieliźnianego mainstreamu zaczęły starać się mocniej…

Mam jeszcze jedno marzenie: naprawdę duża kampania w mediach na rzecz prawidłowego dopasowania – niech by i reklamowała konkretną markę, lecz z naciskiem na „fit”, nie na design czy powabne kształty modelek. A może to całkiem nierealna mrzonka?

Być może z tej samej kategorii jest kolejna wizja: wyobraźmy sobie pokaz bielizny o szerokim zakresie rozmiarów, jednej marki lub kilku, na którym występują modelki o naprawdę różnorodnych kształtach… oczywiście w Polsce. To by dopiero było święto wszystkich biuściastych!

A oprócz tego? No cóż, jak zwykle – idealnie dopasowanych, genialnie skrojonych, wygodnych, pięknych, efektownych, oryginalnych wzorniczo i bajecznie kolorowych… Czego i Wam życzę! 🙂

A Wy? Czy powyższy subiektywno-wannabe-obiektywny przegląd w jakimś stopniu odpowiada Waszym obserwacjom? Czy jesteście rozczarowane czy zadowolone z postępów biuściastego rynku w ubiegłym roku, pod względem rozmiarowym, krojowym, wzorniczym? Na co macie największą nadzieję w przyszłym roku?

Może ci się spodobać